Archiwa autora: Dawid Kujawa

Prezentacja | przekrój smaków

Twór pod nazwą przekrój smaków powstał zimą 2011 roku, w jego skład wchodzą Kajetan J. Gendek i Sebastian Pypłacz. Pierwsze próby grupy odbywały się na terenie siedziby Międzynarodowych Targów Katowickich, kolejne odbywały się rzadko i w różnych miejscach, między innymi w redakcji kwartalnika „FA-art”.

Musiało minąć sporo czasu, żeby pojawiły się nasze pierwsze kompozycje. Po ponad roku wspólnego grania, 8 marca 2013 roku ukazała się EP-ka przekroju smaków, a materiał ten został później zaprezentowany podczas wernisażu wystawy Andrzeja Sobiepana w Galerii Sztuki Współczesnej MD_S we Wrocławiu. Po wydaniu EP-ki rozpoczęliśmy trwające niemal przez cały rok 2014 prace nad materiałem na debiutancką płytę zatytułowaną „Fala jaskrawego światła”, w międzyczasie prezentując kompozycje na koncercie w Krakowie. Wszystkie utwory zarejestrowaliśmy w mieszkaniu Sebastiana, premiera płyty miała miejsce 1 grudnia 2014. Obecnie przekrój smaków pracuje nad nowym materiałem, który usłyszeć będzie można najprawdopodobniej pod koniec bieżącego roku.

http://przekrojsmakow.bandcamp.com/

przekrojsmakow@gmail.com

przekrój smaków


Nieszczere pole. Szkice o sztuce | Łukasz Białkowski

łukasz białkowski_nieszczere pole

KSIĄŻKA UDOSTĘPNIONA W SIECI

Pozornie [teksty te] sprawiają wrażenie misz-maszu, ponieważ łączą ze sobą tak odmienne zjawiska jak twórczość Romana Opałki i praktyki partycypacyjne, spory na temat praw autorskich i zdjęcia talibów (znalezione w Kabulu przez Thomasa Dworzaka), estetyka relacyjna i strategie przepracowywania przeszłości w sztuce polskiej po 1989 roku.  Czytaj dalej

Monika Glosowitz | Demonstracje Końca (Marta Podgórnik, „Zawsze”)

Marta Podgórnik po 4 latach od wydania swojej ostatniej, nagrodzonej Gdynią książki „Rezydencja surykatek” wraca na scenę. (Choć Anna Kałuża w recenzji poprzedniej książki zażartowała, że jeden z wierszy brzmi jak pożegnanie, szlagier tej klasy co „trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść”.) Robi to dosyć głośno, z przytupem, zbyt teatralnie, słowem – jak „zawsze”. Czytaj dalej

Tomasz Dalasiński | Poniedziałek, cz. 3

 1.

Szwendanie się po parku to stosunkowo kiepski pomysł na zabijanie czasu. Nic tu się nie dzieje, a jeśli się nawet dzieje, to i tak nie jest to interesujące z czysto artystycznego punktu widzenia, a ten punkt widzenia jest przecież, co oczywista, jedynym atrakcyjnym. Park jak park: jakieś drzewa i wiewiórki, to dobre dla neoklasycystów, dla których ptak to nie ptak, lecz symbol czegoś tam, co się skrywa pod mało znaczącą powierzchnią. To dobre też dla wszelkiej maści konkretystów, dla których ptak to koniecznie gołąb albo wróbel, i dla których poza powierzchnią nie istnieje zupełnie nic. Dla naszego bohatera zaś ani ptak, ani wróbel w ogóle się nie liczyły. Liczyło się tylko to, że w słowie „ptak” zawiera się słowo „tak”, a w słowie „wróbel” dźwięczy okrojony angielski dzwoneczek. Język sam w sobie wystarcza, po co jakaś tam powierzchnia i jakaś tam głębia? „Napiszę, kurwa, kiedyś manifest – pomyślał – bo tak dalej być nie może. Ale najpierw zapalę”. Cholera, i znów problem z ogniem. Chyba w końcu musi kupić sobie zapałki albo załatwić krzesiwo i hubkę – siostra, która od najmłodszych lat była aktywną harcerką, zawsze twierdziła, że krzesiwo i hubka to podstawa egzystencji. Teraz po cichu przyznawał jej rację. Czytaj dalej

Paweł Świerczek | Przyczynek do fenomenologii wideoklipu

Wideoklip jako zjawisko szalenie dynamiczne i wieloaspektowe od wielu lat konsekwentnie wykracza poza (często postrzegane dlań jako naturalne) środowisko MTV i innych telewizji muzycznych. Jest on fenomenem trudnym do uchwycenia z perspektywy historycznej. Każda historyczna narracja – czy to dotycząca mediów, w których wideoklip funkcjonował, czy też jego estetyk, gatunków bądź sposobów reprezentacji człowieka – będzie niepełna ze względu na niestabilny status samego teledysku i nieostrość jego granic (czy kilkusekundowa abstrakcyjna wizualizacja wykorzystana w zapętleniu w trakcie koncertu bądź zlepek domowych filmów i zdjęć przedstawionych w rytm muzyki to już przykłady wideoklipów?). Czytaj dalej

Paweł Sadowski | Michael Haneke – sadystyczna widzialność

Refleksja nad złem, przemocą oraz ich udziałem w procesie odbioru sztuk audiowizualnych zdaje się być zawarta w kilku stałych elementach twórczości Michaela Hanekego. Określenie „sztuki audiowizualne” ma tu duże znaczenie z powodu intermedialnego charakteru dzieł reżysera, lokujących się na pograniczach telewizji i kina. Twórczość Hanekego bazuje na sprzężeniu prezentowanych obrazów z odczuciami widzów – operowaniu nadpisanym i początkowo nieczytelnym kodem. Jest to podstawowa „pułapka” stylu twórcy, wykorzystującego silne zaangażowanie widzów w odbiór każdego możliwego wydarzenia. Przykładowo, okrucieństwo w „Funny Games” (1997) nie jest przecież wynikiem intrygi na poziomie fabularnym. Bardzo pomocne okazuje się rozróżnienie opisujące hybrydowy charakter dyskursu Austriaka, w ramach którego następuje „myślenie równocześnie za pomocą formy (możliwej do obiektywnego odczytania) i doświadczenia odbiorczego (subiektywnego i osobistego) – dwóch, jak mogło się zdawać, odmiennych perspektyw analizy filmu” (Wojnowski 2012: 157). Czytaj dalej

Zuzanna Sokołowska | Cyfrowa tożsamość („Ego Update. The Future of Digital Identity”, NRW Forum, Düsseldorf)

Selfie to słowo, które bez wątpienia zrewolucjonizowało podejście do współczesnej fotografii. Odmieniane przez wszystkie przypadki, zawładnęło całkowicie zbiorową wyobraźnią, stając się nieodzownym elementem internetowego życia, zwłaszcza portali społecznościowych. Autorstwo pierwszego w historii selfie przypisuje się Robertowi Corneliusowi, który w 1839 roku, siedząc wygodnie w fotelu, wykonał sobie zdjęcie, specjalnie zakrywając przy tym obiektyw. Późniejsza popularność fotograficznych autoportretów związana była z powstaniem w 1900 roku przenośnego aparatu Kodak Brownie. ówczesne metody uwieczniania własnego wizerunku opierały się przede wszystkim na fotografowaniu swojego odbicia w lustrze lub ustawianiu aparatu w pobliżu (na przykład na statywie) oraz kadrowaniu przez wizjer w górnej części okna. Dziś nie jest konieczna aż tak skomplikowana gimnastyka, by wykonać sobie zdjęcie – wystarczy cyfrowy aparat lub smartfon. Czytaj dalej

Mateusz Sądaj | Usprawiedliwiając pisanie historii (Jakub Dziewit, „Aparaty i obrazy”).

Na pytanie, czy da się wielokrotnie opowiadać tę samą historię na nowo, od nowa, bez końca, bez znużenia i z przejęciem, odpowiedź jest jedna: tak. Wystarczy przypomnieć sobie jakąkolwiek opowieść przytaczaną przez kilka osób, a zorientujemy się, że każda jej wersja zabarwiona była inną paletą wrażliwości, wyłuszczała zupełnie inne elementy i wreszcie – „rozwałkowywała” fragmenty eksponujące zdecydowanie bardziej autora niż samą opowieść. Czytaj dalej

Martyna Kula | Terytorium — wnętrze (Chelsea Wolfe, „Abyss”)

Okładka najnowszej płyty Chelsea Wolfe ma w sobie coś z obrazu ofelicznego. Skojarzenie to dosyć swobodne, niemniej pewne podobieństwo ujawni się podczas wyodrębnienia wspólnych punktów. Amerykańska artystka, tak jak w pewnym momencie robi to Szekspirowska postać, szczelnie zamknęła się w sobie, by rozpocząć specyficzną peregrynację, bowiem „Abyss” to nic innego jak świadectwo przebytej drogi. Drogi, która okazała się wędrówką po najodleglejszych zakamarkach własnego wnętrza. Oczywiste analogie między dwoma wskazanymi dziełami stanowią także stany szaleństwa i nieukojonego bólu, jednak intrygująca wydaje się zwłaszcza zbieżność motywów „głębinowych”. Wokalistka wybrała trafny, wieloznaczny tytuł płyty – „Abyss” tłumaczymy jako otchłań, czeluść, bezmiar lub głębię. Nasuwa się skojarzenie z obrazem pędzla Millaisa, na którym Ofelia łagodnie tonie w strumieniu. Wolfe posuwa się o krok dalej – spada w głąb siebie, w korytarze własnych żył, w odklejone od rzeczywistości obrazy. Nie-żywa, ale też nie-martwa. Zawieszona pomiędzy. Czytaj dalej