Archiwa kategorii: Sztuka

Michał Bednarczyk | „W kręgu neoawangardy. Warsztat Formy Filmowej”, red. Marzena Bomanowska, Alicja Cichowicz

Zeszłoroczna publikacja pt. „W kręgu neoawangardy. Warsztat Formy Filmowej”, wydana przez Muzeum Kinematografii w Łodzi, to opatrzona przedmową Andy Rottenberg pozycja skonstruowana z szeregu monologów i rozmów przeprowadzonych z osobami bezpośrednio lub pośrednio zaangażowanymi w tytułowy projekt. Józef Robakowski, Zbigniew Rybczyński, Janusz Połom, Andrzej Barański, Marek Koterski, Grzegorz Królikiewicz, Ryszard Lenczewski i Zbigniew Wichłacz wyrażają swoje opinie na temat przedsięwzięcia, w ramach którego skrzyżowały się ich twórcze drogi przeszło cztery dekady temu. Ponadto fenomen tej wyjątkowej formacji przybliżają wyczerpujące rozdziały teoretyczne, które w połączeniu z perspektywą samych artystów tworzą wielowymiarowy i rzetelny obraz opisywanego zjawiska.

Warto zwrócić uwagę na fakt, iż opisywana pozycja jest publikacją dwujęzyczną. Po każdym kolejnym rozdziale następuje jest jego tłumaczenie w języku angielskim, co niewątpliwie wpływa korzystnie na atrakcyjność tego wydania. Tekst został ponadto urozmaicony o interesujące fotografie prezentujące dokonania członków Warsztatu Formy Filmowej. Są to zarówno kadry z wybranych filmów, fotoobiekty, zdjęcia z wystaw i innych inicjatyw artystycznych, jak i fotografie (czy fotomontaże) obrazujące członków grupy w latach jej funkcjonowania. Schludne, przejrzyste i wieloaspektowe wydanie z pewnością zachęca do sięgnięcia po tę interesującą pozycję. Dodatkowym atrybutem jest załączona płyta dvd, dzięki której uzyskujemy możliwość zapoznania się z wybranymi pracami WFF.

Warsztat Formy Filmowej to inicjatywa podjęta na początku lat siedemdziesiątych XX wieku przez grupę studentów i absolwentów łódzkiej Szkoły Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej. Zrzeszała młodych ludzi, których połączyła idea twórczej niezależności, wspólny światopogląd i zapatrywania na kwestie związane z rolą artysty. Formacja kojarzona jest z szeroko pojmowanym nurtem sztuki konceptualnej. W jej skład wchodzili przedstawiciele wszelkich dziedzin sztuki – filmowcy, muzycy, plastycy, poeci, osoby zajmujące się fotografią i teatrem.

Funkcjonująca w ramach Koła Naukowego grupa sprzeciwiała się akademickiemu stylowi nauczania i postulowała uprawianie twórczości wolnej od komercyjnych ograniczeń. Swoim nowatorskim i nieskrępowanym podejściem do sztuki studenci wyrażali bunt przeciwko skostniałym formom wypowiedzi. W świecie Warsztat zasłynął jednak głównie jako awangardowa formacja filmowa, na co zwraca uwagę Ryszard W. Kluszczyński. Dzieła grupy manifestowały sprzeciw wobec przejrzystej, linearnej narracji i kwestionowały tendencję odwoływania się do konwencji literackich. Stąd zainteresowanie tzw. „czystym kinem”, które wolne byłoby od struktur narracyjnych i poetyki właściwej słowu pisanemu oraz chęć zgłębienia praw jakimi rządzi się film pozaliteracki. Ponadto tradycyjnie pojmowana sztuka zdefiniowana została przez formację jako niosąca groźbę sprzyjania dydaktyzmowi, moralizatorstwu, rozrywce, politykowaniu, subiektywizacji, nadmiernemu estetyzowaniu czy przemycaniu ideologii, a więc w tym sensie musi zostać zanegowana. Odrzucono twórczość Beksińskiego, Szajny, Grochowiaka, Kantora, Konwickiego, Hanuszkiewicza, Pendereckiego i wielu innych. „Postulaty” Wojciecha Bruszewskiego nakłaniały do „nie oglądania” filmów Wajdy, Majewskiego, Hasa, Zanussiego i „nie czytania” Kałużyńskiego, Mętraka, Płażewskiego. Między innymi, rzecz jasna. A wszystko opatrzone jednoznacznym komentarzem: „NIE CHODŹ DO KINA. ZATKAJ USZY. ZAMKNIJ OCZY”.

Celem Warsztatowców było poszerzanie możliwości percepcyjnych odbiorcy, zaangażowanie go w wydarzenia artystyczne do tego stopnia, by stał się ich aktywnym uczestnikiem, a także zwracanie uwagi na umowność i relatywizm form komunikacyjnych. W pracach WFF ważne było unaocznienie zachwianej relacji między rzeczywistością a jej audiowizualnym odwzorowaniem. Warto przy tej okazji zaznaczyć, iż media obnażone zostały przez członków grupy jako narzędzia posiadające zdolność manipulacyjną (weźmy chociażby wideoinstalacje Antoniego Mikołajczyka z 1976 roku). Natomiast film, tak ważny dla Warsztatowców, posiada w ich opinii swój autonomiczny, nie dający się przetłumaczyć język, który będąc swoistym kodem czyni zeń osobną formę wyrazu, niezależną od literackiego wzorca, od którego członkowie ruchu tak ochoczo się odżegnywali.

Z kolejnych wypowiedzi stopniowo wyłania się obraz nieformalnego lidera grupy w postaci Józefa Robakowskiego, który funkcjonuje we wspomnieniach kolegów jako osoba najbardziej świadoma swoich artystycznych poczynań, stanowiąc dla reszty pewien wyznacznik wrażliwości estetycznej, czy wręcz wzór do naśladowania. Jak wspomina Zbigniew Wichłacz:

Warsztat Formy Filmowej zawsze będzie kojarzyć mi się z postacią Józefa Robakowskiego. Oczywiście byli też inni, jak Wojciech Bruszewski czy Ryszard Waśko, ale to Józef Robakowski był koryfeuszem, człowiekiem najbardziej wibrującym, autorytatywnym. Jego twórczość była mi najbliższa, a jego konkretne filmy najbardziej do mnie przemawiały, gdyż były artystycznie trafione i zawsze zawierały jakiś rdzeń głębszej myśli wyrażony w nowatorskiej formie. Robakowski miał już wtedy, i ma obecnie, tę tak trudną do zdefiniowania cechę, jaką jest charyzma, i dzięki niej jest po prostu osobowością bezdyskusyjnie najsilniejszą.

W poszczególnych wypowiedziach członków formacji wyczuwalny jest pewien elitaryzm. Artyści związani z WFF podkreślają wagę przedsięwzięcia, w które się zaangażowali, a także ideologiczną spójność ruchu. Słowa takie jak „sztuka” czy „awangarda” odmieniane są tutaj przez wszystkie przypadki, a Andrzej Barański stwierdza wprost, że Warsztat demonstracyjnie odcinał się od filmu fabularnego i jego twórców, wobec których zdarzały się nawet pewne złośliwości. Jednakże wszelka działalność awangardowa tożsama jest z zanegowaniem obowiązujących wzorów i poszukiwaniem alternatywnych środków wyrazu, także trudno czynić zarzut z takiego właśnie ujmowania sprawy przez członków ruchu czy obrażać się na manifestowanie przez nich swego zaangażowania. Natomiast pasja, z jaką artyści opowiadają o swojej działalności, wpływa wyłącznie pozytywnie na wrażenia odbiorcze.

Problem recepcji zjawiska, jakim był Warsztat Formy Filmowej, przybliża w wieńczącym książkę rozdziale Tomasz Załuski. Formacja niejednokrotnie spotykała się ze sceptycyzmem, nieprzychylnością czy wręcz szyderstwem. Prace Warsztatu sprowadzano do poziomu wprawek montażowych, bezideowego formalizmu lub prowokacji. Reżyser Filip Bajon w następujących słowach wyraził swoje stanowisko względem grupy, piętnując wspomniany wyżej elitaryzm: „odnosiłem się do Warsztatu bardzo źle. Funkcjonował tam pewien rodzaj kapłaństwa, który mnie brzydził – to znaczy celebracja sztuki; że my tutaj robimy bardzo ważną sprawę i my o niej wiemy wszystko, bo jesteśmy wtajemniczeni. Było to dla mnie szamaństwo i podejrzewałem w tym hucpę”.

Wśród licznych głosów uderzających w wysokie tony swoistym wyjątkiem jest Marek Koterski, który z właściwą sobie, ujmującą szczerością otwarcie przyznaje, że w młodości buntował się dla samego buntu, właściwie nie wiedząc dlaczego postępuje tak, a nie inaczej. „Ja wtedy jeszcze nic nie potrafiłem zbudować, więc bardzo podobało mi się rozwalanie” – stwierdza. Dla Koterskiego awangarda była jedynie przystankiem na drodze twórczej, zawsze bowiem marzyło mu się zrobienie filmu fabularnego który – jak sam mówi – „byłby połączeniem kasy i klasy. Ważny film i pełne kino. Nie interesowały mnie niszowe pokazy dla wybranych. Nigdy nie byłem tak czysty w tych celach, jak Józek czy Wojtek. Oni robili z założenia elitarne rzeczy i kontynuowali to, a dla mnie to był pewien etap” – przyznaje reżyser „Dnia świra”.

Grupa, której działalność trwała do 1977 roku, zrewolucjonizowała myślenie o sztuce audiowizualnej, poszerzając jej możliwości, wychodząc poza obowiązujące granice oraz kwestionując powszechnie uznawane konwencje i normy. Przytoczmy chociażby śmiałe próby podjęte przez Wojciecha Bruszewskiego, aby za pomocą techniki wideo przełożyć abstrakcyjny język słowny na konkretny język obrazowy. Nieobce Warsztatowcom było także podejmowanie licznych akcji happeningowych i działań o charakterze prowokacyjnym w celu skłonienia odbiorców do refleksji na temat sztuki oraz bardziej świadomego odbioru rzeczywistości. Działalność grupy niejednokrotnie nabierała kontestatorskiego wymiaru, uderzając w skostniałość i powierzchowność licznych obszarów kultury. Książka „W kręgu neoawangardy. Warsztat Formy Filmowej” nie tylko oddaje głos samym zaangażowanym, którzy w interesujący i pełen pasji sposób tłumaczą swój stosunek do poczynań neoawangardowych, ale przybliża też czytelnikowi liczne eksperymenty podejmowane na przestrzeni lat przez członków WFF, opisując szczegółowo ich przebieg, a także tłumacząc ideologiczne zamierzenia i dookreślając cele przyświecające artystom. Zapewne będzie to więc wartościowa pozycja zarówno dla osób zainteresowanych sztuką awangardową, jak i dla tych, którzy z poruszanymi zagadnieniami spotkają się pierwszy raz.

W ramach swoistego podsumowania powyższego tekstu, pozwolę sobie przytoczyć znamienną wypowiedź Zbigniewa Rybczyńskiego, późniejszego laureata Oscara za film „Tango”, rzucającą światło na ideologiczny wymiar twórczości Warsztatowców:

Mój koncept kina, i wydaje mi się, że podobnie myśleli inni członkowie Warsztatu, polegał na poszukiwaniu: jak sfilmować coś czego jeszcze nikt inny przed nam nie sfilmował, a do tego, jak to coś sfilmować w zupełnie inny sposób niż pozostali. Od wielu wieków istnieją ludzie, którzy uparcie realizują tego typu koncepty. I od wieków istnieje jedyna droga, jak się do tego zabrać – jest to stałe eksperymentowanie, podstawa rozwoju naukowego, przemysłowego, cywilizacyjnego i artystycznego. Na szczęście tacy ludzie zawsze byli, zawsze są i mam nadzieję, że zawsze będą.


 

„W kręgu neoawangardy. Warsztat Formy Filmowej”. Red. Marzena Bomanowska, Alicja Cichowicz. Muzeum Kinematografii w Łodzi. Łódź 2017.