Floyd Favel | Kraina stu zatrutych jezior

Zostałem kiedyś zaproszony do Fortu McMurray w Północnej Albercie, aby wyreżyserować spektakl teatralny w Keyano College. Północna Kanada kojarzy się z obrazami niczym nieskażonych lasów i jezior, jednak w tym miejscu zastałem co innego. Fort McMurray, czy też Fort Mac — jak brzmi ta nazwa w lokalnym języku — jest położony u zbiegu rzek Athabaska i Clearwater. To rozległe miasto żyje z ropy naftowej i w pewnym sensie stanowi punkt graniczny współczesnej kultury zachodniej. Można tutaj szybko zdobyć fortunę i równie szybko ją stracić. Niedawno powstały w mieście centrum handlowe i kasyno. Nowe hotele, sieci restauracji i barów wyrastają wzdłuż ulic przemierzanych przez pickupy z napędem na cztery koła, a tutejsze kruki ucztują na przepełnionych pojemnikach na śmieci.

W Fort McMurray, podobnie jak we wszystkich miastach północnej Kanady, rdzenna ludność jest wyraźnie widoczna: począwszy od budowlańców i robotników w rafinerii, przez konsultantów zatrudnianych do biur przez firmy poszukujące surowców naturalnych, po zaniedbane pary w spłowiałych roboczych kombinezonach i czapeczkach z daszkiem, które widziałem, jak zbierały pety z chodników niczym plony z pól. Miejsce, o którym piszę, to ziemia narodów Kri i Dene. Znajdujące się w miasteczku bary przyciągają białych robotników, którzy przybyli tu z Nowej Funlandii, Ontario i innych miejsc we wschodniej Kanadzie. Wielu z nich zostawiło swoje rodziny, niektórzy są stanu wolnego. Tutaj za pieniądze można kupić wszystko, a płyną one jak ropa. I to rdzenni mieszkańcy najbardziej odczuwają okrucieństwo pieniądza, zresztą bez względu na to, czy jest to północna Kanada, miasta pograniczne Amazonii, czy syberyjska tajga. Nasi ludzie zawsze są poszkodowani i płacą najwyższą cenę.

Jedną z aktorek grających w reżyserowanym przeze mnie spektaklu była Charmaine z narodu Kri z Paddle Prairie. Każdego dnia przed przyjściem na próbę pracowała po dwanaście godzin w firmie Suncor Energy, wydobywającej ropę naftową. Chociaż była świadoma zniszczeń środowiska naturalnego dokonywanych przez przemysł naftowy, praca w Suncor Energy była dla niej jedną z niewielu możliwości zatrudnienia w tym rejonie.

Fort McMurray leży niedaleko jednego z największych na świecie złóż piasków roponośnych [zwanych przez rdzennych mieszkańców Kanady smołowymi — A.G.], które ponoć dorównują złożom ropy naftowej w Arabii Saudyjskiej. Osiemnastowieczny odkrywca, Peter Pond, w czasie swojej pierwszej wizyty w tym rejonie w 1778 roku napisał w dzienniku, że „smoła powoli sączy się wzdłuż brzegów Athabaski”. Narody Kri i Dene używały tej smoły zmieszanej z żywicą świerkową jako uszczelniacza do naprawy canoe robionych z kory brzozowej. Początkowo sensem istnienia Fortu McMurray był handel futrami, teraz — handel ropą. W ciągu ostatnich dwudziestu lat rosnące ceny ropy i zaawansowane technologie uczyniły z Alberty jedną z najbardziej dynamicznie rozwijających się pod względem ekonomicznym prowincji Kanady.

Pewnego dnia Charmaine zaproponowała mi zwiedzanie inwestycji firmy Suncor, związanych z piaskami smołowymi. W wolnym czasie pojechaliśmy na północ. Niedaleko Fortu McMurray zobaczyliśmy wysoki na trzysta stóp [ponad dziewięćdziesiąt metrów wysokości — A.G.] komin rafinerii, który wyrzucał z siebie toksyczną wydzielinę. Wkrótce dotarliśmy do strefy zamkniętej Suncoru. Kazano mi wpisać się na listę odwiedzających i zarejestrować swoją kamerę. Naszym przewodnikiem był Les Marchand, Metys, który pracował dla Suncoru od prawie dwudziestu pięciu lat. W pewnym momencie z udawaną pewnością siebie Les stwierdził: „Robiłem tu prawie wszystko, łącznie z prowadzeniem ciężarówek i obsługą maszyn”. W czasie naszej wizyty zauważyliśmy, że ciężkie maszyny, urządzenia i pięćdziesięciotonowe ciężarówki były obsługiwane przez rdzenne kobiety. Spotkaliśmy kilka z takich pojazdów na drodze i musieliśmy zatrzymać nasz pickup, żeby pozwolić im przejechać. „Te pojazdy mogłyby nas zgnieść, a kierowca nic by nie poczuł” — ostrzegał nas Les.

Kiedy jechaliśmy przez gigantyczne żwirownie, zapytałem go, czy to są te słynne piaski smołowe. Odpowiedział: „O nie, jeszcze niczego nie widziałeś. To, co widzisz teraz, to wierzchnia warstwa ziemi, którą zdrapują, żeby dostać się do smoły”. Czarny piach tworzył ściany tej żwirowni, po których w gorące dni spływała ropa. Żeby ją wydobyć, buldożery usuwały topole i świerki i spychały na boki około dwieście stóp [około sześćdziesiąt metrów — A.G.] ziemi nazywanej odpadami. Te „odpady” ładuje się potem na trzystasześćdziesięciotonowe ciężarówki i przewozi do miejsc, gdzie używa się ich do budowy ścian stawów osadowych, w których składuje się odpady. Wartościowe piaski smołowe są wykopywane i przewożone do rafinerii, a tam ropa oddzielana jest od piachu. Do procesu rafinacji potrzebne są niewyobrażalne ilości wody z rzeki Athabaska — która płynie na północ do prowincji Alberta, Saskatchewan i Północno-Zachodnich Terytoriów, a potem wpływa do rzeki McKenzie — drenując jeden z ostatnich największych dzikich terenów na ziemi. Zanieczyszczone wody z rafinerii są później pompowane rurami do stawów osadowych.

Wkrótce do nich dotarliśmy. Wrzące stawy z daleka były widoczne na horyzoncie. Les mimochodem zauważył, że w przyszłości osiągną nawet pięćset stóp [nieco ponad sto pięćdziesiąt dwa metry — A.G.] głębokości. Zapytałem go, czy woda, która się w nich gromadzi, jest zdatna do użycia. Odpowiedział, że „pewnego dnia zanieczyszczenie być może opadnie na dno, ale to zajmie trochę czasu, setki lat”.

Stawy, o których piszę, to właściwie nie są stawy, a jeziora, które nie znajdują się na żadnych mapach. Gdyby mogły się tam znaleźć, ten obszar wyglądałby jak kraina setek zbiorników wodnych — raj dla wędkarzy i myśliwych. Krytycy tej technologii wydobycia złóż naturalnych, m.in. ekolodzy i przywiązani do tradycji rdzenni mieszkańcy Kanady, obawiają się, że ścieki ze stawów w końcu przenikną do wód gruntowych i zanieczyszczą naturalne rzeki oraz systemy jezior na obszarze stu mil kwadratowych [około sto sześćdziesiąt kilometrów — A.G.]. Niestety miejsce, które odwiedziłem, było zaledwie jedną z sześciu inwestycji znajdujących się niedaleko Fortu McMurray, a istnieje duże prawdopodobieństwo, że powstanie tu dwadzieścia innych. Biorąc pod uwagę skalę zniszczenia ekologicznego, by opisać stan środowiska naturalnego na tym terenie, jego dewastację można by porównać do zniknięcia Morza Aralskiego w Rosji i spustoszeń, jakie wywołuje obecnie wycinka lasów Amazonii.

Myślę, że żadne słowa nie oddadzą tego, czego byłem świadkiem na terenie piasków smołowych. Nie jestem w stanie wyrazić uczuć i myśli, jakie mi wówczas towarzyszyły. Żadna lektura, żadne zdjęcia nie przygotowały mnie na tamto przeżycie. Zrozumiałem, że to jest koniec świata dla naszych ludzi i tej ziemi. Wracając do miasta, zatrzymaliśmy się w społeczności Dene z Fortu McKay. Była to dosłownie wyspa lasów o powierzchni około dziesięciu kilometrów kwadratowych, otoczona przez pustkowie — ziemię zniszczoną przez przemysł. Owszem, domy były nowoczesne, drogi — dobre, a ciężarówki — nowe. Budynek, w którym mieściła się siedziba indiańskiej władzy lokalnej, robił wrażenie nie tylko ze względu na architekturę, ale i z uwagi na rustykalny charakter. Z drugiej jednak strony, mieszkańcy tego miejsca nie mogą już polować na łosie, a po tradycyjną żywność i lekarstwa muszą udawać się w daleką podróż. Wydaje się, że żyją w kolonialnym więzieniu, finansowanym z ich własnych dochodów, które mają z ropy naftowej. Jeżeli to jest przyszłość dla naszych ludzi, uczestniczących w wydobywaniu złóż naturalnych, to rysuje się ona naprawdę ponuro.

tłumaczenie: Eugenia Sojka, Aneta Głowacka
Tekst ukazał się w numerze 1-2/2019 Kwartalnika Kulturalnego „Opcje”.

FLOYD FAVEL teoretyk teatru, reżyser, eseista. Pochodzi z na­rodu Kri (z prowincji Saskatchewan w Kanadzie). Studiował w Tu­kak Teatret w Danii i Centro di Lavoro di Grotowski we Włoszech. Odbył wiele podróży po świecie w poszukiwaniu rytualnych ko­rzeni teatru. Zdobytą wiedzę i doświadczenie wykorzystuje, roz­wijając własną metodę teatralną — Native Performance Culture. Prowadził zajęcia i seminaria na University of Ottawa, Concor­dia University in Montreal, National Theatre School of Cana­da, Victoria University in Melbourne i UBC-Kelowna. Jego tek­sty były publikowane w „The Navajo Times”, „Lakota Country Times”, „SUNY Press”, „The Globe and Mail”, „Indigenous Time” oraz ukazywały się w wydawnictwach Coteau Books, Isuma Pu­blications, Playwrights Canada Press.

ANETA GŁOWACKA — krytyczka teatralna, teatrolożka i kul­turoznawczyni. Pracuje w Zakładzie Teatru i Dramatu UŚ. Zaj­muje się współczesnym teatrem (również w jego wymiarze insty­tucjonalnym), estetyką popkultury, związkami teatru i polityki, a także teatrem lokalnych społeczności. Mieszka w Chorzowie.

EUGENIA SOJKA — kierownik Centrum Studiów Kanadyjskich w Instytucie Kultur i Literatur Anglojęzycznych UŚ. Posiada dok­torat z Memorial University of Newfoundland w Kanadzie (specja­lizacja w anglojęzycznej literaturze kanadyjskiej); jej zainteresowa­nia naukowe dotyczą dyskursów mniejszościowych w kanadyjskiej literaturze i kulturze, a szczególnie dramatu i teatru indygennego i diasporycznego. Jest autorką, redaktorką i współredaktorką pu­blikacji poświęconych tematyce kanadystycznej.

Dodaj komentarz