Judit Bodnàr | Podwójne oblicze odnowy śródmieścia. Lokalne przejawy globalnej tendencji

 

Postsocjalistyczny Budapeszt przechodzi wybiórczą odnowę. Śródmieście odradza się — jak twierdzą analitycy i inwestorzy — zrównując życie z przepływem kapitału. Niektórzy odczytują „postępującą gentryfikację śródmieścia jako realizację wyraźnie rozpoznawalnych zachodnich wzorców” (Kovacs 1990: 118). Pozostałe obszary szybko tracą na wartości, co prowadzi do powstania wyraźnych kontrastów widocznych w ciasnych przestrzeniach. To nowa faza nierównomiernego rozwoju w skali miasta. „Inaczej niż w Londynie czy Nowym Jorku sprzed lat 70. gentryfikacja Budapesztu nie rozpoczęła się jako wyizolowany z rynku nieruchomości proces, ale związana była z przepływem globalnego kapitału, towarzyszącym przemianom związanym z przełomem roku 1989” — pisze Nelly Smith (1996: 174). Czy to czyni ją „realizacją wyraźnie rozpoznawalnych zachodnich wzorców”? Biorąc pod uwagę teorie miasta, które wyprowadzają owe zmiany z pewnych cech strukturalnych globalnego kapitalizmu — w tym przypadku nierównomiernego rozwoju — wskazane podobieństwa pomiędzy procesami miejskimi będącymi pokłosiem kapitalizmu i socjalizmu prowokują następujące pytanie: czy obserwując podwójne oblicze odnowy podupadłych postsocjalistycznych śródmieść, mamy do czynienia z tym samym zjawiskiem, pewną jego wersją, czy też zwodniczo podobną formą rezultatów zupełnie różnych mechanizmów?1
W tym tekście staram się znaleźć socjologicznie uzasadnione odpowiedzi na to pytanie. Pierwsza część artykułu zawiera wprowadzenie do tematu miejskiej restrukturyzacji i niektórych spośród towarzyszących jej globalnych procesów, następnie przyglądam się na tym tle Budapesztowi, poszukując podobieństw i różnic w przebiegu tych procesów. Badam przykład „socjalistycznej gentryfikacji” w Budapeszcie, radykalnego aktu miejskiej rehabilitacji śródmieścia w czasach socjalizmu i analizuję „spontaniczną” gentryfikację centrum po jego upadku. Głównym obiektem moich badań staje się nierównomierny rozwój miasta w kontekście gentryfikacji, prywatyzacji nieruchomości (którą traktuję podobnie jak zmiany w brytyjskim prawie własności), przemian funkcjonalnych, zarówno mieszkaniowych, jak i komercyjnych, przynoszących niski albo wysoki zysk. Analizę rozpoczyna przegląd zmian akumulacji [dóbr] i ich korelacje ze zmianami wzorów mieszkaniowych, zwłaszcza gentryfikacji i suburbanizacji, których tło stanowią procesy zachodzące w Stanach Zjednoczonych i Europie Zachodniej.

Elastyczna akumulacja bez iluzji społecznych

Wraz z nadejściem późnego kapitalizmu przearanżowane zostały sfery produkcji i konsumpcji. Długi ekonomiczny boom, który rozpoczął się po II wojnie światowej, zakończył się w późnych latach 70. (zob. Harvey 1987). Projekt modernizacji, oparty na ideach wydajności, funkcjonalności i racjonalności, nabierał rozpędu, tak jak typ ekonomii, w który go wpisano. Fordyzm — termin, którego za Gramscim używano, aby odróżnić reżim akumulacji drugiej połowy XX wieku od XIX-wiecznej gospodarki „ekstensywnej” — zwiększył grono konsumentów, włączając do tej grupy ważny sektor klasy robotniczej, przynajmniej w głównych krajach globalnego kapitalizmu. Narodził się, jak zauważa Aglietta (zob. Aglietta 1987: 154), masowy, „zuniwersalizowany styl konsumpcji uproszczonych produktów”. Fordowski model konsumpcji był całkowicie izomorficzny, jeśli analizować go pod kątem kluczowej w procesie pracy instytucji linii montażowej. Ekspansja, jak sugeruje Aglietta, związana była ze standaryzacją towarów — zwłaszcza mieszkań i samochodów. W późnych latach 70. fordyzm otworzył drogę nowemu, bardziej elastycznemu kapitałowi i praktykom pracowniczym (zob. Harley 1987, 1989a). Linie produkcyjne zaczęto przenosić z krajów ustalających modele produkcji do tzw. lower east sides Ameryk, Azji i Europy. Produkcja stała się bardziej zróżnicowana, zawężona do specyficznych potrzeb i zaprojektowana tak, aby zaspokajać spersonalizowane potrzeby konsumentów. Wiedza, którą dzisiaj dysponujemy, podpowiada, że pożytki ze standaryzacji są traktowane jako oczywistość, ale jej nowatorstwo zaczyna być kwestionowane. Odbiorcy poszukują bowiem oryginalnych produktów i usług. Myślą o sobie jako o artystach-poszukiwaczach — na wzór japońskiego sposobu celebracji form naturalnych i spojrzenia, które je odnajduje — którzy dobierając do swojego delikatnego gustu i pozycji społecznej nabywane dobra, sami określają limity własnej kreatywności. To zazębianie się ekonomicznych i estetycznych strategii definiuje wyrafinowane społeczeństwo konsumenckie późnego kapitalizmu.
Paradoksalnie, kapitał zakochał się w różnicy: kampanie reklamowe bazują na założeniu, że proponowane produkty uwydatnią poczucie naszej wyjątkowości i indywidualności. Nie chodzi więc już o to, by nie odstawać materialnie od najbliższego środowiska, lecz właśnie o to, by się od niego odróżnić. Od muzyki ludowej do egzotycznych wakacji w krajach trzeciego świata, od etnicznych kolacji instant do peruwiańskich nakryć głowy robionych na drutach — różnica kulturowa się sprzedaje. To jest właśnie „różnica” relacji towarowych, konkretnego doświadczenia czasu i przestrzeni, produkowanego przez transnarodowy kapitał (zob. Rutherford 1990: 11). Rutherford nie jest osamotniony w swoim opisie nowej fali kapitalizmu. Jedyna wątpliwość formułowana z historyczno-komparatystycznej perspektywy dotyczy owej czasowości, która została źle skalibrowana. Kokietowanie różnicą jest wadą wrodzoną — sama w sobie nie jest ona niczym nowym. Życie nigdy bowiem nie polegało tylko na dotrzymywaniu kroku innym, zawsze chodziło po części również o wyróżnianie się spośród innych. Właśnie to balansowanie pomiędzy ujednoliceniem i zróżnicowaniem warunków rozwoju napędza kapitał. Analizy XIX-wiecznej nowoczesności, zwłaszcza miejskiej, nawet w klasycznej odmianie, innej niż Marksowska, są przepełnione obserwacjami dotyczącymi owego napięcia. Uwagi o modzie i stylu mają wiele wspólnego ze spostrzeżeniami dotyczącymi tendencji do niwelowania i różnicowania w ramach „dojrzałej” ekonomii. Moda i styl stają się wyróżnikami jednostki w uprzedmiotowionym i ujednoliconym społeczeństwie i są ściśle związane z przemianami nowoczesności. „Tak więc moda stanowi po prostu jedną z wielu form życia, za pomocą których staramy się połączyć w jednolitej sferze działalności tendencję do społecznego ujednolicenia i pragnienie jednostkowego odróżnienia się oraz zmiany” (Simmel 1980: 182). Jednostka próbuje się wyróżnić, przynależąc do grupy i przyjmując jej styl. W modzie chodzi więc o kontrolowaną różnicę. Simmel zauważa również, że współczesna moda z definicji działa tylko na klasy wyższe — jak tylko te niższe zaczynają ją naśladować, wyższe ją porzucają. Kultywująca różnicę konsumpcja jest zatem zjawiskiem unikatowym dla postfordyzmu. Jesteśmy dzisiaj świadkami nieustannych zmian i urozmaiceń na masową skalę. Umożliwia to globalny system elastycznej produkcji. Docenianie kolorytu lokalnego towarów czy usług staje się tym bardziej ironiczne, że w dzisiejszym światowym systemie produkcji powstają one jako efekt przedsięwzięcia kompleksowego, w związku z czym trudno zlokalizować źródło ich pochodzenia. Rozkoszowanie się „lokalnymi” produktami staje się możliwe wszędzie, niezależnie od dystansu pomiędzy miejscami produkcji i konsumpcji. Dziś prawie każde amerykańskie miasto ma swoje małe Włochy, Chiny czy Koreę, greckie, polskie, niemieckie, indyjskie czy kolejne odmienne etniczne sąsiedztwo. Ta matryca etniczna, rezultat migracyjnych szlaków przemierzanych dawniej, jest z powodzeniem interpretowana jako konsumpcyjna różnorodność. Globalna komercjalizacja czyni z niej zjawisko uniwersalne, masowe i niezależne od czasu i przestrzeni. Różnica jest więc kształtowana wedle tych wymogów jako odpowiednio egzotyczna, jednowymiarowa i poddana kontroli, słowem: masowo konsumowalna. Różnorodność staje się sterylna — traci swój smak, zapach i kolor — ale się sprzedaje. Dzisiejsze przekształcenia ekonomiczne wpływają również na przebieg procesów urbanizacyjnych i zmieniają hierarchię miast. W ciągu ostatnich dwóch dekad zmienił się podział sektorów pracy. Zatrudnienie w amerykańskim przemyśle pomiędzy 1979 a 1985 rokiem spadło o 10 procent, podczas gdy w usługach wzrosło prawie o tyle samo. Zmiany były jeszcze wyraźniejsze w miastach przodujących w ofercie usługowej w USA — takich jak Nowy Jork, Los Angeles i Boston (zob. Sassen 1990: 467). […] Nowe firmy usługowe rekrutują zarówno od góry, jak i od dołu: wysoko wykwalifikowanych profesjonalistów, którym powierza się wyjątkowo odpowiedzialne zadania, oraz niewykształconych robotników, którzy wykonują głównie dorywcze, jednostajne prace. Jednocześnie logika elastycznej akumulacji prowadzi do uniewidocznienia ekonomicznych aktorów, a większość z nich pochodzi ze śródmiejskich mniejszości (zob. Sassen 1990). Scalenie szarej strefy, której pracownicy pozbawieni są praw do opieki zdrowotnej, bezpieczeństwa, płacy minimalnej itd., sygnalizuje zerwanie umowy społecznej pomiędzy pracownikami a pracodawcami, która działała mniej więcej od końca II wojny światowej. Klasa robotnicza w klasycznym sensie tego terminu zanika: staje się rozdrobniona — jedni pozostają permanentnie bezrobotni, w innych budzi się duch przedsiębiorczości. Dawna klasa robotnicza podlega selektywnemu „uburżuazyjnieniu”. Konsekwencje miejskiej restrukturyzacji widać w sferze mieszkaniowej — w nieproporcjonalnej koncentracji biedoty, marginesu społecznego i mniejszości etnicznych w śródmieściach. Jednoczesny zanik zatrudnienia w sektorze przemysłowym i rozwój sektora zaawansowanych usług powoduje dwojaką zmianę w strukturze miejskiej: niszczenie zasobów mieszkaniowych i pojawienie się nowobogackich kolonii na terenach wcześniej zamieszkanych przez biedotę. Industrialne przestrzenie szybko znikają z miejskiego krajobrazu zaawansowanego świata. Niektóre bez problemu zostają przystosowane do nowych warunków, inne przechodzą odmienny proces adaptacji, zyskując nowe przeznaczenie i funkcje: stają się loftami (zob. Zukin 1982) albo hotelami. Śródmieście „odradza się”. W odpowiedzi na zapotrzebowanie motywowane rozbudowaną infrastrukturą biznesową i komunikacyjną powstają w nim nowe biura. Finanse międzynarodowe, rozrywka, moda i reklama, a także niektóre z gałęzi zaawansowanych badań nad technologią, pornografia i turystyka — wszystkie te branże na nowo przejawiają zainteresowanie starymi dzielnicami biznesowymi, wypierając tradycyjne rzemiosła, których obroty i dochody są zazwyczaj dużo niższe. Ceny nieruchomości i najmu wzrastają, powodując coraz większy zgiełk w centrum miasta.
Rynek nieruchomości staje się częścią szerzej zakrojonego procesu rewitalizacji stopy zysku [revitalization of the profit rate]. Grupy klasy średniej przenoszą się do wcześniej niezamieszkiwanych przez tę część społeczeństwa śródmiejskich okolic. Ich przemieszczeniom towarzyszy radykalna przemiana budynków mieszkaniowych i charakteru przestrzeni, w których się znajdują. Proces ten określony został mianem gentryfikacji — termin Ruth Glass (1964) szybko przyjął się w naukach społecznych i mediach. Będąca wynikiem pewnego kompromisu definicja gentryfikacji brzmi następująco: „Odnowienie zamieszkanych przez klasę robotniczą albo opuszczonych budynków oraz przekształcenie terenu w przestrzeń przeznaczoną dla klasy średniej” (Smith, Williams 1986: 1). Dla jasności — gentryfikacja nie obejmuje wszystkich opuszczonych części śródmieścia; opuszczenie jest niezbędnym, ale niewystarczającym czynnikiem gentryfikacji. […]
Rewitalizacja tych okolic może przybierać różne formy: gentryfikacji przestrzeni mieszkaniowych o niższej randze, przekształcenia porzuconych loftów w apartamenty czy modyfikacji praw najmu — to tylko trzy ważne instytucjonalne odmiany tego procesu. Wszystkie one, a zwłaszcza trzecia, często grupowane są pod szyldem „gentryfikacji”. Łączy je napływ kapitału — indywidualnych nabywców, deweloperów czy środków płynących z jakiegokolwiek innego sektora biznesowego. Wiąże się z tym wymiana lub — z oddolnej perspektywy — siłowe przesiedlenie zamieszkującej te tereny populacji.
Renowacja miasta jest ściśle związana z postmodernistyczną architekturą i miejskim dizajnem, to one „w ogólnym zarysie sygnalizują zmierzch idei modernistycznych, w ramach których planowanie i rozwój powinny brać pod uwagę plany miejskie obejmujące zabudowę na szeroką, metropolitalną skalę, technologicznie racjonalne i efektywne, bazujące na prostej architekturze” (Harvey 1989a: 66). Termin „planowanie” używany jest coraz rzadziej, podobnie jak „likwidacja slumsów” i „mieszkania socjalne”. Charles Jencks (1984) zauważa, że dizajn miejski i miejska architektura wyzbyły się retoryki socjalnej i zostały zaanektowane na potrzeby rynku. Projektant nie musi więc brać pod uwagę różnych funkcji i grup społecznych w planowaniu zabudowy przestrzeni, może się tym zająć rynek. […]
Gentryfikacji udziela się sporo uwagi zarówno w kręgach profesjonalistów, jak i mediach. Smith i Williams narzekają (1986), że przeceniono jej znaczenie kosztem bardziej wyczerpujących i teoretycznie podbudowanych analiz restrukturyzacji ekonomicznej i miasta. W przewidywaniach miejskiej socjologii projektowano, że pośpieszny upadek centrów i nieuchronna suburbanizacja miast zostaną przezwyciężone przez gentryfikację i rewitalizację tych okolic2. Jeżeli jednak przyjrzymy się temu bliżej, okaże się, że gentryfikacja nie odwraca tych procesów. De facto gentryfikacja i suburbanizacja wzajemnie się nie wykluczają. Są częścią tego samego schematu niezrównoważonego miejskiego rozwoju (zob. Smith 1996). […]

Gentryfikacja Budapesztu?

[…] Choć niektórzy twierdzą, że w Budapeszcie „zasadniczy proces, którym objęte zostało śródmieście, miał charakter społecznej i fizycznej degradacji” od połowy lat 60. (Hegedűs, Tosics 1991), to jednak nie można przeoczyć jego podobieństwa do przemian, które miały miejsce w miastach Północnej Ameryki. Mimo że — jak zauważają Heinritz i Lichtenberger (1986) —rozpad miast w Europie kontynentalnej nigdy nie osiągnął takiego rozmiaru jak w Stanach Zjednoczonych, istnieją specyficzne dla tego systemu aspekty dynamiki inwestycji i dezinwestycji.
W okresie stalinowskim (1948 do wczesnych lat 60.) prymat produkcji w duchu ideologii stalinowskiej opóźnił rozwój infrastruktury mieszkaniowej w Europie Środkowo-Wschodniej do czasu, aż kryzysy polityczne i następująca po nich liberalizacja systemu uzyskały wystarczającą siłę, która wymusiła na politykach i planistach zmianę dominującej taktyki. Do tej pory mieszkalnictwu nie poświęcano zbyt wiele uwagi i nie inwestowano w nie, jednak gdy tylko zmieniono kurs we wczesnych latach 60., przeważająca większość środków została przeznaczona na budownictwo mieszkaniowe. Był czas — w latach 60. i 70. — kiedy ta forma stała się niezwykle popularna wśród miejskiej klasy średniej, która miała lepszy niż inne grupy społeczne dostęp do nowych mieszkań (zob. Szelényi, Konrád 1969). Przedstawiciele klasy średniej dosłownie zalali nowe wieżowce z wielkiej płyty — proces ten był regulowany przez państwową politykę redystrybucji, a nowe życie mieszkańców tych dzielnic pod względem struktury i estetyki zaczęło przypominać życie prowincjonalnej klasy średniej w Europie Zachodniej. Większość tych nieruchomości powstała na odległych od centrum terenach miasta, dlatego też ich mieszkańcy stali się codziennymi użytkownikami miejskiej komunikacji. Nowoczesność ich oszołomiła — częściowo dlatego, że w starszych częściach miasta, gdzie rozwijało się budownictwo mieszkaniowe, nie można było doświadczyć niczego podobnego. Kiedy tylko nowe budynki zaczęły tracić swój blask i coraz wyraźniej wymagały odświeżenia, przestały być atrakcyjne dla najemców i właścicieli.
Tymczasem zaczęto przeznaczać pewne kwoty na remonty starych budynków z przełomu wieków, umożliwiając ich modernizację, choć ścisłe centrum nigdy tak naprawdę nie straciło swojego prestiżu. Niespodziewany upadek nastąpił w miejscach, które zawsze — to znaczy na długo przez czasami socjalizmu — miały niejasny status. Niektóre części śródmieścia ulokowane blisko samego centrum powstały bez nadzoru budowlanego i zostały wzniesione z materiałów gorszego gatunku — zaraz po ich ukończeniu stało się jasne, że to inwestycje krótkotrwałe. W 1935 roku średnia liczba mieszkańców przypadających na jeden pokój wynosiła w Budapeszcie 2,17 w dystrykcie VII, 2,25 w XVIII i 2,32 w IX — to trzy typowe przykłady terenów sąsiadujących ze ścisłym centrum (zob. Illyefalvy 1941: 58). W tym czasie w dwóch dzielnicach centrum — IV i V — i w całej Budzie liczba ta wynosiła sporo poniżej 23. Pierwsze z wymienionych okolic zaczęły się starzeć w latach 60. — chodzi zarówno o same zabudowania, jak i kwestie demograficzne. Dzielnice sąsiadujące ze ścisłym centrum stały się strefą przejściową — między centrum a nowymi posiadłościami — której ranga społeczna szybko malała. Zostały one wciśnięte pomiędzy dwa prestiżowe i dobrze zaopatrzone tereny, nadając ekologicznemu modelowi środkowo-wschodnioeuropejskiego, socjalistycznego miasta cech pewnej osobliwości4. Szelényi (1983) zauważa, że populacja zamieszkująca nowe budownictwo w większości pochodzi z bogatszych i młodszych rodzin z terenów przejściowych, i zwraca uwagę na podobieństwo przemieszczeń tej grupy do pojawienia się slumsów w miastach Zachodu, z tą różnicą, że przyczyną odśrodkowego przepływu w Budapeszcie było niedoszacowanie wartości ziemi w centrum, a co za tym idzie — niewrażliwość władz i nieumiejętność zorganizowania środków, które można by przeznaczyć na jej unowocześnienie. Biorąc pod uwagę „ilościowy niedobór mieszkań” w okresie socjalizmu, pomysł renowacji istniejących budynków był nie do utrzymania — mając na celu polepszenie warunków życia, mógłby on skutkować zmniejszeniem liczby mieszkań — i nie rozwiązałby „problemu”, jak to określano w języku polityki mieszkaniowej socjalistycznego państwa.
Suburbanizacja w wielkomiejskiej zabudowie Budapesztu nie była zjawiskiem zbyt znaczącym aż do lat 70., kiedy to sytuacja zmieniła się nie dlatego, że ludzie woleli opuścić miasto, ale dlatego, że przestrzeń mieszkaniowa okazała się za ciasna. Dostęp ograniczały ceny i, co ważniejsze, regulacje wymagające od nowych mieszkańców okazania dowodu stałego zameldowania od przynajmniej pięciu lat oraz stałej pracy, co gwarantowało przydział publicznych mieszkań stanowiących w tym czasie większość budapeszteńskich lokali. W efekcie wioski i małe miasteczka w sąsiedztwie Pesztu zaczęły się rozrastać, przeobrażając się w bezładne skupiska bungalowów, typowych wiejskich domków wybudowanych na mikrodziałkach oraz jedenastopiętrowych budynków z wielkiej płyty — tworząc chaotyczny krajobraz powstały jako niskobudżetowa inwestycja infrastrukturalna. W owej nieuporządkowanej ekspansji manifestowały się różnice społeczne i ekonomiczne: podążając za tradycyjnymi liniami dzielącymi Peszt i Budę, ceteris paribus, bogatsze rodziny najczęściej osiedlały się w wioskach po stronie Budy.
Śródmieście nie podupadło, a suburbanizacja nie przebiegała tak szybko jak w zachodniej części Europy. Niemniej pod koniec lat 70. odnowienie strefy przejściowej stało się ważną kwestią. Prywatni przedsiębiorcy mieli do niej bardzo ograniczony dostęp z powodu przepisów budowlanych i podziału na strefy. Projekt odnowy w przeważającej mierze stał się więc interesem państwa, jedynego i najważniejszego właściciela terenu. Pierwotny plan zakładał całościową przebudowę, jednak strefy, w których rozpoczęto jego realizację, przedstawiały sobą te same katastrofalne skutki co projekty likwidacji slumsów w Stanach Zjednoczonych czy Europie Zachodniej, kontrolowane przez silne socjalistyczne państwo opiekuńcze. Niecodzienną korzyścią wynikającą z braku zasobów jest potencjał redukowania niektórych wielkomiejskich radykalizmów: kiedy zabrakło pieniędzy na likwidację slumsów, zainteresowano się bardziej „konserwatywnym” podejściem do sprawy. Najbardziej widocznym i najszerzej zakrojonym produktem „kontrolowanej gentryfikacji” (Cséfalvay, Pomázi 1990) była renowacja Bloku 15 w środku dzielnicy VII, inaczej zwanej Erzsébetváros [ang. Elizabethtown]. Przyjrzę się bardziej szczegółowo temu przypadkowi. Teren ten charakteryzuje się „wysoką i gęstą zabudową pozostającą w opłakanym stanie oraz otoczeniem, które sprzyja starzeniu się lokalnej populacji i wzrostowi marginesu społecznego” — jak podaje w latach 80. raport lokalnych władz (cytowany w Balás, Hegedűs 1990).
Celem projektu przebudowy było „w pierwszej kolejności złagodzenie napięć społecznych, a następnie ich eliminacja”. Pierwotnie zaakceptowany przez Radę Miejską Budapesztu pomysł natychmiast wywołał żywą dyskusję pomiędzy tymi, którzy popierali stworzenie wielu małych mieszkań, i tymi, którzy opowiadali się za rozmiarem i jakością. Blok 15 był jedyną przestrzenią, w której postulaty drugiej grupy mogły zostać zrealizowane, i w efekcie w nowym projekcie znacząco zmniejszono liczbę kawalerek i czterokrotnie zwiększono liczbę mieszkań co najmniej trzypokojowych. Już na samym początku pojawiły się poważne problemy finansowe, dlatego dwa budynki sprzedano Ministerstwu Obrony, a pomysł włączenia przestrzeni biurowych w oryginalnie planowaną przestrzeń mieszkaniową postrzegany był jako „najskuteczniejsze rozwiązanie” (Balás, Hegedűs 1990). Mieszkańcy musieli opuścić budynek na czas prac konstruktorskich. Zaoferowano im inne mieszkania w nowym budownictwie albo w starszych częściach miasta, pod warunkiem że opłacą różnicę wartości. Wyremontowane lokale były przydzielane dwiema drogami: 1) przez Biuro Zarządzania Przebudową, które przydzielało lokale mieszkańcom dotychczas zamieszkującym budynki przeznaczone do remontu i 2) przez lokalnych urzędników oraz Radę Miasta Budapesztu, którzy nowych mieszkańców wybierali z listy oczekujących, nie podając kryteriów do wiadomości publicznej. […]
Obydwa sposoby selekcji wykluczały rodziny z bardzo niskimi dochodami — zwykle nie składały one nawet wniosków — oraz „margines” (prawie wyłącznie reprezentowany przez Cyganów, jak określa się ich w dzielnicowym żargonie). W wyniku procesu renowacji wzrosła ranga społeczna bloku, natomiast odmłodzenie populacji mieszkaniowej okazało się już nie tak proste, jeśli wziąć pod uwagę sporą liczbę zamieszkujących go emerytów.
Podniesiono ceny najmu, jednak nie wzrosły one tak wyraźnie jak jakość budynków. Wynajmujący słusznie byli niezadowoleni, ponieważ wykonawcy zostawili im drobne naprawy do samodzielnego wykonania. Czynsze osiągały najwyższy pułap w kategorii mieszkań publicznych, a porównywano je z kilkoma lokalami tego samego typu, tyle że lepiej usytuowanymi, zwykle w zielonym pasie Budy. Elementy rynkowe, które w ograniczonym zakresie zostały wprowadzone do systemu państwowej redystrybucji mieszkań, mogą sprawiać mylne wrażenie: najemcom Bloku 15 wydawało się, że będą mieli dostęp do subsydiowanych mieszkań na wzgórzach Budy. Narzekali na środowisko, jakość powietrza, brak terenów zielonych, poziom bezpieczeństwa i zachowanie mieszkańców na zewnątrz budynku, co ilustrowało pewne z trudności w promowaniu życia nowej klasy średniej w śródmieściu. […]
Do czynników generujących napięcia, które towarzyszą włączeniu strefy mieszkaniowej o wyższym statusie społecznym w dzielnicę ogarniętą kryzysem, należy dodać brak środków i troski o utrzymanie przestrzeni publicznej. Różnica nie byłaby tak ogromna, gdyby proces przebudowy, którego pierwszym krokiem była renowacja Bloku 15, obejmował sukcesywny remont innych zabudowań dzielnicy — zaniechano go jednak. Częściowo tłumaczy to rozgoryczenie najemców, którzy czerpaliby więcej korzyści z nowych budynków i drogiego krajobrazu, gdyby ich sąsiedztwo również zostało lepiej zagospodarowane. A widzieli oni jedynie sąsiednie ulice jako tereny wymykające się spod kontroli.
Niektórzy postrzegają Blok 15 jako przypadek „socjalistycznej gentryfikacji” (Cséfalvay, Pomázi 1990) i sugerują, że zaangażowanie władz doprowadziło do ogromnych aktów niesprawiedliwości. Fakt, że odtworzono dawne układy niesprawiedliwości przestrzennej, wydaje się oczywisty. Jednak nie stało się tak z tej przyczyny, że projekt był finansowany i nadzorowany przez państwo, a nie przez bardziej „spontaniczny” rynek. Jedynym słusznym wyjściem, zakładając, że każdy z byłych mieszkańców desperacko potrzebował dotacji mieszkaniowych, byłoby umożliwienie im wszystkim powrotu do wyremontowanych mieszkań. Nie byłaby to jednak propozycja realistyczna, jeśli wziąć pod uwagę niedobór lokali mieszkaniowych i wzrastający wpływ rynku na zmianę systemu redystrybucji mieszkań. W późnosocjalistycznym systemie przydzielania lokali po dekrecie lokalnych władz następowała seria wymian, w ramach których płaciło się za jakość i wartość (zob. Bodnár, Böröcz 1998). Pomoc tego typu spotkałaby się więc ze sporym sprzeciwem ze strony coraz bardziej obrotnych klas średnich. Co ważniejsze, takie wyjście kłóciłoby się z założeniem uczynienia okolicy „porządniejszą” (przez wyeliminowanie „nieporządnych” mieszkańców) — czyli z najważniejszym celem projektu i jednocześnie głównym źródłem niesprawiedliwości.
Ogólnie rzecz biorąc, wydaje się, że „gentryfikacja socjalistyczna” przyniosła uderzająco podobne efekty do tych, które produkuje jej odmiana kapitalistyczna: wraz z poprawieniem się kondycji budynków mieszkalnych wzrosła ranga społeczna tych obszarów, a nowi lokatorzy stali się bardziej związani ze swoim środowiskiem i świadomi rozgrywających się w nim napięć. Na tym jednak podobieństwa się kończą. Wśród nowych przybyszów nie przeważają yuppies, ich wiek przewyższa średnią, czasami są to ludzie biedni, a wielu z nich mieszkało w tej okolicy od dawna. Proces ten został zbudowany na niesprawiedliwości, mimo to jednak był bardziej kontrolowany i mniej radykalny niż jakikolwiek książkowy przykład gentryfikacji znany z Europy Zachodniej czy Stanów Zjednoczonych. Nie chodzi o to, żeby wychwalać lokalne rządy czy socjalistyczne organy zarządzania miastem na szczeblu państwowym per se, chodzi raczej o to, by pokazać właściwe procesowi odnowy ograniczenia — każda „odnowa” zasobów o charakterze fizycznym związana jest z „odnową społeczną”, co doprowadza do tego, że takie plany i ich ewaluacja stają się niezwykle problematyczne. Rezultaty ogromnych pieniędzy i wysiłków włożonych w remont Bloku 15 były raczej skromne. Gdyby było inaczej, ktoś mógłby argumentować, że małe starsze panie emerytki, opłacające mieszkanie połową swojego wynagrodzenia, nie musiałyby sąsiadować z tymi, którzy żyją na stu sześćdziesięciu metrach kwadratowych, mając do dyspozycji saunę wybudowaną na własny koszt. Działania Wspólnoty Mieszkaniowej z pewnością nie ograniczyłyby się do instalowania zamków w bramach (które zresztą nigdy porządnie nie działały). Sukces społeczny programów odnowy miejskiej polega głównie na częściowej porażce ekonomicznej. Jeśli modernizacja okolicy zostaje zakończona zarówno na poziomie fizycznym, jak i społecznym, zgodnie z jednowymiarową logiką kapitału, przesiedlenie jest kompletne, a więc „wypadków” przemieszania jest niewiele.
Programy te są w całości oparte na analizie kosztów i korzyści, która dopuszcza jedynie radykalne posunięcia — transformację najbardziej opłacalną pod względem wartości nieruchomości. Dlatego pewne jest, że takie „czyste” rezultaty w pełni zadowolą tylko deweloperów: nawet mająca dobre intencje, choć niezbyt świadoma społecznie „szlachta” (gentry) nie czułaby się najlepiej, wprowadzając się do świeżo „wysterylizowanego” środowiska.
Najbardziej interesującym punktem zbieżnym pomiędzy projektem Bloku 15 a procesami powszechnie określanymi przez badaczy mianem gentryfikacji, mającymi miejsce w Północnej Ameryce i Zachodniej Europie, jest wybór konkretnego miejsca. Choć w Budapeszcie miejsce to zostało wskazane przez zarząd lokalny w ramach procesu, który w wyniku analizy porównawczej socjalizm vs. kapitalizm mógłby zostać nazwany typowo nierynkowym procesem biurokratycznego przydziału, można również dowodzić, że gentryfikacja rządzona prawami rynku objęłaby część miasta o podobnej charakterystyce, a może nawet dokładnie ten sam blok. Zaniedbanie, lokalizacja blisko centrum, przekrój społeczny i niezdolność mieszkańców do samodzielnego opłacenia odbudowy najprawdopodobniej prowadziłyby do podjęcia podobnej decyzji. Innymi słowy, przekształcenie Bloku 15 objawiło wyraźną logikę rynku — osadzoną w zinstytucjonalizowanym, zbiurokratyzowanym procesie przydzielania mieszkań przez lokalne władze. W analizie postsocjalistycznej transformacji konsekwencje tak poczynionej obserwacji idą dość daleko, komplikują one jej uproszczony obraz — prowadzący od państwa do rynku — odmalowany w literaturze z zakresu tranzytologii.

Przełożyła Monika Glosowitz

LITERATURA:
M. Aglietta, A Theory of Capitalist Regulation: The US Experience, 1987.
F. Balŕ, J. Hegedűs, Budapest VII. ker. 15-ös tömb rehabilitációjának tapasztalatai a lákossagi vélemények tükrében, [artykuł niepublikowany] Városkutatás Kft., Budapest 1990.
J. Bodnà, J. Böröcz, Housing Advantages for the Better-Connected? Institutional Segmentation, Settlement Type and Social Network Effects in Late State-Socialist Housing Inequalities, „Social Forces” 1998, vol. 76, nr 4.
Budapest Székesfőváros Statisztikai Zsebkönyve, . L. Illyefalvy, Budapest 1941.
Z. Cséfalvay, I. Pomà, Some Problems of Innercity Revitalization (A Case Study of Budapest), „Területi Kutátdsok-Regional Researches” 1990, vol. 9.
R. Glass, Introduction, w: taż, London: Aspects of Change (Centre for Urban Studies Report 3), London 1964.
Gentrification of the City, . N. Smith, P. Williams, Boston 1986.
Ch. Hamnett, The Blind Men and the Elephant: The Explanation of Gentrification, w: Urban Housing for the Better-Off: Gentrification in Europe, red. J. van Weesep, S. Musterd, Utrecht 1991.
D. Harvey, Flexible Accumulation through Urbanization: Reflections on ‚Postmodernism’ in the American City, „Antipode” 1987, vol. 19, nr 3.
D. Harvey, The Condition of Postmodernity. An Enquiry into the Origins of Cultural Change, Oxford 1989.
J. Hegedűs, I. Tosics, Gentrification in Eastern Europe: The Case of Budapest, w: Urban Housing for the Better-Off: Gentrification in Europe, red. J. van Weesep, S. Musterd, Utrecht 1991.
Ch. Jencks, Architektura postmodernistyczna, przeł. B. Gadomska, Warszawa 1987.
Z. Kovács, Rich and Poor in the Budapest Housing Market, w: Market Economy and Civil Society in Hungary, red. Ch.M. Hann, London 1990.
J. Musil, Housing Policy and the Sociospatial Structure of Cities in a Socialist Country: The Example of Prague, „International Journal of Urban and Regional Research” 1987, vol. 11, nr 1.
J. Rutherford, A Place Called Home: Identity and the Cultural Politics of Difference, w: Identity. Community, Culture, Difference, red. J. Rutherford, London 1990.
S. Sassen, Economic Restructuring and the American City, „Annual Review of Sociology” 1990, vol. 16.
G. Simmel, Filozofia mody, przeł. S. Magala, w: S. Magala, Simmel, Warszawa 1980.
S. Neil, The New Urban Frontier: Gentrification and the Revanchist City, 1996.
L. Sý, Local Urban Restructuring as a Mirror of Globalisation Processes: Prague in the 1990s,„Urban Studies” 1994, vol. 31, nr 7.
S. Zukin, Loft Living: Culture and Capital in Urban Change, 1982.
I. Szelényi, Urban Social Inequalities under State Socialism, London 1983.
I. Szelényi, G. Konrád, Az új lakótelepek szociológiai problémái, 1969.
The Take-Off of Suburbia and the Crisis of the Central City, red. G. Heinritz, E. Lichtenberger, Stuttgart 1986.

JUDIT BODNÀR — socjolożka. Ukończyła Uniwersytet Johnsa Hopkinsa w Baltimore, obecnie pracuje w Central European University w Budapeszcie na wydziale socjologii i antropologii społecznej. Zajmuje się miastem, przestrzenią publiczną, postsocjalizmem, globalizacją oraz ruchami alterglobalistycznymi. Przygotowuje książkę, w której na podstawie komparatystycznych analiz nowych form mieszkaniowych bada lokalne aspekty globalnych procesów restrukturyzacji miast. Jej zainteresowania naukowe i dydaktyczne wpisują się w zagadnienia modernizmu, kapitalizmu, niezrównoważonego rozwoju i myślenia komparatystycznego.
Wydała Fin-de-Millénaire Budapest: Metamorphoses of Urban Life (Minneapolis–Londyn 2001) skąd pochodzi publikowany tu przekład.

MONIKA GLOSOWITZ — ur. w 1986 r., badaczka literatury, animatorka kultury, pedagożka. Ukończyła Międzywydziałowe Indywidualne Studia Humanistyczne Uniwersytetu Śląskiego oraz European Master in Women’s and Gender Studies w Uniwersytecie w Utrechcie i Granadzie, studiowała również w Akademii „Artes Liberales”. Obecnie doktorantka literaturoznawstwa UŚ oraz programu Gender and Diversity w Uniwersytecie w Oviedo. Tłumaczyła teksty Sary Ahmed, Rosi Braidotti i Luce Irigaray. Jej zainteresowania badawcze dotyczą reprezentacji kobiecych realizowanych za pomocą różnych mediów artystycznych i problematyzujących je interdyscyplinarnych teorii feministycznych. Przygotowuje rozprawę doktorską poświęconą estetyce afektywnej.

Dodaj komentarz