Kasper Pfeifer | Towarzysze źli: Władysław Broniewski (2)

Sporo wody upłynęło w Wiśle od momentu, gdy przyszło nam rozmawiać o dekomunizacji Brunona Jasieńskiego i związanych z nią protestach symbolicznych. W tym czasie Łódź stała się bogatsza o ulicę Johna Wayne’a 1, a i wiele wskazuje, że i Tychy, wszak zawdzięczają PRLowi wszystko, wzorem katowickiego Placu Szewczyka, w najbliższym czasie staną się Lechami.

W przeciwieństwie do bohatera poprzedniego odcinka Towarzyszy złych, Jasieńskiego, Władysław Broniewski nie daje się ot tak po prostu zdekomunizować. Bo choć komunistą był, co do tego politycy są właściwie zgodni, to przecież strzelał się za Polskę i blizny za ojczyznę mógł nosić, a to w naszych realiach dowód łagodzący w każdej gardłowej sprawie2.

Z „Biuletynu IPN” dowiadujemy się więc, że był on pisarzem ledwie „komunizującym”3. Przyczyna tego osłabienia inwektywy leży w fakcie, jak możemy to wyinterpretować ze słów historyka powołanego przez Andrzeja Dudę do Narodowej Rady Rozwoju, że Broniewskiemu, oprócz strzelania, zdarzało się popełniać wiersze miłosne dla ojczyzny, czego przykładem niech będzie napisany w kwietniu 39. roku Bagnet na broń4. W kwietniu, nie we wrześniu, bo to utwór profetyczny, a każdy biały Polak, niby wieszcz, ma ten dar opanowany przynajmniej w stopniu zaawansowanym. Ciemnowidzenie sytuuje naszego bohatera niebezpiecznie blisko Mickiewicza, a ten przecież wielkim poetą był i patriotą. Typem, który tęsknił za ojczyzną mocniej niż za żoną. Pisał: Litwo, ojczyzno moja.

Na korzyść towarzysza Broniewskiego świadczy również, że – w przeciwieństwie do Jasieńskiego – Żydem nie był5. Wręcz przeciwnie. Jak mówi nam Wikipedia, wywodził się z rodziny inteligenckiej o szlacheckich korzeniach. A więc jego przodkowie mogli być husarzami. A więc lepsze pochodzenie mogły mieć tylko dzieci Piłsudskiego albo papieża.

Niestety, z czasem nad naszym bohaterem zaczęły zbierać się burzowe chmury. A w 2007 roku minister kultury utrzymywał jeszcze, że „Broniewski może spać spokojnie”, ponieważ „intencją ustawy nie jest «karanie wszystkich tych, którzy byli na pewnym etapie swojego życia związani z komunizmem», a tylko osób, które «w sposób jednoznaczny i rażący były rzecznikami tej obcej i niszczącej Polskę ideologii»6”.

Najwyraźniej jednak oficjele sprawy polskiej zapoznali się w ciągu ostatniej dekady z Pokłonem Rewolucji Październikowej Broniewskiego (Kłaniam się rosyjskiej rewolucji/czapką do ziemi, po polsku radzieckiej sprawie7), bowiem sprawa wyparcia poety z przestrzeni symbolicznej zaczęła być ponownie dyskutowana w 2017 roku. Był to czas wielkich zmian, żarliwych dyskusji i prób redefinicji pojęcia „wroga ojczyzny”, co na początku roku przyjęło formę pogromów ludności niebiałej oraz sprokurowało ważną dyskusję na prawicy: czy Polakowi wolno jeść kebaba? „Jestem Polakiem, katolikiem i uwielbiam kebab”, wyznał wówczas Tomasz Terlikowski8. W opisywanej schizofrenii sprawnym solistą okazał się senator i profesor Jan Żaryn, który niczym Rejtan bronił przed dekomunizacją ulic Ludwika Waryńskiego czy Armii Ludowej, stwierdzając jednocześnie, że „należy się pozbyć takich patronów jak Władysław Broniewski”9. W tym roku udało się jednak Broniewskiego nie zdekomunizować10. Jego nazwiska nie znajdziemy też na oficjalnej liście IPNu pod tytułem „NAZWY DO ZMIANY” (pisownia oryginalna)11.

Ofiarą drapieżców, kilka lat temu, padł jednak pociąg (skład PKP) zwany Broniewskim. Adam Andruszkiewicz, lider Młodzieży Wszechpolskiej oraz poseł partii Kukiz, raczył wyrazić żal, że nazwy pociągów nie rozpalają patriotyzmu w sercach młodych Polaków. Zauważmy, że wspomniany poseł był również zdania, że nazwy takie jak Światowid i Czcibór propagują okultyzm (a więc prawie komunizm) a Orion czy Gemini – obce języki imperialne12. Sprawa to enigmatyczna , ale faktem jest (niezbitym), że po 2016 roku żaden pociąg nie nosił już nazwy poety13.

Wszystkim, którzy nie potrafią się z tym uporać, przypominam, że historiografia jest nauką policyjną i proponuję pooglądać Koronę królów pana Jacka Kurskiego, klejnot w koronie (hehe) omawianej rewolucji, z którą wiąże się nasz byt teraźniejszy.


Kasper Pfeifer – ur. 1990, laureat Połowu 2013. Publikował m.in. w „Kresach”, „Opcjach” i „Arteriach”. Kończy prace nad debiutancką książką. Pochodzi z Zamościa, mieszka w Kato.

Dodaj komentarz