Katarzyna Niesporek | Niekończąca się (autotematyczna) opowieść

 

„nie spałam / wiersze wskrzeszałam / z martwych / co czwarty / grzechu warty / reszta bękarty”. Bodaj w taki właśnie sposób Eda Ostrowska powinna szczerze, przyglądając się krytycznie i z dystansu własnym utworom, podsumować swoją dotychczasową twórczość. Wersy te pochodzą jednak z jej najnowszej książki poetyckiej Ptak w tak-taku, która w zamierzeniu — jak sugeruje podtytuł tomu — miała stanowić widowisko poetycko-muzyczne. Zamierzenie to niezupełnie się udało. Książka właściwie widowiskiem nie jest, a jedynie (a może: aż?) kolejną autotematyczną opowieścią, powielaniem wierszy, których główną bohaterką jest sama Eda Ostrowska. I tym razem bowiem mamy do czynienia z twórczością egotyczną, znaną nam już z poprzednich piętnastu tomów poetyckich i z dziennika Oto stoję przed tobą w deszczu ciała. Poetka, wyprzedzając czytelnika o krok, mimo stale przeżywanych odmiennych stanów świadomości, jakby zdając sobie sprawę z twórczej monotematyczności i dokonując zarazem samousprawiedliwienia, uprzedza we wspomnianym przed chwilą dzienniku:

 

O czym piszę? O chorobie, rozpadzie ciał i o absurdalności tej niestosownej sytuacji; potrafię pisać tylko o sobie, żadnych kreacji, fabuły, czerpania z życia (podkreślenie — K.N.), nigdzie dialogów, cisza w eterze, ciemne krzyki na fali, gdzie samodyscyplina, gdzie praca?… geniusz, och, wielkie omamienie, ustąp egzemo, pozwól żyć (Eda Ostrowska: Oto stoję przed tobą w deszczu ciała, Warszawa 1983, s. 169–170).

 

 

Prorokini Eda

 

Opowieść o sobie bohaterka Ptaka w tak-taku uzupełnia o jedno ze swoich najboleśniejszych przeżyć. Chodzi o nieudane małżeństwo z górnikiem dołowym z Wesołej. Poetka po wyjściu za mąż mieszkała przez osiem lat przy kopalni Wesoła, niedaleko Mysłowic. To życiowe doświadczenie eksponuje we Wstępie od autorki, gdzie przywołuje symbole charakterystyczne dla śląskiego otoczenia. Pojawiają się: hałda, węgiel („czarne złoto”), górnik, familok. W ich cieniu rozgrywają się dramatyczne wydarzenia, związane z małżeństwem i macierzyństwem. Są to elementy przestrzeni, które już zawsze będą przypominały jej o największych niepowodzeniach, o banicji, na jaką została skazana, wychodząc za mąż za Ślązaka:

 

Bazyliszek maluje

czarnym złotem

wagoniki i górnika

w czapie z młotem

 

ślubny przed familokiem

przyszłość żonie wróży

z cierni róży

wkłada jeden w drugi

 

Bazyliszek — a właściwie Bazyli — to syn Edy, który po nieudanym związku został z ojcem. Imię dziecka poetki wydaje się prorocze. „Bazyliszek” kojarzy się przede wszystkim z jaszczurem, swoim przenikliwym spojrzeniem zamieniającym w kamień wszystkie spotkane istoty. Po latach, które minęły od nadania dziecku znamiennego imienia, prorokini Eda z matczynym niepokojem napisze: „za ojcem / ten chłopiec / zstąpi do piekieł”, „ojciec dyktuje / syn pisze krwią”, jak również wierszem wyraża to, co dla niej jako rodzicielki jest chyba najboleśniejsze: „w sercu nastolatka / zniszczył / podobiznę matki”. Bazyli więc — za przyzwoleniem swojego ojca — zamienia się w okrutnego wobec matki poetki bazyliszka.

Autorka Echolalii w trzeciej strofie Wstępu od autora określa niektóre utwory napisane przez siebie w latach 80. jako profetyczne. Poetka przytacza tutaj w całości trzy wiersze rozpoczynające się od słów: „Kobieta urodziła synka”, „Urodziła matka syna”, „Przemyśleli kawał chłopa”. W pierwszym z nich pisze o kobiecie, która poroniła. Poronienie oznacza tu przedwczesne opuszczenie matki przez syna, która najpierw go wychowywała, a następnie została boleśnie porzucona. Poronienie jest więc równoznaczne ze śmiercią. Chwila odejścia syna od matki to jakby godzina śmierci.

W drugim wierszu Ostrowska napisze: „wychowała / matka syna / skurwysyna”. Odchodząc od niej, wabiony innym, bardziej obiecującym życiem, syn umiera dla niej na zawsze. Ona dla niego też — Eda trzykrotnie zaakcentuje: „syn zginął” (pod Berlinem, w Niemcach, za wodą). A jednak mimo cierpienia matka nie wyrzuca syna z pamięci. Tęskniąc, lamentuje oraz modli się za niego, nie oczekując jednak jego powrotu.

W trzecim wierszu przywołane zostały dwie wizje przyszłości chłopca. W życiu dorosłym zostaje on „zapierdalającym drwalem” albo oddanym sługą Boga. Żadne z tych widzeń się nie spełnia, choć syn bez skrupułów i wyrzutów sumienia, zostawiając rodzicielkę „wyskoczył / nocy łamanej przez pień / przez siekierę // w cholerę”.

Tak oto po trzydziestu latach Eda zobaczyła w obrazach matki i syna (ze swoich wczesnych wierszy) siebie i prawie pełnoletniego Bazylego. To, co ujęte w poezję, staje się więc dramatyczną rzeczywistością. Eda — złowieszcza, natchniona prorokini — wierszami przepowiedziała swoją przyszłość.

Pierwsza część Ptaka w tak-taku została zakończona zwrotem do Boga (nazywanym także „Miłośnikiem stworzenia”). Bohaterka, cierpiąca, bezradna matka, modli się: „ucałuj rany / cięte kłute szarpane”. W swoim bólu i rozpaczy — „w więzieniu osobowości” — woła: „Marana tha” („Przyjdź, Panie Jezu!”), jakby prosząc Boga najpierw o siłę, aby móc dalej żyć, a potem o boskie natchnienie, które pozwoli jej tworzyć. Uciec w świat poezji.

 

 

Historia dla nadwrażliwych

 

Eda Ostrowska tym, którzy nie rozumieją jej poezji, zadedykowała słowa Kazimierza Dąbrowskiego: „Bądźcie pozdrowieni Nadwrażliwi / za waszą boską moc niszczoną przez zwierzęcą siłę”. Ptak w tak-taku to — podobnie jak Echolalie — kontynuacja prywatnej historii autorki. Poetka zresztą zapowiedziała w pierwszych wersach: „Nim północ / podpłynie / pod gardło / opowiem historię Edwardy”.

Ostrowska przywołuje tu obrazy ze swojego życia, kiedy wadząc się ze śmiercią, stąpała po krawędzi. Igrając z życiem, narkotyzowała się, przedawkowywała leki, myślała o samobójstwie. Prowadzona przez nią psychomachia trwa nieustannie: „ze śmiercią / rozmawiam / o życiu / słyszę za i przeciw / nie wiem / na co lecę”; „mam trudne / chwile śmierć / z życiem mylę / różowy z lilą / to niesłychane / postawić Eddę na skale / ona rada spada”. Autorka Smug pieprzu, szczera do bólu w opisywaniu swojego życia, nie wstydzi się także przebytej choroby psychicznej, schizofrenii. Szaleństwo jest rozpoznawczym znakiem poetki, nieodłącznym towarzyszem jej egzystencji: „kobietą jestem / bez spisu treści / […] / kobietą jestem / bujam się po mieście / ta postrzelona / na rowerze / wiatr na widłach nosi / rani pacierze”.

Ostrowska bardzo często nazywa siebie chorym kwiatem. Wierzy, że wariaci oraz ci, których można zaliczyć do „nadwrażliwych”, należą do wybranych przez Boga: „niech rozwija ręce szyję / i najpiękniej żyje / chory kwiat / boski ślad”.

 

 

Historia Bazyliszka

 

Ostrowska opowiada historię Bazylego od narodzin do „ostatecznego zatracenia”. Najpierw nazywa go bękartem, następnie zepsutym w środku pięknym chłopcem, który zgubił swojego Anioła Stróża. Wersy odnoszące się do Bazylego są przesłaniem poetki-matki. Dedykowane synowi, może kiedyś zostaną przez niego przeczytane. Utwór poetycki pełni rolę pośrednika między Edą a Bazylim:

 

dostałam cię synku

w depozyt

i boję się ciebie

zmarnować

chciałam pokazać

obrazy lecz

zgasły lichtarze

 

wziąłeś po mnie

pudło wspomnień

i czytelne pismo

[…]

zabiegaj o to co liche

przebudzisz się

z pełnym kielichem

uspokój się

gołąbko jesteś

pod opieką

jasnego anioła

 

Spośród dedykacji, jakie autorka Letycji u miecznika umieściła w swoim najnowszym tomie (m.in. do wikarego z Lublina śp. ks. Konrada Maciąga, Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego, psychiatry z Lublina Marcina Olajossy), pojawiła się również dziecięca rymowanka adresowana do Bazylego: „idź piechotką / zamyślony / spotkasz kotka / z plotką / groszek słodki / na słono”.

 

 

Strażniczka prawdy

 

Poetka bez skrupułów odsłania nam siebie, wyciąga na światło dzienne to, co osobiste, eksponuje swoje bolesne doświadczenia, nie oszczędzając także syna Bazylego i męża — górnika z Wesołej. Licząc na zrozumienie, dzieli się z czytelnikami swoich wierszy własnymi dramatami, przekazuje swoją prawdę. Kieruje się w życiu określonymi, najpierw przez Boga, następnie przez samą siebie, zasadami: „jeśli nie jest / sobą człowiek / to kim / powiedz”. Bycie sobą to jedyne, co Edzie pozostało, „sama / jak szrama / na twarzy / chuligana / na wieczność / skazana”. Wydaje się wszakże, że z tą samotnością bohaterka-poetka dobrze sobie radzi. Walczy, nieustępliwie stawia kroki, nie przerywa swojej życiowej wędrówki: „żyć to iść / przez noc / przez sen przez myśl”.

Autorka Śmiechu i łaski pisze fragmentarycznie, wprowadza w zawiłą opowieść chaos. Układanie urywków w spójną historię męczy, sprawia, że czytelnik czuje się nieco zagubiony. Ostrowska ukryła swoją prawdę w licznych metaforach, używając charakterystycznego dla siebie języka, nasyconego archaizmami, neologizmami, często zrozumiałymi tylko dla niej. Stara się pisać w taki sposób, aby nie utracić niczego ze składających się na jej osobistą historię fragmentów.

Po tomie Echolalie z 2012 roku spodziewaliśmy się, że Eda Ostrowska i tym razem zabłyśnie, ruszy do przodu i uda jej się stworzyć „liryczne arcydzieło” albo wymarzone widowisko poetycko-muzyczne na wielką skalę. W Ptaku w tak-taku projekt ten nie objawił się jednak w pełni. Wiersze są tu zapisem strumienia świadomości, kontrolowaną grafomanią. Należy jednak pamiętać, że twórczość Ostrowskiej to przede wszystkim życiopisanie, autoterapia dla poranionej duszy. I chyba o to chodzi w tej poezji: ma być ukojeniem. Najpierw dla samej Edy, następnie dla „nadwrażliwych”, o których „poetka przeklęta” chce pamiętać w tym tomie.

 

Eda Ostrowska, Ptak w tak-taku [widowisko poetycko-muzyczne], Stowarzyszenie Inicjatyw Wydawniczych, Katowice 2013.