Kevin Nazencew | Perspektywa wieku dojrzewania (Muzeum Śląskie w Katowicach)

Wystawy, które za cel stawiają sobie zestawienie dzieł różnych autorów i co za tym idzie, nurtów, pod względem formalnym mogą wydawać się najbardziej wymagające – zarówno w ramach procesu przygotowania, jak i ich odbioru. Z perspektywy kuratorskiej dobór autorów tworzących ekspozycję oraz jej zaplecze merytoryczne musi spajać logiczna klamra, nie będąca „fanaberią” osób odpowiedzialnych za wystawę. W efekcie punkt styczności wybranych dzieł, nawet jeśli jest zaskakujący, powinien w sposób naturalny łączyć poszczególne wątki. Odbiorca może jednak spotkać się z utrudnionym zadaniem, chcąc w sposób całościowy, a nie jedynie fragmentaryczny, obcować z wystawą – to bowiem od odkrycia przez niego linii narracyjnej oraz punktów stycznych łączących poszczególne dzieła w dużej mierze zależy powodzenie wystawy.

„Perspektywa wieku dojrzewania” jest wystawą szczególną – z jednej strony porusza temat, można odnieść wrażenie, wielokrotnie już wykorzystywany, a mianowicie okres wejścia w dorosłość w czasie horroru II wojny światowej (a co za tym idzie – wszelkie związane z tymi warunkami wypaczenia i dylematy moralne). Z drugiej natomiast ciekawy wydaje się wybór artystów, których sztuka, i co chyba najważniejsze, życiorysy, tworzą szkielet ekspozycji. O ile twórczość Wajdy jest znana bardzo dobrze światowej publiczności – jak przyznaje Anda Rottenberg w tekście otwierającym katalog wystawy – o tyle zestawienie jej w jednym miejscu z dziełami Aliny Szapocznikow oraz Andrzeja Wróblewskiego może być uznane za novum i próbę podjęcia reinterpretacji prac mniej lub bardziej znanych szerszemu spektrum odbiorców.

Już przy samym wejściu uwagę zwraca kolorystyka przestrzeni wystawowej – utrzymana w odcieniach szarości, przeplatana gdzieniegdzie czernią i bielą. Współgra ona z faktem, iż młodość trojga artystów nie może być kojarzona z czasem afirmacji życia, wręcz przeciwnie, przypadła ona na czas degradacji moralnej otaczającego świata i stanu wyjątkowego (odnosząc się do terminologii Agambena), który zdawał się nie mieć końca. Z utraconą młodością może się wiązać także utrata ojca, która dotknęła każdego z artystów: tuż przed wybuchem wojny (jak w przypadku Szapocznikow) lub w trakcie działań wojennych (Wajda i Wróblewski). W związku z tym stonowane barwy oraz dosyć oszczędne oświetlenie, choć momentami utrudniające zwiedzanie ekspozycji (szczególnie w momencie czytania podpisów znajdujących się pod pracami), można uznać za jej pozytywny aspekt, budujący atmosferę niepewności. Nie mówimy tu oczywiście o „egipskich ciemnościach”, a jedynie o drobnych niedogodnościach. Gorzej sytuacja przedstawia się ze sferą audio, gdyż oglądanie fragmentów filmów bez odpowiedniego nagłośnienia, mija się z celem; jest to jeden z głównych mankamentów wystaw w ich szerszym wymiarze, nie tylko w przestrzeni Muzeum Śląskiego.

Sferą, która dobrze świadczy zarówno o przemyślanym charakterze wystawy, jak i jej przestrzennym rozplanowaniu, jest samo rozmieszczenie dzieł. Nie są one umiejscowione na zasadzie tworzenia osobnych stref, odpowiednio z pracami Szapocznikow, Wajdy oraz Wróblewskiego. Choć logicznym jest, iż dzieła poszczególnych artystów tworzą liczne, mniejsze podgrupy, to zawsze przeplatane są obecnością prac kolejnej lub kolejnego z nich, co w efekcie tworzy przestrzeń dialogu, porównania doświadczeń i co najważniejsze – sposobów ich prezentacji.

Ciekawym tropem, nie zasugerowanym przez autorów wystawy, a związanym właśnie z próbą dokonania syntezy twórczości artystów, jest triada, która zaczynałaby się na Wajdzie, z Wróblewskim w punkcie środkowym i Szapocznikow zamykającą ową trójkę. Pierwszy z nich w swojej twórczości kładzie zwiększoną uwagę na aspekt moralno-psychologiczny swojego pokolenia, w którym poczucie winy miesza się z bezsilnością. Dramat ten można ująć w pytaniu o zasadność swojego życia, bycia pośród żywych, podczas gdy inni, niewiele zresztą starsi, przedstawiciele „pokolenia Kolumbów” nie mieli szansy przetrwać czasu okupacji. Wątek ten zostaje również kilkukrotnie zasugerowany w katalogu wystawy (który – choć wydany w sposób bardzo dobry zarówno merytorycznie, jak i estetycznie – pozwala postawić pytanie o dostępność dóbr kultury: wszak cena 120 zł, z niewielką zniżką dla osób, które pojawiły się na wernisażu, może być progiem nie do przekroczenia dla wielu innych; jest to jednak temat godny poruszenia w szerszym kontekście).

Twórczość Wróblewskiego zajmuje miejsce pośrednie, skupiając się na aspekcie psychologicznym w poruszanych tematach. Jednak, co ciekawe, artysta ten wyposażył swoje obrazy w – bardzo zresztą ciężki emocjonalnie – bagaż fizycznych prezentacji czasu chaosu i śmierci. Szczególną uwagę zwraca oczywiście jego cykl Rozstrzelań, który w sposób zarówno makabryczny, jak i prosty, wręcz naiwny, oddaje moment przejścia od życia do śmierci (zdekonstruowane, niebieskie postacie, z twarzami wyrażającymi jednocześnie strach i pustkę). Ciekawe jest to, co sam Wajda mówił o wpływie sztuki Wróblewskiego. Cytując słowa Andy Rottenberg:

Akademia Sztuk Pięknych nie spełniła jego oczekiwań i nie zaspokoiła ambicji. Po latach będzie wielokrotnie wspominał swoje wizyty w pracowni Wróblewskiego i wrażenie, jakie na nim wywarły „Rozstrzelania”. Jednym z powodów, jak twierdził, przeniesienia się do szkoły filmowej było przekonanie, że jako malarz nie wzniesie się ponad to, co osiągnął jego kolega. Wygląda więc na to, że studia reżyserskie poświęcił w dużym stopniu na poszukiwanie środków, które w języku filmowym pozwolą na osiągnięcie podobnej mocy perswazyjnej, jaką zawierały obrazy Wróblewskiego  (Rottenberg 2018: 84).

Trójkąt ów zamykałaby Szapocznikow, której twórczość w sposób najbardziej dobitny odnosi się do fizjologii człowieka, wraz z biegunami, po których się porusza, przedstawiając biologiczne aspekty naszego życia (jak np. piękno/brzydota ciała zdrowego i ciała w stanie choroby). Prezentowane na wystawie prace artystki to w większości obiekty trójwymiarowe, rzeźby o różnorodnych fakturach i materiałach wykorzystanych przy ich tworzeniu, takich jak brąz, cement czy poliester. Znalazło się także miejsce dla kilku grafik, choć trzeba przyznać, iż stanowią one raczej dodatek do antropomorficznych kształtów (Nowotwory uosobione) robiących na odbiorcy (czemu trudno się dziwić) ogromne wrażenie, co można było dostrzec, obserwując reakcje osób zwiedzających wystawę.

Podsumowując, punktem początkowym owej triady byłby Wajda, ze swoim skupieniem się na psychologiczno-moralnym aspekcie omawianych problemów. Punktem środkowym byłby Wróblewski ze swoim ciągłym przemieszczaniem pomiędzy psychologizmem a fizjologią. Na końcu natomiast plasowałaby się Szapocznikow, najmocniej chyba związana z cielesnością, czego nie należy odbierać jako „spłycenia” problematyki. Nacisk położony jest na inny jej aspekt, jednak punkt styczności pozostaje taki sam – próba poradzenia sobie z traumą wojny i utraty (zdrowia, młodości etc.).

Celowym zabiegiem jest pominięcie przeze mnie szczegółów biografii artystów, gdyż to właśnie stanowi o istocie odczytywania wystawy. Choć kuratorka, co było oczywiście obligatoryjne, musiała przedstawić kilka tropów, które stanowią o istocie i głównym jej problemie. Odnajdywanie nowych kontekstów i połączeń pomiędzy nimi powinno leżeć po stronie zwiedzającego. Także po zakończeniu obcowania z wystawą, jeśli wymaga tego sytuacja i sama ciekawość odbiorcy.

Samego dojrzewania wydaje się natomiast na wystawie stosunkowo mało, odnoszę wrażenie, iż stanowi ono jedynie pretekst, punkt wyjścia dla przedstawienia dalszej twórczości i życia artystów, gdzie wydarzenia młodości (jak możemy się dowiedzieć chociażby z freudowskiej psychoanalizy) odciskają piętno na psychice człowieka. W związku z tym, iż to twórczość Wajdy jest najbardziej znana w świecie, można by mieć obawy, że Szapocznikow i Wróblewski zostaną potraktowani z mniejszą atencją. Jednak nic bardziej mylnego – twórczość żadnego z omawianej trójki nie została zmarginalizowana. Choć wystawę rozpoczynamy od kontaktu z dziełami Wajdy, jej dalsza część stanowi kontaminację twórczości wszystkich artystów.

Słowem zakończenia, chciałoby się wyrazić nadzieję, iż będziemy mieli jeszcze okazję obserwować efekty kolejnej współpracy Andy Rottenberg z Muzeum Śląskim, biorąc pod uwagę opisywaną wystawę, czy choćby współpracę z Mirosławem Bałką przy tworzeniu instalacji ([(.;,:?!-…)]) w galerii jednego dzieła. Nieocenioną zasługą ekspozycji jest także promocja twórczości Wróblewskiego i Szapocznikow, którym nie poświęcało się nigdy takiej uwagi, co twórczości Wajdy, szczególnie, że odeszli o wiele wcześniej niż on. Żywię nadzieję, że przywołanie ich twórczości w takim kontekście, będzie okazją do jej ponownego odczytania w ramach innych, przyszłych wydarzeń, a wystawy takie jak ta, będą częściej pojawiać się w przestrzeni galerii oraz muzeów,  zarówno tych na Śląsku, jak i w całej Polsce.


Literatura:

A. Rottenberg: „Świadectwo czasu dojrzewania”. W: „Perspektywa wieku dojrzewania. Szapocznikow, Wróblewski, Wajda”. Red. A. Rottenberg. Muzeum Śląskie. Katowice 2018.


Kevin Nazencew – ur. 1992, absolwent kulturoznawstwa, ideału humanistyki upatruje w prozie Borisa Viana i filozofii Sartre’a; po godzinach eksploruje granice hałasu jako połowa projektu muzycznego LWSTNDRDS.

Dodaj komentarz