Magdalena Zięba | Przeszłość i pamięć w multikolorze (Wojciech Chechliński, „Kalejdoskop”, ZPAP)

Mocne barwy, zdecydowane formy, intrygujące metafory zawarte w tytułach, twarze-maski wyłaniające się z plątaniny kresek i geometrii – to esencja obrazów, których twórcą jest warszawski artysta Wojciech „Tut” Chechliński, a które zaprezentował w lutym podczas wystawy „Kalejdoskop” w Galerii Lufcik należącej do ZPAP-u. Twórca, reprezentowany przez krakowską Galerię Freta, zgromadził na wystawie kilkadziesiąt obrazów olejnych, uporządkowanych w formalne cykle – od obrazów abstrakcyjnych o geometrycznych formach, poprzez narracyjne, snujące pewną opowieść, aż po wizerunki niepokojących masek. Twórczość Chechlińskiego wpisuje się w nurt art brut, warto jednak zwrócić uwagę na jej cechę szczególną: artysta kreuje w niej swój bardzo intymny świat, dzieląc się jednocześnie refleksjami na temat rzeczywistości, którą obserwuje bacznym okiem socjologa. Formalnie jego obrazy są tytułowym kalejdoskopem – nie tylko geometrii i kolorów, ale i wpływów artystycznych. Przypominają niejednokrotnie ekspresyjne dzieła Franza Marca, psychodeliczne portrety Witkacego, a w wielu kompozycjach dostrzec można podobieństwa do stylu Willema de Kooninga, przedstawiciela abstrakcyjnego ekspresjonizmu.

Połączenie artystycznej duszy z analitycznym umysłem wydaje się reprezentatywne dla twórczej pasji Chechlińskiego. Sam artysta woli nie określać swojej działalności sztywną terminologią, która, jego zdaniem, ogranicza możliwości interpretacyjne odbiorcy. Jego obrazy mają pobudzać wyobraźnię – poza granicami ustalanymi przez historię i teorię sztuki. Wydaje się, że swoją rolę spełniają idealnie – intrygujące formy i barwy sprawiają, że obrazy emanują dobrą energią i zachęcają do budowania wokół nich własnych anegdot oraz historii. Znamienne są ich tytuły, takie jak „Gonitwa myśli”, „Maszynka życia”, „Oczekiwanie” czy „Przeznaczenie” – sugerują interpretację, ale jej nie narzucają, dlatego widz w pełnych rozmachu pracach dostrzeże zarówno odbicie własnych emocji, jak i uniwersalnych problemów współczesności. Niejeden odbiorca uśmiechnie się też na widok obrazu „Biurokracja”, gdzie wizerunek twarzy wyłania się z gąszczu wielobarwnych czworokątów przywodzących na myśl neoplastyczne kompozycje Pieta Mondriana. Jak pisał Mikołaj Kozłowski: „każdy obraz Chechlińskiego jest świadectwem autentycznych wydarzeń – dziennikiem, w którym zamykają się poglądy i oceny, podane widzowi w formie zagadki i odwołujące się do jego wiedzy i wyobraźni” (Kozłowski 2015: 116-117).

Historia tego artysty-samouka, podobnie zresztą jak innych znanych w polskiej sztuce, takich jak Nikifor, Erwin Sówka czy Teofil Ociepka, może być niezwykłą inspiracją – nie tylko do spoglądania na sztukę przez pryzmat emocji, ale również do realizacji pasji tworzenia. Jak pisze jeden z największych miłośników polskiej sztuki nieprofesjonalnej i jej kolekcjoner, Leszek Macak: „Ich życiorysy są przykładem, że fenomen twórczego ducha, raz obudzony, potrafi przełamywać bariery wieku, intelektu, opór tworzywa” (Macak 2009: 63). Tymczasem, Wojciech „Tut” Chechliński swoją artystyczną płodnością udowadnia, że kreacja nie zależy od wieku ani od wykształcenia, a jedynie od czegoś tak zwyczajnego jak wewnętrzna konieczność, stająca się w pewnym momencie sensem istnienia. Jego twórczość, której źródło stanowi przecież fascynacja awangardą, pozostaje niezależna od obowiązujących nurtów czy tendencji.
Chechliński zaczął malować w wieku siedmiu lat. Pochodzi z rodziny o artystycznych oraz kolekcjonerskich tradycjach, związanej z poznańską bohemą, posiadającej w swoich zbiorach obrazy m.in. Tytusa Czyżewskiego, Jana Cybisa i Józefa Pankiewicza. Jak mówi sam artysta, w atmosferze jego rodzinnego domu był coś romantycznego, a on był postrzegany jako człowiek poszukujący wolności – indywidualista, któremu przysługują określone prawa i autorytet. W ciągu ostatnich kilkunastu lat Chechliński sam stał się twórcą i zakosztował smaku wolności tworzenia, której nie chce się wyrzekać.

Z wykształcenia socjolog, w swoim malarstwie komentuje aktualne wydarzenia. Najbardziej interesujące są te jego obrazy, w których odrywa się od realizmu i tworzy chaotycznie splątane w siatce harmonijnych barw i kształtów kompozycje, gdzie postać ludzka pojawia się niczym dodatkowy, niekoniecznie niezbędny element. Na wystawie „Kalejdoskop” są to prace takie jak „Kontemplacja”, „Armagedon” czy „Strach”. Można jednak również zobaczyć płótna, na których przeważa większa synteza formy, a tematyka ma charakter bardziej metafizyczny – tu należy wspomnieć takie kompozycje jak „Emerytura baletnicy”, „Wnioski pośmiertne” i „Próba porozumienia”. Zarówno jego wczesne prace, jak i te najnowsze można traktować jako metaforę wyrażającą poczucie zagubienia wśród ludzkich spraw, którymi Chechliński zajmował się w życiu zawodowym, a których nie można wytłumaczyć za pomocą fachowych pojęć i definicji. Być może jest to też próba oddania złożonej natury rzeczy – rozbita na kawałki rzeczywistość jest w tych pracach jak kolaż albo witraż, w których przewijają się chimery i soczyście różnobarwne miraże. Ich tytuły sugerują odniesienia do przeszłości i światów pozaziemskich, a także strachu, poczucia osaczenia czy zadziwienia światem. Postaci z obrazów Chechlińskiego są rozmyte, niewyraźne, jakby nierzeczywiste, o duchowej proweniencji. Wyłaniają się z sieci kształtów, momentami nad nimi dominują – nigdy jednak nie są głównym tematem, nawet kiedy pojawiają się na pierwszym planie i zapełniają całkowicie przestrzeń wewnątrz ramy. Twarze są bowiem w tym świecie emanacją emocji, wyrażają to, co niewyrażalne i niewysłowione. To na nich skupia się uwaga odbiorcy. Wizualne niedopowiedzenie łączy się w nich z semantyczną wyrazistością i można w niektórych, chociażby w tych z obrazu „Kapiące wspomnienia”, dostrzec pewną analogię z „Krzykiem” Edwarda Muncha.

W malarstwie „Tuta” Chechlińskiego twarze się powtarzają, są jak natrętny gość jego abstrakcji. Mogą wręcz kojarzyć się z trudnym do opowiedzenia snem, w którym nie można dostrzec szczegółów wykreowanego przez wyobraźnię świata, a który wzbudza w nas niezrozumiały niepokój. Po przebudzeniu, dążąc do zrozumienia, staramy się dociec jego istoty, doszukujemy się ukrytego znaczenia. To jednak obraz generowany przez nasz własny umysł, w ukryciu przed świadomością; to komunikat, aby spróbować dostrzec siebie i świat z innej niż dotychczas perspektywy. Do tego samego zachęca nas Wojciech „Tut” Chechliński – sięgając do zakamarków podświadomości i pamięci przywołuje obrazy niedokładne, pozbawione detali, w których ekspresyjne kolory oraz formy odgrywają najważniejszą rolę. Wystawa „Kalejdoskop” jest esencją barwnej osobowości artysty, którego obrazy wypełniają ogromną przestrzeń Galerii Lufcik, przywodząc na myśl złotą epokę tego miejsca, kiedy prezentowane były tam wybitne osobowości polskiej sztuki. Pozostaje życzyć sobie, aby więcej takich wystaw odbywało się w tych, nieco zapomnianych w środowisku artystycznym Warszawy, przestrzeniach wystawienniczych.

Wystawa malarstwa Wojciecha „Tut” Chechlińskiego „Kalejdoskop”. ZPAP Warszawa, Galeria Lufcik (II piętro), 1–14 lutego 2016.


LITERATURA:
M. Kozłowski: „Wojciech Tut Chechliński”. W: „Artysta i Sztuka” 2015, nr 15, s. 116–117
L. Macak: „Sztuka bez granic. Od sztuki ludowej do Art Brut”. W: „Etnografia Nowa” 2009, nr 1, s. 63.

Dodaj komentarz