Marcin Urbański | Album, który wraca jak bumerang

Debiut to chyba najważniejszy moment w karierze twórcy. Zazwyczaj pierwszy album decyduje o tym, jak potoczą się losy muzyka, i pozwala zorientować się, w jakim tonie będą utrzymane jego kolejne płyty. To również etap, w którym obserwatorzy sceny muzycznej zadają sobie istotne pytanie: czy twórca stanie się artystą, czy też świat prędko o nim zapomni? W 2013 roku redakcja „Rolling Stone” opublikowała listę najlepszych debiutów wszech czasów. Znalazły się tam takie sławy jak Jimi Hendrix, Experience czy The Beatles, czyli zespoły, które w swoich najlepszych latach miały ogromny wpływ na scenę muzyczną, a ich dorobek do dzisiaj obecny jest w powszechnej świadomości. Z pewnością podobna kariera marzy się każdemu początkującemu twórcy. Dwudziestego piątego września tego roku przyszedł czas na Korteza i jego płytę zatytułowaną Bumerang.

Kortez jest dwudziestopięcioletnim muzykiem z Iwonicza (Podkarpacie). Mimo że posiada wykształcenie muzyczne, zajmował się dotąd głównie pracą fizyczną. Pierwsze kroki na scenie postawił w grudniu 2013 roku, kiedy wziął udział w castingu do programu Must Be the Music. Nie zachwycił wtedy jurorów, ale zwrócił na siebie uwagę Pawła Jóźwickiego, szefa wytwórni Jazzboy Records, i od tego momentu jego kariera muzyczna nabrała rozpędu. Trzeba przyznać, że świetną pracę wykonał producent Olek Świerkot, który już od początku 2015 roku zaczął promować utwory Korteza. W kwietniu pojawiła się epka Jazzboy Session, a miesiąc później nagranie Zostań znalazło się na trzecim miejscu Listy Przebojów radiowej Trójki. Tyle historii, przejdźmy teraz do meritum.
Bumerang został wydany w dwóch wersjach (zwykłej i rozszerzonej), a projekty oprawy i krążka są bardzo proste. Nie jest to jednak zarzut pod adresem grafika, ponieważ na fotografii ubrany w garnitur Kortez przedstawia się nieźle, zaś biała płyta z nadrukowanym pseudonimem i tytułem przypomina demo CD, które początkujący twórcy wysyłają do wytwórni w celu zdobycia kontraktu. Na album składa się dziesięć nagrań stanowiących czterdziestominutową całość, a słowa utworów są efektem pracy zbiorowej samego Korteza, Piotra Szmidta (Ten Typ Mes), Agaty Trafalskiej, Marcina Węgierskiego, Anny Michalskiej i Romana Szczepanka. Tak duża liczba autorów nie zawsze robi dobrze płycie, jednak w przypadku Bumerangu udało się uzyskać efekt spójności: tekst jest nastrojowy, niemal poetycki. Ogromny wpływ na tę ostatnią cechę ma doskonała rytmika, za sprawą której większośćو tekstów można odczytywać jak wiersze, np. Od dawna już wiem („wyjdź po cichu / nie pal światła / we śnie dotknij mojej skroni / jeśli kiedyś / zechcesz wrócić / wiedz, że tutaj / nic nie zmieni się”). Tematyka utworów nie została wyraźnie określona, ale za motyw przewodni albumu można uznać tęsknotę. Pod tym względem Kortez nie proponuje słuchaczom oczywiście nic nowego — jest to wszak wątek ponadczasowy, który idealnie wpisuje się w konwencję ballady, a właśnie w takim tonie utrzymana jest większość utworów na tej płycie. Teksty pisało aż sześcioro autorów, dlatego też są one zróżnicowane językowo. Na szczególną uwagę zasługują dwa teksty Piotra Szmidta (Pocztówka z kosmosu; Z imbirem). Nie sądziłem, że raper tak dobrze poradzi sobie z wyzwaniem, jakie musi stanowić dla niego ballada. Zrobił to znakomicie: pierwszy z utworów obok doskonałej rytmiki cechuje się również ciekawym językiem. To połączenie haseł z zakresu aeronautyki (skafander, butla z napisem „tlen”, odliczyli „trzy!”, sikałem w torebki) i muzyki (człowiek z gitarą, kosmiczny gig) z domieszką tęsknoty („i już lecę w kosmos, a na dole ty / czekasz ty, czekasz ty”). Podobne zabiegi językowe można zaobserwować w nagraniu Z imbirem, gdzie Szmidt chętnie sięga do słownictwa związanego z kulinariami („kilodżule by się bić / kilodżule by się o coś lać”). Pracę pozostałych tekściarzy także oceniam bardzo wysoko, najistotniejsze jest jednak to, że słowa utworów idealnie współgrają z muzyką.
Muzyka została w całości skomponowana przez Korteza. Myślę, że związanie się z wytwórnią, która nie należy do gigantów, było bardzo dobrym posunięciem. Ten ruch zagwarantował debiutantowi dużą dozę swobody, dzięki czemu mógł w pełni zaprezentować swój talent. Bumerang to fuzja jazzu i rocka z elementami bluesa. Takie połączenie sprawiło, że jest to album niezwykle klimatyczny i wydaje się, że Kortez wybrał ze wspomnianych gatunków to, co najlepsze. Nie da się ukryć, że poza odrobinę szybszymi Z imbiremNiby nic płyta składa się z wolnych utworów. Widzę tutaj inspirację twórczością Leonarda Cohena, bo na krążku jest mnóstwo mniej lub bardziej konwencjonalnych ballad, zwłaszcza rockowych, w których prym wiedzie gitara elektryczna. Warto również wspomnieو o znakomicie skomponowanej linii basowej. To ona stanowi o harmonii całego materiału muzycznego i nadaje mu nastrojowe walory. Na wyróżnienie zasługuje kompozycja Dla mamy — instrumentarium jest utrzymane w konwencji walca rosyjskiego, co wybornie podkreśla melancholijny klimat albumu. Utwór znajduje się na samym końcu płyty i doskonale tam pasuje, ponieważ potęguje nastrój, który udzielił się odbiorcy w trakcie słuchania poprzednich nagrań. Najmocniejszym punktem tego krążka jest jednak wokal. Głos Korteza jest silny, lekko zachrypnięty i niezwykle hipnotyzujący, a na dodatek znakomicie pasuje do klimatu tej muzyki.
Debiutancki album muzyka z Iwonicza to dawka znakomicie zrealizowanego materiału. Ten krążek może stanowić remedium na jesienne i zimowe wieczory. Już po pierwszym przesłuchaniu wiedziałem, że ta płyta będzie do mnie wracaو jak bumerang. W książeczce z tekstami dodawanej do albumu Kortez napisał: „[…] nie zdawałem sobie sprawy, jaka to jest ciężka praca”. Myślę, że było warto — to świetny i wcale się nie dziwię, że krążek w krótkim czasie stał się bestsellerem. Jak wspominałem wcześniej, Bumerang pojawił się także w edycji rozszerzonej, ze „szkicami” dziewięciu pierwszych utworów przed finalnymi poprawkami i dwoma dodatkowymi nagraniami: JoeCo myślisz. Stanowiły one znakomitą okazję, by się przekonać, jak wygląda materiał muzyczny, zanim trafi na album. Mam nadzieję, że to nie koniec ciężkiej pracy: jeżli Kortez utrzyma poziom, to wróżę mu świetlaną przyszłość.

Kortez, Bumerang, Jazzboy Records 2015.

Dodaj komentarz