Marcin Urbański | Tam, gdzie Facebook nie sięga (Patrick The Pan, „…niczym jak liśćmi”)

Internet jest najprawdopodobniej jednym z najbardziej znaczących osiągnięć ludzkości, a twórcy stron internetowych stale prześcigają się w ich urozmaicaniu, aby uczynić nasze wirtualne wędrówki czymś jeszcze bardziej intrygującym. Dzięki temu możemy zaobserwować, jak media społecznościowe urastają do rangi niebywałego wręcz fenomenu. Prawdopodobnie większość z nas korzysta z Facebooka lub Twittera, ponieważ portale te oferują swoim użytkownikom szeroki wachlarz możliwości komunikacyjnych i atrakcyjne sposoby organizacji wolnego czasu czy wreszcie realizacji swoich zainteresowań. Oczywiście istnieje też nieco ciemniejsza, rzadziej eksponowana strona tego medium. To właśnie jej postanowił się przyjrzeć Piotr Madej (w muzycznych kręgach znany jako Patrick The Pan) na swojej drugiej płycie …niczym jak liśćmi.

Ten pochodzący z Krakowa dwudziestosześcioletni artysta swój pseudonim sceniczny wziął od długopisu, który w czasach licealnych nazywał Patrickiem. Całość jest efektem literówki w ostatnim członie tego przydomka. Zamieniła ona występujący w oryginalnym zamyśle wyraz Pen w Pan i tym samym zgodnie z angielskim znaczeniem tej nazwy Patrick z długopisu stał się patelnią. Madej wywarł pozytywne wrażenie już swoim pierwszym albumem, który w całości był efektem jego samodzielnej pracy. Wydany trzy lata temu Something of An End zachwycał nie tylko w Polsce, ale też za granicą, co zaowocowało między innymi dobrze przyjętym występem podczas dwunastej edycji popularnego Open’er Festivalu w Gdyni. W maju tego roku Patrick The Pan powrócił pod szyldem wytwórni Kayax Music (promującej twórczość takich artystów jak Maria Peszek, Kayah, Artur Rojek) z albumem …niczym jak liśćmi i tym samym pokazał, że sukces debiutanckiego krążka nie był czymś przypadkowym. Po kolei jednak.

Album składa się z jedenastu utworów stanowiących razem około pięćdziesięciominutową dawkę świetnie zrealizowanego materiału, a w nagraniu Niedopowieści gościnnie wystąpił Dawid Podsiadło. Na okładce widzimy fotografię zimowego lasu, na której biel śniegu wybornie kontrastuje z czernią wystrzeliwujących spod niego drzew. Na środku umieszczono wygenerowaną komputerowo fioletową mgłę. Jej zadaniem było zakrycie większości obrazu, bo gdy zajrzymy do środka, naszym oczom ukazuje się to samo zdjęcie bez mglistej zasłony i z tekstem pierwszego utworu po prawej stronie: „Zdejmij / wszystkie śmieszne warstwy. / Wyłącz / wszystko co pika i wibruje. / Zobacz / — nie jesteś martwy. / Właśnie ten człowiek mnie interesuje”. Zacytowane słowa pochodzą z otwierającego płytę utworu Zdejmij. Wyłącz. Zobacz — o tyle istotnego, że stanowiącego coś w rodzaju wskazówki, z jakim nastawieniem słuchacz powinien podejść do …niczym jak liśćmi, bo wyciszenie, o którym mowa, bez wątpienia korzystnie wpływa na odbiór całości. Tematem przewodnim płyty, a zarazem wątkiem spajającym poszczególne utwory jest krytyka tego, co wiąże się ze światem wirtualnym, a zarazem jest typowe dla istoty relacji kreowanych za pomocą różnego typu mediów społecznościowych. Doskonałym tego przykładem jest tekst #idiots, który traktuje o takich portalach jak Instagram czy Facebook, o typowym dla nich fotografowaniu wszystkiego, co tylko możliwe, i wrzucaniu tego na popularną „ścianę” czy o prześciganiu się w liczbie zawartych na tych witrynach znajomości: „Frendship is loading / I am lonely no more”. Madej w cierpkich słowach zarzuca użytkownikom portali bezmyślność przy zamieszczaniu kolejnych treści, a czasy nowoczesności nazywa erą gnijących umysłów: „History call it modern times, / I call it the age of putrid minds”. W podobnym tonie utrzymany jest utwór Pikselove, gdzie przedmiotem krytyki stają się z kolei rozmowy prowadzone przy użyciu komunikatorów internetowych. Te dwa utwory znakomicie oddają zwyczaje panujące w internecie, aczkolwiek trzeba też zwrócić uwagę na fakt, że argumenty, do jakich odwołuje się artysta, są doskonale znane.

Na szczęście album …niczym jak liśćmi zawiera nie tylko krytykę wirtualnej rzeczywistości. Patrick The Pan już w pierwszym nagraniu podaje słuchaczowi dłoń i proponuje ucieczkę do miejsca, gdzie będzie wolny od tych realiów, a w tę podróż na dobre wprowadza (nawiązujący do wyprawy kosmicznej Jurija Gagarina) utwór Space, 1961. To wędrówka w poszukiwaniu własnego miejsca, choć u jej kresu dowiadujemy się, że tak naprawdę jesteśmy tylko liśćmi (I Know How Am I Going To End). Mimo że krytyka współczesnego świata jest często podejmowanym tematem w muzyce (np. na tegorocznej płycie Dzieciom zespołu Lao Che), Madej przedstawił ten wątek w zajmujący sposób. Posługuje się ciekawą metaforyką, rytmika tekstów znakomicie współgra z muzyką, a dość oczywiste zarzuty wobec użytkowników internetu zostają uzupełnione interesującymi rozmyślaniami na temat rzeczywistości, w której żyjemy. Co ważne, słowa utworów Patrick The Pan ubrał w nastrojową warstwę muzyczną.

Twórczość krakowskiego artysty można określić mianem rocka awangardowego, który charakteryzują częste zmiany tempa czy nietypowe dla muzyki rockowej instrumenty, kompozycja i rytmika. W tym nurcie częstym zabiegiem jest czerpanie z innych gatunków, stąd w utworach Madeja obecne są również elementy jazzu i bluesa, a sam artysta przyznał, że inspirują go Radiohead, Myslovitz i Artur Rojek. W takim stylu nagrał swój debiut i widać wyraźnie, że drugi album stanowi jego kontynuację. Muzyka na tegorocznej płycie jest bardziej zróżnicowana, z powodzeniem można więc stwierdzić, że od wydania Something of An End Patrick The Pan bardzo poprawił warstwę kompozycyjną swoich utworów. Przy nagraniach …niczym jak liśćmi oprócz gitar i perkusji usłyszymy skrzypce, altówkę, wiolonczelę, trąbkę czy kontrabas, a wszystko to z domieszką tonów wygenerowanych komputerowo. Na krążku przeważają kawałki spokojne, co nadaje mu nieco melancholijny nastrój, ale nie brakuje też dynamiki. Podobnie było w przypadku debiutu, jednak drugi album sprawia wrażenie bardziej rozbudowanego. Warto wspomnieć, że zmiany tempa są bardzo płynne, jednak dźwięki z syntezatora muzycznego niejednokrotnie dezorganizują całość. Moim zdaniem ten zabieg nie wpływa negatywnie na całość, ponieważ uwydatnia, jak „wszystko, co pika i wibruje”, czyni człowieka ślepym na to, co dzieje się wokół niego.

Album …niczym jak liśćmi to wyborna kompozycja muzyczna uzupełniona znakomitymi tekstami i próżno doszukiwać się w niej słabych punktów. Słowa utworów poruszają tematy jak najbardziej aktualne, a ucieczka, jaką proponuje Patrick The Pan, jest świetną okazją do oderwania się na chwilę od otaczającej nas (wirtualnej) rzeczywistości. Myślę, że drugi album krakowskiego artysty aspiruje do tego, by stać się jedną z najlepszych płyt tego roku. Pozostaje mi tylko życzyć Madejowi udanych koncertów i z niecierpliwością wyczekiwać kolejnego krążka.

 

Patrick The Pan, …niczym jak liśćmi, Kayax Music 2015.

Dodaj komentarz