Martyna Fołta | Miasto w odcieniach szarości i czerwieni („Miasto. Obrazy miasta”, BWA w Katowicach)

„Miasto. Obrazy miasta” w BWA w Katowicach to wystawa zorganizowana z okazji jubileuszu 150-lecia stolicy Górnego Śląska. Jej kuratorem jest wieloletni dyrektor Ars Cameralis Silesiae Superioris, twórca Instytucji Kultury Katowice – Miasto Ogrodów, Marek Zieliński. Bez wątpienia to autorska propozycja spojrzenia na miasto, jego historię i odzwierciedlenie w sztuce, którą dopełniają inne ekspozycje zorganizowane z okazji tej rocznicy, między innymi w Muzeum Historii Katowic czy Muzeum Śląskim. Historia spotyka się tutaj z obrazem – wizualnym odbiciem artystycznego spojrzenia – a także z kuratorskim konceptem. Marek Zieliński wprowadza nas na wystawę tekstem, w którym podkreśla, że Katowice powstały, kiedy „czas się zatrzymał w wyniku zderzenia kamienia i metalu, w przeraźliwym huku i zgrzycie” , co nadało miastu barwy „nieprzeniknionej szarości wymieszanej z czerwienią wypalonej cegły” (Zieliński 2015). Te kolory w symboliczny sposób prowadzą nas po poszczególnych fragmentach wystawy, złożonych z fotografii międzywojennej, obrazów, kolaży i wideo. Zaprezentowano tu prace z kolejnych okresów historii Katowic, ale wydaje się, że chronologia nie ma decydującego znaczenia przy zwiedzaniu. Realizm i iluzja mieszają się tutaj w niemalże równych proporcjach. W podróży po wystawie towarzyszą nam również krótkie komentarze kuratorskie, wytyczające kierunki interpretacyjne.

Zwiedzanie rozpoczynamy od wielkoformatowego zdjęcia katowickiej ulicy z 1927 roku, umieszczonego przy innych – również wielkoformatowych – odbitkach fotografii przedwojennych z atelier Willego Lange i Germanii; wizerunki te wyglądają niczym wyjęte z rodzinnych albumów mieszkańców Kattowitz. Tuż obok znajdujemy oryginalne zdjęcia rodzinne, portrety ślubne i komunijne z czasów przedwojennych oraz międzywojennych z atelier Maksa Steckela, Paula Schtolza i Józefa Holasa. To wybór zdjęć z najważniejszych studiów fotograficznych tych okresów. Ludzie na nich prezentowani jawią się jako świadectwo czasu przełomu – zmiany niemieckiego Kattowitz w polskie Katowice. Ich sylwetki są niemal naturalnej wielkości, co niweluje odbiorczy dystans i zbliża nas do historycznych postaci. Fotografie stanowią największą część wystawy, stając się dominantą ekspozycji. Skłania to do wysnucia refleksji, że w interpretacji kuratora miasto to przede wszystkim ludzie. Ich los buduje historię i tożsamość miasta. Zestawienie w jednym miejscu zdjęć z czasów niemieckich i polskich zwraca uwagę na niemiecki rodowód Katowic, wyraża pamięć o nim i szacunek do niego.

Następny okres w historii stolicy Górnego Śląska oglądamy na wystawie oczami Macieja Bieniasza, który prezentuje iście naturalistyczny obraz Katowic z czasów Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej. Obraz ten całkowicie odbiega od konwencji socrealistycznej. Marek Zieliński w komentarzu do prac mówi: „Jego [Macieja Bieniasza – przyp. M.F] wizja miasta przypomina sceny z nocnego koszmaru”; wypadałoby dodać – z dziennego koszmaru również. Związany z Katowicami artysta w swoich ascetycznych obrazach przedstawia zakamarek ze skrzynką na listy, skąpany w mroku, oświetlony neonami Supersam, Rondo im. gen. Jerzego Ziętka ze Spodkiem za dnia jakby we mgle, częściowo rozebraną bezdomną kobietę leżącą na chodniku. Niemalże całkowicie brakuje tutaj ludzi. Dominuje pustka napawająca lękiem. Bieniasz przedstawia kadry prezentujące przestrzeń miasta, ukazujące jego mroczną stronę.

Inny Śląsk, a konkretnie śląskie domy wypełnione ludźmi, znajdziemy w pracach Zofii Rydet. Ta jedna z najbardziej znanych polskich fotografek wiele lat swojej pracy poświęciła na cykl „Zapis socjologiczny” (1978–1997), w którym dążyła do uchwycenia przemijającego tradycyjnego obrazu polskiej wsi i zmieniających się miast. Na wystawie zaprezentowano kolaże z cyklu „Suita Śląska” (ok. 1990), fotokolaże z cyklu „Ślady” (1982), czarno-białe odbitki bromosrebrowe „Zapis socjologiczny: Katowice – Bogucice” (1983), „Zapis socjologiczny: Górny Śląsk” (1978 i 1979). To specyficzne portrety oddające życie codzienne Górnoślązaków sfotografowanych w swoich domach, kolaże fotograficzne ukazujące przedmioty-symbole: portrety w ramkach, obrazy portretowe, zegary. Na zdjęciach czas się zatrzymał, ich bohaterowie jakby na chwilę odrywają się od swojej codzienności i pozują w pokojach, kuchniach. Kolaże jawią się jako oniryczne wariacje, kompilacje śladów pamięci. Rydet ukazuje Katowice w sposób z jednej strony bardzo realistyczny, z drugiej zaś mocno metaforyczny. Dotykamy tutaj realności życia Górnoślązaków i docieramy przez nią do ich duchowości. Obrazy są statyczne, ale przepełnione emocjami, które zapadają w pamięć.

Kolejne fotografie na wystawie prezentują zdewastowane plakaty polityków na ulicach miasta. Waldemar Jama w serii „Wizerunki 5” ukazuje swoisty dialog przechodniów z parlamentaryzmem, reprezentowanym przez obrazy Aleksandra Kwaśniewskiego, Tadeusza Donocika czy Antoniego Macierewicza. Plakaty są poszarpane, porysowane, oblane cieczami. Gesty tego ulicznego wandalizmu są ostrymi komentarzami i wyrazami sprzeciwu. „Wizerunki 5” to kompilacja wielu obrazów miasta. Wśród nich wyróżnia się fragment z częścią plakatu wyborczego Bożeny Borys-Szopy, na którym widzimy jedynie część tułowia, złożone ręce i wyrwany z kontekstu napis „Jest człowiek”. W zestawieniu z całością, z efektami ulicznej agresji, słowa te nabierają silnego znaczenia. Waldemar Jama podaje tutaj w wątpliwość wiarygodność bohaterów plakatów i zwraca uwagę na ich stosunek do człowieczeństwa. To refleksja nad obecnością człowieka oraz jego wizerunku w mieście, skłaniająca raczej do negatywnych interpretacji.

Odmienną interpretację Śląska i Katowic odnajdziemy w pracach ze zbioru „A–Z (Gabloty edukacyjne)” Andrzej Tobisa. To cykl zainspirowany ilustrowanym słownikiem niemiecko-polskim „Bildwörterbuch Deutsch und Polnisch”, wydanym w Niemieckiej Republice Demokratycznej w 1954 roku. Artysta od 1965 roku tworzy gabloty, na które składają się fotografie wykonane w Polsce z przyporządkowanymi hasłami słownikowymi w języku polskim oraz niemieckim wraz z numerami pochodzącymi z indeksu. Na wystawie możemy zobaczyć zdjęcia wykonane na Śląsku. W komentarzu do prac kurator pisze, że Tobis nadpisuje „słownikowe hasła «widokami znalezionymi», które w luźny sposób łączy z terminami na zasadzie mało oczywistego rebusu”. Zestawienia rzeczywiście nie są oczywiste i stanowią w zasadzie wariację na temat hasła, a nie jego dosłowne odzwierciedlenie. Na przykład do hasła „der Schläger (und) das Elsen – perlik (i) młotek” artysta dobrał zdjęcie nastolatka z rozczapierzonymi włosami, kolczykiem w wardze, stojącego na ulicy w czarnej koszulce, z perlikiem i młotkiem na ramieniu. w tej i innych gablotach fotograficzne objaśnienie do haseł stanowi także rozszerzenie ich znaczenia oraz skłania do refleksji nad dodatkowymi kontekstami. W BWA w Katowicach możemy zobaczyć około 60 bardzo różnorodnych gablot, które stanowią jedynie fragment całej serii, ale odzwierciedlają jej specyfikę. Jaki obraz Katowic nam się tutaj objawia? Pełno w nim ludzi, ale także przedmiotów, fragmentów przestrzeni miejskiej. To spojrzenie na miasto w detalu. Oglądamy ślady, obiekty, anonimowych ludzi. Fotografie wprowadzone do gablot stają się obrazami uniwersalnymi, metaforami dnia codziennego Katowic. Każda z nich skłania do wielopoziomowych interpretacji oddających różnorodność miasta.

Najbardziej współczesne Katowice odnajdziemy na hiperrealistycznych obrazach Macieja Nawrota, absolwenta katowickiej Akademii Sztuk Pięknych, który z niebywałą precyzją i dbałością o detal dokumentuje widoki centrum miasta z przebudowy ostatnich lat. Na obrazach widzimy rozkopaną aleję Wojciecha Korfantego z oświetlonym zachodzącym słońcem Spodkiem – symbolem miasta, wały nad Rawą, zgliszcza wyburzonego Pałacu Ślubów przy Superjednostce, tymczasowo otwarty kanał Rawy przy katowickim rynku. Obrazy są bardzo statyczne i wysublimowane. Gdzieś poza ich krawędziami da się mimo wszystko usłyszeć huk towarzyszący przeobrażeniom. Pełny spokój rozbrzmiewa jedynie z obrazu przedstawiającego unoszącą się nad ulicą Mariacką w Katowicach rzeźbę bluesmana autorstwa Jerzego Kędziory. Nawrot odtwarza w swoich pracach kadry wyglądające niczym wyjęte z regionalnych gazet komentujących przemiany. Obrazy młodego artysty należy zatem uznać za wypowiedź na temat owych przemian. Brzydota ukazana w „pięknej” stylistyce zyskuje nowy wymiar. Z obrazów emanuje melancholia, która wzrusza i być może skłania do inaczej niż zwykle ukierunkowanej refleksji nad przemianami miasta. Nie ma tutaj śladów oskarżenia czy też oburzenia, jest za to głęboka zaduma.

Realistyczne, ale także bardzo metaforyczne obrazy Katowic zostały na wystawie dopełnione przez prace wizjonerskie, przez które niemalże zaglądamy do wnętrza miasta. Warto rozpocząć ich przegląd od akwareli Bronisława Linkego z cyklu „Śląsk” (1936 i 1937), powstałych na prośbę Wojewody Śląskiego Michała Grażyńskiego, który – jak czytamy na wystawie – „pragnął, aby artysta przedstawił rozkwit Górnego Śląska pod rządami polskich przywódców”. Rewolucja przemysłowa w ujęciu Linkego wbrew tym oczekiwaniom przybrała postać nadchodzącej apokalipsy. Człowiek nie jest tutaj ukazany jako silny, a jego miejsce w wizji artysty zajmują maszyny – podporządkowujące, symbolicznie rozdzierające człowieka na części i oddalające go od natury. Prace należy uznać za przestrogę przed utratą człowieczeństwa w służbie rozwoju. To apel niezmiennie aktualny w dobie przemian miasta. Człowiek powinien być zawsze na pierwszym miejscu, choć historia nierzadko pokazuje nam, że może być inaczej.

Właśnie człowiek i jego świat wewnętrzny są najważniejszymi bohaterami rysunków Karola Wieczorka. Zdeformowane postaci zostały tutaj przedstawione w odcieniach szarości połączonych z rażącym różem, żółcią, zielenią, niebieskim i czerwienią. To podróż do umysłu człowieka, a nie realistyczne oddanie jego wizerunku. Bohaterowie Wieczorka jawią się jako smutni czy nawet pogrążeni w rozpaczy i samotności. Codzienne czynności wykonywane w pokojach i łazienkach nie sprawiają im przyjemności. U Wieczorka „[ś]wiat zostaje ukazany jako przerażający, rozchybotany i schizofreniczny”, jak tłumaczy nam Zieliński. Artysta w przedstawieniach postaci wskazuje na lęki współczesności: przed samotnością, wyobcowaniem, innością. Jednak jego rysunki nie napawają strachem czy obrzydzeniem. Ich „kusząca” oniryczność skłania nawet do zachwytu nad brzydotą. Czy takie same są Katowice? Inność i nieoczywista uroda miasta mogą wywoływać podobne odczucia, budzić fascynację i chęć podążania dalej w głąb.

Do innej sfery miasta prowadzi nas z kolei Erwin Sówka, artysta związany ze słynną Grupą Janowską skupiającą głównie górników, którzy wypracowali rozpoznawalny prymitywistyczny styl przedstawiania Śląska z elementami mistycyzmu. Katowice, a konkretnie ich charakterystyczna robotnicza dzielnica Nikiszowiec, na obrazach Sówki wypełnione są postaciami świętej Barbary, górników, Ślązaków w tradycyjnych strojach, dzieci. Miasto w ujęciu Sówki jest wielobarwne i okraszone złotem. To idylliczna i mistyczna kraina, w której mit spotyka się z realnością górniczego krajobrazu. Brak tutaj pośpiechu, wszystko wydaje się być na swoim miejscu.

Fotografie, kolaże, obrazy, rysunki dopełniają na wystawie filmy Antoniego Halora – artysty i reżysera, który w takich obrazach dokumentalnych jak „Pożegnanie kolejki” (1968), „Ulica, o której trochę wiem” (1989), „Konrad” (1984), „Odyseusz” (1981) czy „Siedem zegarków Gustawa albo eremita skoczowski Morcinek” (1986) dokumentuje Śląsk i związane z nim postaci.

Na zakończenie warto wspomnieć również o prezentowanym na wystawie filmie dokumentalnym „Piastowska 1”, przywołującym postać Andrzeja Urbanowicza i skupione wokół jego pracowni środowisko. To opowieść o ikonie polskiego undergroundu artystycznego, człowieku, który poza sztuką zajmował się również naukami tajemnymi, okultyzmem, alchemią i astrologią (Zob. Chorębała 2015). Film ukazuje fascynujący czas w sztuce Katowic, który nadal ma swoich kontynuatorów i którego duch z całą pewnością unosi się niezmiennie nad miastem.

Zaprezentowany na wystawie obraz miasta nie jest jednorodny, ale jednak zachowuje spójność. Ukazuje złożoność i różnorodność Katowic w ich materialnym i duchowym aspekcie. Realność miesza się tutaj z wyobrażeniami stanu ducha, onirycznymi fantazjami, drzemiącymi pod skórą miasta marzeniami o urzeczywistnianiu mitów. Wystawa „Miasto. Obrazy miasta” bez wątpienia skłania do refleksji, zatrzymania się na chwilę i spojrzenia z boku na stale odczuwane przez nas ostatnio zmiany w przestrzeni Katowic. Pozwala złapać oddech, zwolnić tempo biegu i spojrzeć wstecz. Zobaczyć ducha miasta i jego mieszkańców. To nie rewizja historyczna, ale duchowo-artystyczna. To podróż do podziemi Katowic, ale tych istniejących w sferze mentalnej, nie tych realnych. Całościowy obraz z pewnością nie jest pełny, ale też do tego nie aspiruje. Niezmiernie ważny jest tu człowiek. Jego znaczenie w przemianach miasta i obecność w przestrzeni. Wiele tutaj emocji zarówno pozytywnych, jak i negatywnych, które nie pozwalają wyjść odbiorcy w jednoznacznym nastroju. Najsilniejsza jest jednak nostalgia, bo jej znamiona kurator ukrył niemalże w każdym fragmencie wystawy – pod warstwą szarości i czerwieni.

„Miasto. Obrazy miasta”. Kurator: Marek Zieliński. 11.09–18.10.2015. Galeria Sztuki Współczesnej BWA w Katowicach


LITERATURA:

A. Tobis: „A-Z (Gabloty edukacyjne)”, http://culture.pl/pl/wydarzenie/andrzej-tobis-a-z-gabloty-edukacyjne. [dostęp: 4.10.2015].

A. Chorębała, Andrzej Urbanowicz: „Ikona polskiego undergroundu”, www.ultramaryna.pl/tekst.php?id=802, 4.10.2015.

M. Zieliński: „Miasto”. www.bwa.katowice.pl/484/obrazy_miasta__wystawa_w_ramach_150lecia_nadania, 2.10.2015.

„Zofia Rydet”, www.culture.pl/pl/tworca/zofia-rydet, 4.10.2015.

Dodaj komentarz