Olga Pek | wiersze | przeł. Zofia Bałdyga

Bugatti Step

Szkoda, że pod powiekami nic ponad liście,
w palcach skrót do jądra słońca,
odpoczynek nie powinien
pozostawać. Sen zaczyna się od odcienia bólu,
zachodzi w ciemność.

Na początku lata konwersacje przewróciły
swoje karty na stronę szumu.
Posłusznie, z miłością,
przekazujemy sobie pustkę. Według przesłuchania
historia się skończy, zabierze też i słowa.

Mów co chcesz, zapiski w skrajnym
języku, no i masz, w scenicznej przestrzeni
stan nie jest pusty, był
ożywione płynięcie. Pokora milczy,
dopóki nie wybuchnie śmiechem, ironią.

Oświecenie, nie będziesz kroczyć językiem, i
w ogóle, mów teraz, przez sen
na dnie oceanu, gdzie
podobno nie spełniasz obietnic
i do cna powołujesz się na niepowodzenie. Jest

świeża dostawa czasu, wygrzana, sypka,
pokochaj ją wszystkimi imionami,
ustami niemowlęcia
wskocz do kalendarza, i tak nie wierzysz,
że o tobie nie wiedzą, że ci się za to nie dostanie.

 

Inne zastrzeżenia/ punkty sporne

Pocałunki (w czoło, w policzek itd.)
Całowanie się (w usta)
Trzymanie się za ręce
Przytulanie się do siebie
Obejmowanie się
Czuły dotyk innego rodzaju
Publiczne obejmowanie się
Publiczne przytulanie się do siebie
Publiczne pocałunki (w czoło, w policzek itd.)
Publiczne całowanie się (w usta)
Publiczne trzymanie się za ręce
Publiczny czuły dotyk innego rodzaju
Spojrzenia w oczy
Wypłakiwanie się partnerowi/ce w rękaw
Pozwalanie partnerowi/ce na wypłakiwanie nam się w rękaw
Masowanie partnera/ki
Pozwalanie partnerowi/ce, by nas masował/a
Czesanie partnera/ki
Pozwalanie partnerowi/ce, by nas czesał/a
Malowanie partnerowi/ce paznokci
Pozwalanie partnerowi/ce, by malował/a nam paznokcie
Golenie partnera/ki
Pozwalanie partnerowi/ce, by nas golił/a
Wspólne kąpiele (w kostiumach kąpielowych)
Wspólne kąpiele (nago)
Widywanie nagiej partnerki/nagiego partnera
Pozwalanie partnerowi/ce by widywał mnie nagiego/nagą
Karmienie partnera/ki
Pozwalanie partnerowi/ce, by mnie karmił/a
Łaskotanie partnera/ki
Pozwalanie partnerowi/ce, by mnie łaskotał/a
Miłosne zwroty
Bycie nazywanym/ą „najlepszy kolega/koleżanka”
Bycie nazywanym/ą „partner / partnerka”
Bycie nazywanym/ą słowami o zabarwieniu emocjonalnym (chłopak, dziewczyna itd.)
Utrzymywanie innych platonicznych związków partnerskich
Pozwalanie, by partner/ka utrzymywał/a inne platoniczne związki partnerskie
Utrzymywanie innych związków o charakterze romantycznym
Pozwolenie, by partner/ka utrzymywał/a inne związki romantyczne
Nawiązywanie zabarwionych emocjonalnie stosunków z osobą trzecią
Pozwalać partnerowi/ce na nawiązywanie zabarwionych emocjonalnie stosunków z osobą trzecią
Nawiązywanie stosunków seksualnych z osobą trzecią
Kontakty o charakterze seksualnym z partnerem/ką
Pozwalanie partnerowi/ce na kontakty o charakterze seksualnym
Uprawianie z partnerem/ką seksu jakiegokolwiek rodzaju [jeśli tak, określić jakiego]
Uprawiać z partnerem/ką seks perwersyjny [jeśli tak, określić jaki]
Nieseksualne zachowania perwersyjne z partnerem/ką [jeśli tak, określić jakie]
„Romantyczne” prezenty (kwiaty, bombonierki itd.)
Taniec
Dzielenie łóżka (z wyłączeniem kontaktów miłosnych)
Dzielenie łóżka (przytulanie)
Układanie do snu
Bycie układanym do snu
Wspólne mieszkanie
Małżeństwo lub białe małżeństwo
Wspólne wychowywanie dzieci
Wspólna opieka nad zwierzętami domowymi
Inne zastrzeżenia/punkty sporne

Skala odpowiedzi:

Tak, ale najpierw mnie zapytaj!
Tak!
Tak, ale z pewnymi ograniczeniami.
Być może, ale najpierw mnie zapytaj.
Wszystko mi jedno.
Nie.
Inne.

 

Warstwy

O czym brzęczy autysta w kącie. Pewnie o niczym. Dopiero buduje swój język, dopiero szlifuje i wypluwa kamienie. Zanim się do ciebie odezwie, zanim rzuci ci chwytające za serce spojrzenie zza krat swoich znaczeń.

Popatrz, jak małż sam sobie staje na drodze. Jak zaciska klapy, całą siłą napiera przeciwko sobie, jakby chciał sam siebie roztrzaskać. Skrytka, agregat wirów.

O czym popiskuje mysz w labiryncie, co mamrocze dziewczynka z ciemnym lesie. Jej pieśń to zbroja. Las na nią naciska i rozdzwania ją. Uspokajająca pieśń to znak odwagi słabego ciała. Jest śpiewką niebezpieczeństwa.

Odszedł zbyt daleko, zgubił się w tundrze znaczeń. Z jego języka pozostały gardło, przełyk, jelita, odbytnica. Nowy język będzie lepszy od starego. Wszędzie, gdzie się ruszy, bodzie poroża, płatami schodzi mu skóra. Krąży w koło jak los, zatacza szerokie kręgi.

Zbliżają się wiernie i powoli, pozwalają swoim powierzchniom dryfować. Na sobie niosą obrazy na swoje podobieństwo. Na końcu drogi staną sobie naprzeciw, dwa nieprawdopodobne miraże, dwie nieprzeniknione twarze. Nierzeczywiste stanie się ludźmi.

Podejdzie tak blisko, otworzy cię jak ostrygę. Ugniecie ci opony mózgowe, rozdzieli cię warstwa po warstwie. Obierze. Aż do białego mięsa. Do śpiochów w oczach. Do ścierniska w pachwinie.

Zwiąże ci węzły chłonne. Zagnieździ się w śliniankach. Pościeli sobie w tkance nabłonkowej. Obgryzie cię. Na koniec zajrzy do pustej masy perłowej na twojej lewej stronie. Odwdzięczysz mu się za to spojrzenie: olśniewająco ślepe, nieme.

Doświadczony fizjoterapeuta odczyta z ruchu każdy uraz, każdy nawyk konkretnej osoby, doświadczony psycholog odgadnie cechy i przeszłość, doświadczony negocjator odczyta każdy ruch myśli, każde zawahanie. Każdy ruch wiernie oddaje cię w klatce, w zasadzie doskonale czytelny.

Mówić językiem innego. Lub zakrywać go, pokrywać kotami i konturami. Być daleko, być samym sobą tylko w falowaniu pomiędzy powierzchniami, gdzie spojrzenia zderzają się ze sobą, jak olej na powierzchni prześlizgują się skrzyżowaniami, migawkami, strefami, kawałkami.

Nie musi, nie może, nie będzie czytany. Na wyciągnięcie ręki wymyka się oku i staje się ciałem, które, jak własne, nigdy nie może być całkowicie poznane. Wyróżnia się w oddali jak błoniasta obudowa zewnętrzna, nieskończenie powoli zabierana przez wody wszechświata. Pozostaje biała tkanka ułożona wokół sepiowej kości, perła w żołądku, bezoar pęczniejący od opuchliny.

Żyć pod dozorem świętego trójkąta, pozwalać na podglądanie duszy przez okno, promienie, które obmacują, otaczają. Jak laska zanurzona w wodzie, promień złamany nad Twoją głową.

Gdyby miała się spowiadać ze wszystkich win. Widzi się, jedną po drugiej wykreśla je z listy, wyrywa z rąk sprawiedliwości. Przyciska je do siebie, przywłaszcza je sobie, obrasta nimi, pompuje w nie krew jak w zdrętwiałe palce. Poznaje je na wylot, jak część siebie samej.

O czym brzęczą żuki w twojej głowie. Kiedy przyłożysz muszlę do ucha, kiedy wsłuchasz się w jej szum.

Przełożyła Zofia Bałdyga


OLGA PEK — studiuje w Instytucie Anglistyki i Amerykanistyki na Uniwersytecie Karola w Pradze. Dyrektorka Prague Microfestival, redaktorka czasopisma literackiego „Psí víno” i międzynarodowego magazynu „VLAK”. Jej tłumaczenia poezji z języka angielskiego ukazały się w antologii Polibek s rozvodnou (Wydawnictwo Petr Štengl, 2012).

Dodaj komentarz