Rafał Krause | Jak zwalczać muzyczny ageizm, czyli retromania po polsku

Nadzieja na dostatnią przyszłość i chęć zawodowego trudnienia się muzyką? Próba pogodzenia tych dwóch planów jest zazwyczaj zgoła ryzykowna. W końcu rynek muzyczny – chimeryczny i pogrążony w nieustannym pędzie – może w każdej chwili je pokrzyżować. W krajach bez zabezpieczeń systemowych (vide: słynne wyznanie Roberta Brylewskiego, Kamiński 2015) artyści w dojrzałym wieku często stają przed wyborem. Muzykowanie bez widoku na zadowalającą sytuację ekonomiczną lub dobra sytuacja ekonomiczna z muzyką na dalszym planie. Tak wygląda praktyka z perspektywy artysty funkcjonującego poza mainstreamem. Tymczasem ostatnie statystyki „The Economist” (2015) okazują się niezwykle optymistyczne dla muzyków dojrzałych. Otóż średnia wieku artystów-hedlajnerów dużych festiwali muzycznych z roku na rok rośnie. Warto zatem zadać pytanie – jak to faktycznie jest z tym wiekiem? Kto tak naprawdę rządzi muzyką?

Czynnikiem mającym istotny wpływ na wartości przytoczonych danych jest publika koncertowa. To bowiem jej gusta determinują repertuar. Faktem jest, że coraz starsi odbiorcy partycypują w wielkich imprezach. A jak wskazują ostatnie badania (Crane 2015), 33 lata to uśredniony wiek, w którym przestajemy słuchać nowej muzyki. Nie powinno zatem dziwić, że większość słuchaczy po 30., którzy coraz liczniej odwiedzają duże festiwale, wybiera koncerty artystów debiutujących co najmniej dekadę wcześniej. Z jednej strony, prowadzi to do zjawiska, które możemy nazwać „blokowaniem etatów” – młodym zespołom ciężej przebić się do szerszej publiczności, kiedy dinozaury okupują scenę w tzw. prime timie. Z drugiej, wzmacnia to odwieczną opozycję – starzy kontra młodzi (vide: Johnny Rotten gardzący niegdyś Pink Floyd) i pogłębia muzyczny ageizm. Jego świadkami bywamy zazwyczaj w trakcie dyskusji toczących się wokół tych rodzajów muzyki, które albo powstały niedawno (rap), albo często nawiązują do kultu młodości, zwłaszcza przez eksponowanie w teledyskach fizyczności (pop). Ale nawet na styku wymienionych gatunków to doświadczeni artyści stają się ostatnio głównym przedmiotem zainteresowania. I to nie tyle słuchaczy, co młodych twórców.

Oczywiście, biorąc pod uwagę, że współczesna kultura opiera się głównie na recyklingu, można by szybko dojść do konserwatywnej konstatacji, że to ciągle „starzy” rządzą muzyką. W końcu to z ich sampli czerpie nowe pokolenie artystów. Ale nadreprezentacja młodych roczników w obszarze nowej muzyki zawsze prowadzi do wykluczania (na poziomie odbioru) z tego samego poletka dojrzalszych tworzących. Ostatnio nastąpiły jednak pewne zmiany. Na polskiej młodej scenie muzycznej jesteśmy obecnie świadkami rehabilitacji twórczości artystów nieco zapomnianych bądź przez lata pomijanych w poważnych dyskursach. Mnożą się swoiste hołdy oddawane reprezentantom muzyki rozrywkowej, których dorobek w niektórych środowiskach był dezawuowany przy użyciu argumentu o obciachowości (większość tych artystów, choć ciągle aktywna i nadal związana z muzyką rozrywkową, częściej stawała się obiektem kpin młodych środowisk niż realnym reprezentantem sceny).

Zaczęło się od słynnego już duetu Ptaki, który swoją popularność zdobył, tworząc houseʼowe reedity starych polskich przebojów. Późniejszy etap ich twórczości to już całe kompozycje obudowane skrawkami tychże. Wiele dawnej polskiej muzyce rozrywkowej zawdzięcza również hip-hopowy duet Pro8l3m. Oskar i Steez zaskarbili sobie sympatię fanów oraz uznanie krytyków, rapując do polskich evergreenów syntezatorowego popu. Warto również wspomnieć o zaangażowaniu seniorów polskiej piosenki do projektu „Albo inaczej”. Polegał on na tym, że doświadczeni muzycy podjęli się reinterpretacji utworów hip-hopowych zaaranżowanych na żywe instrumenty. Mało tego, wcześniej na słynnym OFF Festivalu – polskim święcie muzyki niezależnej – wystąpił Zbigniew Wodecki, najlepszy debiut Krajowego Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu w 1972 r. Ale apogeum ta muzyczna gerontofilia osiągnęła całkiem niedawno, kiedy pewien tajemniczy producent muzyczny, ukrywający się pod pseudonimem Unitra Audio, postanowił wypuścić trapowy remix utworu Krzysztofa Krawczyka „Chciałem być”. Kawałek szybko stał się viralem, rozprzestrzeniając się w mgnieniu oka dzięki mnożącym się polubieniom i udostępnieniom na portalach społecznościowych. Sam Krawczyk od jakiegoś czasu jest pupilkiem polskiego środowiska hip-hopowego, co pozwoliło nawet wysunąć jego młodym fanom śmiały i możliwy do zrealizowania postulat zaproszenia leciwego gwiazdora na słynny festiwal Hip-Hop Kemp. Czy doświadczeni muzycy powinni przyjąć opisane zjawisko za dobrą kartę?

Piotr Szukalski w swoim opracowaniu dotyczącym ageizmu jako jeden z jego przejawów wymienia paternalizm. Oznacza on w tym wypadku skłonność do wyręczania seniora w wykonywaniu niektórych czynności dnia codziennego. Czy posiłkowanie się starymi nagraniami bez dopuszczania artysty, z którego utworów się czerpie, do kontroli nad dziełem (choć akurat sam Krawczyk miał też w swojej karierze „zwrot nowoczesny” podczas współpracy ze Smolikiem) nie jest przejawem – nie tyle dyskryminacji co – instrumentalizacji twórców? Być może. Pozostaje jeszcze kwestia jej charakteru. Owszem, początkowo można by podejrzewać, że cały boom na muzykę Krawczyka to przejaw triumfu wszechobecnej dzisiaj ironii (vide: sukces Gangu Albanii). Jednak, jeśli wierzyć zapewnieniom Macieja Targusa i Bartłomieja Fladzińskiego (to twórcy inicjatywy „Krzysztof Krawczyk na Hip-Hop Kemp”), słynny piosenkarz był od zawsze ikoną polskiej muzyki rozrywkowej dla jakiejś części hip-hopowego środowiska. Podobnie rzecz ma się z sympatią do innych starszych artystów – więcej tu szczerych emocji niż postmodernistycznej zabawy.

Niezależnie od tego, jak zinterpretujemy rodzimą retromanię, trzeba przyznać, że jej skutki są pozytywne dla muzyków wchodzących w późny okres dorosłości. Dla nich to nie tylko sposób na promocję starych utworów, ale też szansa na ponowne zaistnienie i możliwość bardziej autonomicznego działania (koncerty przed młodą publicznością, współpraca studyjna z nowymi twórcami). Zresztą już Dariusz Dudziński w wywiadzie dla „Dwutygodnika” celnie wypunktował aktywność muzycznych seniorów: „Cohen ma osiem dych, na scenie daje czadu jak Nick Cave, Scott Walker – 72 lata, Michael Gira też po sześćdziesiątce, Wodecki – 65, też niczego mu nie brakuje”. Muzyka, której odbiorcy to przeważnie młodzi słuchacze, zaczyna oswajać starość. Starzeją się raperzy i didżeje, a muzyczni nestorzy udowadniają, że potrafią na scenie wykrzesać z siebie mnóstwo energii. To napawa nadzieją wszystkich, bowiem nikt nie umknie bezlitośnie upływającemu czasowi. Oby tylko rewersem tej sytuacji nie był muzyczny adultyzm. Bo chyba nie chcielibyśmy, aby rynek muzyczny odzwierciadlał nasz rodzimy rynek pracy.


 

LITERATURA:

„Robert Brylewski: To nie jest tak, że zabrakło mi na trawę. Z Robertem Brylewskim rozmawia Łukasz Kamiński”. http://warszawa.wyborcza.pl/warszawa/1,34861,16791846,Robert_Brylewski__To_nie_jest_tak__ze_zabraklo_mi.html?str=2_14654782 [dostęp: 02.10.2015].

„Smells like middle-aged spirit”. „The Economist”. http://www.economist.com/news/britain/21656235-why-boom-big-outdoor-music-festivals-may-not-be-sustainable-smells-middle-aged-spirit [dostęp: 02.10.2015]

M. Crane: „You stop listening to new music at age 33, study says”. http://www.altpress.com/news/entry/you_stop_listening_to_new_music_at_age_33_study_says [dostęp: 02.10.2015]

P. Szukalski: „Ageizm – przejawy indywidualne i instytucjonalne”. W: http://dspace.uni.lodz.pl:8080/xmlui/bitstream/handle/11089/5436/Cz%C5%82owiek%20-%20Szukalski.pdf?sequence=1&isAllowed=y [dostęp: 02.10.2015].

”Parostatkiem w piękny… Kemp”. Krzysztof Krawczyk obok wielkich sław światowego rapu?”. http://www.tvn24.pl/ciekawostki-michalki,5/internauci-chca-krzysztofa-krawczyka-na-hip-hop-kempie,578431.html [dostęp: 02.10.2015].

T. Swoboda: „Najprzyjemniejsi w Polsce”. „Dwutygodnik”, nr 168, 09/2015 [dostęp: 02.10.2015].

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>