Rafał Rutkowski | Wiersze

Ciała stałe
Stanąłem przy miejskim zegarze

zacząłem cofać czas i zobaczyłem

jak znikają ludzie przestraszyłem się

zacząłem więc przyspieszać czas

 

zaczęli znikać bardziej może

to znikanie różniło się od siebie

może i miało w sobie jakąś narrację

ale nie zmienia to faktu że czułem się

 

jak śmierć grająca na zegarku swoją

jedyną melodię schowany przed

światem uświadomiłem sobie ileż

o zmarłych i nienarodzonych

 

wiedzą drzewa budynki kamienie

pełne przedmiotów muzea fabryki

nagrobków zabawek nawet coraz to więcej

o zmarłych wie internet to w nim

 

znalazłem więcej informacji o drzewie

genologicznym niż we wspomnieniach

zagubionych księgach metrykalnych

i ponoć wieczystych

 

więc patrzę na te ciała stałe i pytam się

coraz mocniej pytam się nieożywionego

ptactwa dlaczego nie widuję zmarłych

i dlaczego mnie kiedyś inni nie zobaczą

 

Wielkie pieprzenie

 

Zanim odlecą miasta i utworzą darń

zobaczę wszystkie ciemne i jasne portrety

ułożone w drobną mozaikę tworzącą

inną twarz znaną nam w jakiś sposób

 

obecną w naszych zabawach zakupach

gdy patrzymy głęboko w palec wierząc

że coś między ciałem ciągle jest trzymając

za ramie zakręcamy wodę i kładziemy krok

 

pomiędzy drzwi jak w akordy w zadaszenie

mijając latarnie tu nie zwiędniemy mamy piach

do którego idziemy znając leżankę znając bar

co na księżycu zszywa rany i zapominamy

 

o światłowodach środkach czystości patrzeniu

dorastamy do ran przyniesionych w korcach maku

chociaż jesteśmy z parafiny to sklejeni z ziemią

i marzymy o wielkim pieprzeniu które nas wskrzesi.

 

 

Wnętrza mieszkańców

 

wszystkiego nauczyłem się od drzewa

 

Schodzę na parter między miastami

rozkładam manatki i widzę że ludzie

wywróceni na druga stronę to także drzewa

pełne gałęzi liści i owoców

 

czasem wywracam powieki żeby to zobaczyć

może właśnie tak widzą nas zmarli

kiedy nasze ubrania i przedmioty codziennego użytku

mamy ukryte za skórą

 

dwa światy różnią się pewnie też otoczeniem

niebo ulice wieżowce samochody wnętrza mieszkań

dla wywróconych są ukryte oni mają co innego

cały ten ich świat jest wewnątrz ich

 

napisany na którymś kawałku

zastygniętego spojrzenia z którego

tylko jedno oko jest ich drugie nasze

 

żeby to zobaczyć zakopałem w ziemi

połowę głowy i poczułem że przesadziłem

 

nie będę się już wysilał wyprzedzać

obrazy

 

 

Moje oczy to ptaki

 

Kapie mną z urwiska im dalej wyciągnę ręce

rozpuszczam się w butach ledwo przez drzwi

wychodzę nadążam przed zatrzaśnięciem się

w którejś ze stron kapie mną na ziemie na jej

 

tors który pozostał i robię jej za głowę za coś

podobnego sobie wymyślam przy pęknięciu

wsadzam ręce w kieszeń łapię się za portfel

sprawdzam czy telefon stoję znów na światłach

 

mógłbym przecież pobiec lecz pękam tak

jak pękam sobie z kaprysu i dla urozmaicenia

wyleciały moje oczy wlatują pod bluzkę

dziewczyno z naprzeciwka taką już pozostań

 

może kiedyś z moich rąk wylecą jeszcze inne

oczy które sam wyklułem w kołysaniu kroków

zanim przejdę przez bramę wpuszczę je do

środka żebym nie wchodził na darmo niech

mnie tam już znają.

Dodaj komentarz