Robert Rybicki | Jurczakopamięć (Radosław Jurczak, „Pamięć zewnętrzna”)

Oto kolejny poeta, który cytuje Tomasza Pułkę.

W dobie informatycznego społeczeństwa świat przedstawiony w poezji przesuwa się raczej na pozycję medium internetowego niż czystej rzeczywistości; możliwe, że emocje ludzkie pozostają te same, ale wpływ środków masowego przekazu na kształtowanie się opinii czy też osobowości już jest inny, na pewno większy niż proces edukacji szkolnej, tym bardziej w naszym państwie, gdzie internet po protestach przeciw ACTA może stanowić synonim wolności, bez mowy o uzależnieniu. W poezji Jurczaka, podobnież jak u Łukasza Podgórniego, żywioł liryczny zasysa mowę komend komputerowych, poleceń, zapisów, acz dzieje się to bardziej na powierzchniowej przestrzeni, nie ma tu wejścia w świat programowania, jest świat zapisu jeno, choć i tak w mowie lirycznej jest to ożywienie modułu (acz sztuczna inteligencja może już być stricte tautologią życia (sic!?)) (Golem przybędzie?).

Zwykłem ostatnimi czasy doszukiwać się w poezji instrumentacji głoskowych, orkiestracji warstwy brzmieniowej, meliki w jej czystej postaci. Tu, w swoim debiutanckim tomie pod tytułem „Pamięć zewnętrzna”, firmowanym przez łódzkie instytucje wspierające literaturę i Tłocznię Wydawniczą Ach Jo z Krakowa, wydanym jako pokłosie Konkursu Poetyckiego im. Jacka Bierezina, Jurczak już od początku kompozycji jakby grał na trąbce lub innym instrumencie, w którym to przelot powietrza uruchamia dźwięk, a nie ingerencja czegoś o twardej konsystencji. Już od pierwszego utworu mamy najazd najnowszej rzeczywistości, wiersz osiąga poziom interaktywnej gry („graliśmy w grę grała w nas gra” (w: „Ta sama elegia napisana trzy razy”), pojawiają się drony jak gwiazdy, Wi-Fi, live stream. Najzabawniejsze jest to, że iloczas w otwierającym książkę wierszu oscyluje wokół heksametru, nie zawsze trzymając się jego sztywnej formuły; bardziej jest to gra z konwencją (do Mickiewicza odsyła nas pierwsza część elegii: „Skąd Litwini wracali Z nocnej wracali najebki”, i wszędobylskie Wilno).

Motorem napędowym zbioru „Pamięć zewnętrzna” wydaje się być nakładanie się rzeczywistości: i w warstwie językowej, i w warstwie świata przedstawionego; ingerencja „wirtualnego“ w „realne“, (właściwie „wirtualne“ wypiera tu „realne“ z jaźni [uwaga! chodzę po polu minowym na grząskim terenie!]) jest o wiele silniejsza niż na przykład w tomie „[beep] Generation” Tomasza Bąka, bowiem Bąk bardziej rozprawia się ze światem mediów, przedrzeźniając go, wsysając śnieżycę informacyjną w swoją maszynkę ironii, taką „zniszczarkę ironii“, a Jurczak z kolei raczej pływa jak płetwonurek po „symulakrach“, w oceanie z „symulakrów“ – to już nie jest wsysanie do wiersza jak do odkurzacza, to jest wejście do krainy wiersza jak do gry komputerowej na VR-ach, stąd (prawdopodobnie) przywołana interaktywność. Można powiedzieć, że w wypadku Bąka, Jurczaka i wspomnianego wcześniej Podgórniego tradycyjne metody krytycznoliterackie ulegają dezaktualizacji, rodzi się potrzeba stworzenia całkowicie innej krytyki, która zagarnie „świat wirtualny“ w swoje „podwoje“, bowiem ta, którą mamy, i którą sam reprezentuję, nie idzie równolegle z doświadczeniami młodszych poetów i poetek. To już nowa generacja, nie sampli, ale loopów; to jest po prostu inny sprzęt, który poszerza percepcję i akceleruje lirykę. To już nie są drugs, to są nowe technologie (patrz: dziennikarstwo danych, data journalism) – poezję można wygenerować w komputerowych laboratoriach za pomocą artificial IQ.

Tomasz Pułka tego nie dożył.

Stylizacje biblijne, wrzucanie jak na ekran smartfona mowy wysokiej, patetycznej, spastiszowanej lub sparodiowanej, nie ma wydźwięku jakiegoś zawołania do istoty wyższej, jest raczej jak nabożne dokontaktowanie się ze smartfonem jako alter ego; patos nawet nie jest obśmiany, on zmienia funkcję na bardziej pragmatyczną, niższą, może to patos technologii, czczenie nowinek internetowych jak cudów chrystiańskich (patos neutralny? patos bez etosu?). Do tego Jurczak prezentuje świadomość globalną (gdyby mówić o pokoleniowości jako kryterium przemiany świata, dla mnie cezurą byłby rok 1989, zejście narodowego komunizmu i wysyp anten telewizji satelitarnej, dla Jurczaka może to być wejście Polski do Strefy Schengen i pojawienie się na polskim rynku smartfonów), w jego tomie pojawiają się sytuacje i ludzie z wielu krajów świata; w wierszu „Waleta” pisze: „ażeby rósł światłowód nie pomnożono światła”; w „#Hume”: „Jestem tysiącem dotykowych ekranów”. Całość trąci obrazoburstwem, patos staje się jeno retoryką, patos został zrealizowany w technologii, właściwie już jesteśmy retoryką patosu, tzn. patos nas ma za retorykę, nas, gatunek.

Poeta z reguły chwyta się za stream „dyskursów“ popularnych w obecnej kulturze akademickiej („#introduction_to_cognitive_science”, „#kolonializm”, „Europa”, „#państwo_islamskie”, „#ekologiczny”) o lewicowym zabarwieniu, takowym nastawieniu, w wersji soft lub pop (poplewica? popakademizm?), i trochę w tej poezji jest czegoś, co określaliśmy w załodze punkowej mianem „lizania dupci“, w tym wypadku: „tematowi“. I dodatkowa rzecz: możliwe, że w naszym kraju Jurczak jest jednym z pierwszych „Poetów Matrixu“, opisuje rzeczywistość z ekranu dotykowego, przesłaną światłowodem, rzadko wyczuć można tu przeżytą rzeczywistość, realność (opozycja dla Dawida Mateusza!), świat przedstawiony jest zapisem z „symulakrowatości“ życia (?) (vide: Wróblewski Grzegorz i „ciamkowatość“?); inaczej: autor przedstawia nam podmiot bez rzeczywistości (lektura tego tomu utwierdza mnie jako czytelnika w przeświadczeniu, że jednak nie żyję w „Matriksie“, bo jak mnie boli, to mnie boli, nie karmię się obrazami bólu z ekranu; a jak boli, to na to jest panaceum: na przykład ketanol).

Jeszcze raz: Jurczak współtworzy swoją poezją społeczeństwo z ekranu karmione obrazami bólu i cierpienia, reagujące na realny ból silnymi środkami przeciwbólowymi (inwersja reakcji?); i: jeśli tytuł pozycji wydawniczej brzmi „Pamięć zewnętrzna”, to podmiot jest „zewnątrzsterowalny“, nie przebija tego gwałtu technologii, nie odpiął się od rzeczonego „Matrixu“, a „wyczuwalny“ bunt wyrażony jest przez autora w formie „podśmiechujek pod sklepikiem z oranżadą“, prawdopodobnie czeka on na wybór tabletki niebieskiej bądź czerwonej. Wolę bunt Tomasza Bąka.


Radosław Jurczak: „Pamięć zewnętrzna”. Dom Literatury w Łodzi, Stowarzyszenie Pisarzy Polskich Oddział w Łodzi/Tłocznia Wydawnicza Ach Jo. Kraków 2016.

Dodaj komentarz