Stanisław Lem a myśl posthumanistyczna

Agnieszka Gajewska

Stanisław Lem a myśl posthumanistyczna

Też jestem za wielorybami — co ja na to poradzę?
Stanisław Lem, Czy wolno jeść szpinak?

Filozoficzne stanowisko Stanisława Lema kojarzone bywa głównie z krytyką antropocentryzmu, gdy jednak przyjrzeć się szerzej implikacjom wynikającym z jego pism filozoficznych i prozatorskich fabuł, nie sposób nie wpisać światopoglądu pisarza w nurt szerszy, jakim jest antyhumanizm (zob. Cielemęcka 2013: 80–96). Krytyka głównych założeń badań antropologicznych, w tym pojęcia „człowieczeństwa”, była niezwykle istotna dla pokolenia doświadczonego przemocą drugiej wojny światowej. Antyhumanizm odsłonił ksenofobiczny, rasistowski, mizoginiczny, eurocentryczny aspekt badań etnograficznych, który miał (i ma) realne polityczne konsekwencje. I choć ten nurt nie łączy się bezpośrednio z posthumanizmem, to stanowił istotny impuls do podważenia opozycji natura–kultura, człowiek–zwierzę, naturalne–sztuczne (zob. Bakke 2015: 25). Wyobraźnia Lema wykracza daleko poza te binarne, narzucone przez zachodnią metafizykę podziały, a jego utwory prozatorskie i wypowiedzi na temat rozwoju technologii stanowią pożywkę do rozważań o bio-robotyce, martwej ewolucji (zob. Lem 2003: 167) czy studiów nad roślinami (zob. Bakke 2008: 60–72). W artykule proponuję przyjrzeć się kilku analizowanym przez Lema paradoksom, związanym z ludzką działalnością, skupioną na niszczeniu i zadawaniu cierpienia innym, nie-ludzkim towarzyszom, a także na tekstach publicystycznych, poświęconych rozwojowi biotechnologii. Istotne dla moich rozważań są także felietonowe wypowiedzi pisarza, w których często sięga on po przykłady z biologii ewolucyjnej. Już w liście do Michaela Kandla z roku 1977 Lem podkreślał bowiem, że jego filozoficzne poglądy zanurzone są w myśli Charlesa Darwina: „Zaczynam przychylać się do myśli, że słuszność mych ‘intuicji’ idzie stąd, że bazę mojego myślenia stanowią generalizacje rodem z biologii ewolucyjnej, ‘przypadek’, ‘stochastyka’, ‘losowość’, wszystko to stamtąd, w biologicznym zinterpretowaniu, a nie w aktualnie — fizykalnym” (Lem 2013: 570). Zainteresowanie pisarza studiami o życiu oraz rozwojem biotechnologii owocowało przez lata alarmistycznymi publikacjami, w których dominuje zdziwienie, że tak niewiele osób interesuje się eksperymentami prowadzonymi za zamkniętymi drzwiami laboratoriów. Ewolucyjne, etyczne i globalne skutki powstania „rynku genowej informacji” (w tym patentowania genów, zob. Lem 2003: 240–242; Lem 1997: 16–18) budziły w Lemie wiele lęków, także dlatego, że pozostawały niezauważalne dla większości społeczeństw, uspokajanych bajeczką o konieczności przekraczania kolejnych granic, by wynaleźć „skuteczne lekarstwo na raka”. Jeszcze kilka lat przed śmiercią pisarz podkreślał, analizując chorobę krów wywołaną przez priony, że „[m]edycyna i weterynaria, a przede wszystkim genetyka, powinny znaleźć się w centrum światowej uwagi” (Lem 2003: 194). A w związku z pierwszymi udanymi próbami klonowania pisarz zwracał uwagę, że nie tylko rozwiązania prawne, ale także nasza wyobraźnia nie nadążają za odkryciami naukowymi i technologicznymi — potrzeba zwielokrotnionych wysiłków, by zrozumieć, na czym one dokładnie polegają i jakie mogą mieć konsekwencje (tamże, 263).

TECHNO/BIO

Mentorski ton oraz stanowczość sądów raczej nie zjednywały Lemowi sojuszników, często słyszał, że jest pesymistą, nihilistą i czarnowidzem. Jednak lektura skupiona na wątkach związanych z biologią ewolucyjną oraz ze zwierzętami (poglądy na temat roślin to temat na osobny szkic) odsłania przyległość jego spostrzeżeń do współczesnych rozważań na temat wyzwań stawianych przez posthumanizm. Nic w tym dziwnego, skoro pisarz już na studiach medycznych pisał prace o nowotworach, publikował recenzje z zagranicznych monografii naukowych w „Życiu Nauki”, a potem starał się — w miarę możliwości — śledzić najnowsze osiągnięcia ośrodków badawczych świata zachodniego. W pisanych pod koniec życia felietonach podpierał swoje radykalne tezy konkretnymi ustaleniami naukowców, cytował fragmenty „New Scientist”, „Science”, „Nature”, by uwiarygodnić swoje prognozy. Przez całe twórcze życie zajmowały go kwestie wchodzące w zakres studiów posthumanistycznych, bezpośrednio wiążące się z dogłębną krytyką stanowiska antropocentrycznego, którą współcześnie można byłoby określić jako krytykę szowinizmu gatunkowego. Monika Bakke, referując stanowisko Richarda D. Rydera dotyczące tego pojęcia, zwraca uwagę na etyczne konsekwencje tak rozumianego szowinizmu, w tym zgodę na wykorzystywanie zwierząt do celów użytkowych: zjadania zwierząt, wykorzystywania ich jako siły roboczej, dewastowania ich siedlisk, a także „projektowanie na zwierzęta cech, których sami się wstydzimy lub boimy, zabijanie zwierząt dla rozrywki […], fobie zwierzęce” (Bakke 2015: 42–43; zob. Bakke 2011: 195). Ponadto w zakres studiów posthumanistycznych wchodzą także wspólne obszary nauk cybernetycznych i biologicznych (zob. Bakke 2015), które znalazły się w centrum zainteresowań Lema od czasu lektury książek Norberta Wienera (zob. Wiener 1961).
Lem wiele miejsca w swojej twórczości poświęcił biotechnologii, co jest o tyle zrozumiałe, że żył w czasach, gdy odkryto DNA, kiedy rodziły się nadzieje związane z możliwością rozszyfrowania ludzkiego genomu. (Już jako absolwent wydziału medycznego UJ Lem był świadkiem stalinowskiej interwencji dotyczącej tego obszaru nauk biologicznych. W latach 50. zaczęła bowiem także w Polsce obowiązywać koncepcja Trofima Łysenki, negująca istnienie genów i zakładająca nieograniczoną plastyczność organizmów żywych do zmiany pod wpływem warunków środowiskowych. Nie trafiła jednak w Polsce na podatny grunt i generowała raczej anegdoty niż publikacje naukowe.) W swojej publicystycznej działalności pisarz doceniał wartość odkryć genetycznych, możliwości wykorzystania ich do walki z niektórymi chorobami oraz do zwiększenia wydajności produkcji żywności. Z biegiem czasu coraz mniej optymistycznie przyglądał się jednak technologiom genowym, widząc niebezpieczeństwa związane z interesami wielkiego kapitału, chcącego skomercjalizować także genomy. Mimo to nadal postrzegał zjawisko rozwoju biotechnologii w szerszym kontekście, a jego pesymizm wynikał z obawy przed politycznymi i finansowymi nadużyciami.
W zmianach zachodzących w naukach o życiu fascynowało go zwłaszcza przesuwanie granic między naturalnym a sztucznym, ponieważ zdawał sobie sprawę, że biotechnologia będzie musiała w końcu rzucić wyzwanie tym binarnym podziałom. Jeśli bowiem rozwój technologii przyczynia się do tworzenia coraz bardziej zaawansowanych bytów, to nie sposób zignorować możliwości pojawianie się w tych sztucznych ciałach i mechanizmach świadomości czy choćby wrażliwości na ból. Jak ujął to jeden z protagonistów Głosu Pana, Saul Rappaport: „[…] różnica między ‘sztucznym’ a ‘naturalnym’ nie jest całkowicie obiektywna, nie jest czymś absolutnie danym, ale jest względna i należy do zastosowanego poznawczo układu odniesienia” (Lem 2002: 220). Możliwość tworzenia pół-żywych istot zajmuje istotne miejsce zarówno w eseistyce Lema, jak w jego powieściach i opowiadaniach. W pisanej w maju 1981 roku Prognozie rozwoju biologii do roku 2040 pisarz starał się przewidzieć, w jakim kierunku pójdą technobiologiczne pomysły na ewolucję, wyjątkowo zakładając optymistyczny scenariusz na przyszłość. W eseju tym przewidział współczesne ontologiczne problemy wynikające z możliwości projektowania tworów połowicznie podobnych do organizmów żywych, które będą stanowić — jak sam to ujmuje — „dylematy klasyfikacyjne raczej dla filozofa niż dla inżyniera” (Lem 2000: 11):

Takie kłopoty klasyfikacyjne pojawią się zwłaszcza, gdy inżynieria genetyczna oraz biologia molekularna dadzą odrośl boczną w postaci tworzyw, często o budowie komórkowej, przejawiających wprawdzie dobitnie cechy życia, lecz tylko niektóre, na przykład tylko zdolności samonaprawcze albo autoreplikacyjne lub nieznane u żadnych gatunków warianty przemiany materii. […] Dojdzie bowiem do takiego zapełnienia ogromnej luki, ziejącej pomiędzy materią martwą i żywą, że próby rozstrzygania o jednoznacznie biologicznej bądź abiologicznej przyrodzie nowych tworów staną się bezprzedmiotowe i świadczyć będą jedynie o naszej umysłowej bezwładności” (tamże, 11–12).

I choć Lem nie posługiwał się jeszcze na określenie tych fizykalnych ciał terminami „symbionty”, „liminalne życie”, „syntetyczne życie”, in silico, in vitro (zob. Bakke 2015: 68–83), to perspektywa ich pojawienia się nie napełniała go lękiem, a raczej ciekawością, w jaki sposób poradzą sobie z nimi filozofia i praktyka legislacyjna.
W twórczości prozatorskiej pisarza te dylematy przełożą się na często groteskowe postaci robotów i maszyn, cierpiących na rozmaite dolegliwości psychosomatyczne, walczących z korozją, rdzą, podszywające się pod organizmy żywe lub przeciwnie: ludzi ukrytych za metalowymi ciałami robotów. Pisarstwo Lema z łatwością wpisuje się bowiem w założenia trzeciej kultury i także do niej można odnieść słowa Victorii Vesny: „Artyści zawsze odgrywali ważną rolę w wyjaśnieniu choćby poetyckim, w jaki sposób postęp technologiczny i naukowy wpływa na życie społeczne oraz na naszą indywidualną percepcję” (Vesna 2016: 15). Dodatkowo w przypadku autora Solaris ignorowanie zagadnień naukowych, na które wskazywał w krytyce literackiej, wielokrotnie prowokowało go do sięgania po formy dyskursywne, które w końcu całkowicie zastąpiły jego twórczość literacką.

WEGETARIANIZM

W felietonie Czy wolno jeść szpinak? Stanisław Lem zwrócił uwagę, że rozwój technologii może przyczynić się do zmniejszenia cierpienia nie-ludzi: „[…] z wielką ulgą patrzę na przykład na falę motoryzacji w Polsce, bo zawsze bardzo bolała mnie sama myśl, że woźnica mógł podpalić pod brzuchem konia wiecheć słomy, aby ten koń uciągnął wóz nadto obładowany. Buddyzm bardzo mi się w tym punkcie podoba, każde życie jest święte i koniec” (Lem 1995: 68). Inspiracje wynikające z buddyzmu podważają zachodnią filozofię o hierarchii gatunków, a tym samym możliwość korzystania z niewolniczej pracy zwierząt. Technologia stanowi remedium na cierpienie zwierząt, zadawane im przez ludzi, ale w twórczości Lema nie brakuje też współczucia dla maszyn. W tym samym felietonie o szpinaku pisarz rozpatruje kwestie ekologii, świętości życia, wegetarianizmu oraz ekspansji gatunkowej ludzi, nie zadowalając się prostymi rozwiązaniami. Wskazuje między innymi na paradoks działań ludzi, którzy skutecznie niszczą inne gatunki, a gdy w dziele zniszczenia osiągną znaczne rezultaty, podejmują kosztowny wysiłek ochrony gatunków zagrożonych, przywołując tym samym tezę studiów posthumanistycznych o nieefektywnym, powtarzającym błąd antropocentryzmu charakterze działań związanych z ochroną środowiska: „Jesteśmy gatunkiem, który niszczy wszystkie inne, a potem zajmuje się ich ochroną. Tygrysy są zagrożone — jest konto na tygrysy” (tamże; zob. także Bakke 2015: 48). Pisząc o zmianach własnego światopoglądu, pisarz wspomina o wyrzutach sumienia, które dopadają go podczas jedzenia befsztyku. W tym miejscu ton felietonu zmienia się na ironiczny i Lem rozważa, czy można jeść rośliny z poczuciem, że nie zadaje się cierpienia:

[…] i nad frytkami trzeba by się zastanowić, zważywszy, że w jednej z podróży Ijona Tichego kazałem kartoflom ożyć. Szpinak nie krzyczy gwałtu, jak go jemy, ale to przecież żywa istota. Owoce jeść można, owoce są po to, żeby zwierzę je zjadło i potem wydaliło ziarenka, z których wyrośnie nowa roślina. To jest w porządku — maliny i wszystkie gruszki możemy jeść spokojnie. Na buraka też bym pozwolił, bo uważam, że narody, które nie znają barszczu — tego zwyczajnego, a nie tego co parzy — to są narody bardzo upośledzone (Lem 1995: 69).

Ironiczny zwrot wydaje się tyleż charakterystycznym, ile koniecznym elementem rozważań pisarza. Nie należy on bowiem do myślicieli-kaznodziejów, podających — w felietonie! — receptę na wyjście z klinczu, w którym znalazł się przeludniony, zdegradowany świat i dążący do samozagłady gatunek ludzki. Nie bez satysfakcji pisarz odsłonił też niekonsekwencję etyczną związaną z ruchami na rzecz obrony zwierząt poprzez dietę: „Pewien sympatyczny niemiecki filozof, który napisał o mnie książkę, jest, jak mi powiedział, wegetarianinem, ale nie całkiem — nie spożywa wyższych zwierząt. Jak przeprowadza granicę? Nie śmiem go zapytać” (tamże, 68).
Temat wegetarianizmu jako wyboru etycznego pojawił się w prozie Lema już w 1946 roku. Wydaje się, że wstrząs wywołany przez bycie świadkiem i ofiarą ludobójstwa przełożył się bezpośrednio na niemożność przyglądania się cierpieniu także nie-ludzkich towarzyszy. W drukowanej w odcinkach powieści Człowiek z Marsa narrator i jednocześnie protagonista McMoor przyjmuje punkt widzenia przybysza z obcej planety, by wskazać na antropocentryczną ślepotę: „Sądzę, że jeżeli pojęcie śmieszności jest Marsjaninowi dostępne, to śmieszny musiałby być dla niego widok człowieka palącego albo pożerającego jakąś padlinę, oblaną trupim sosem i zagotowaną w brudnej wodzie… albo też te futerały ze skóry osła i krowy na nogi” (Lem 2009: 94). Zupa, pieczyste i nowe skórzane buty zamieniają się w tej zniekształconej przez przybysza perspektywie, którą przyjmuje narrator, w padlinę, brudną wodę i futerał, budząc abiektalną odrazę do jedzenia tkanek mięśni zwierząt i obdzierania ich ze skóry.
W pisanej w 1950 roku trylogii Czas nieutracony w zakończeniu trzeciej części powraca postać dyrektora sanatorium dla psychicznie chorych ze Szpitala Przemienienia — Pajączkowskiego. Stefan Trzyniecki odwiedza go w Warszawie, gdzie jedzą wspólnie jajecznicę. Wtedy właśnie Pajączkowski wyznaje, że był przez wiele lat wegetarianinem. Myślał, że żyjąc bez zadawania cierpienia innym i prowadząc sanatorium, będzie mógł poświęcić resztę życia leczeniu pacjentów. Postawa etyczna dyrektora wynikająca z narzuconej sobie diety zostaje skonfrontowana z okresem okupacji, kiedy był świadkiem mordowania pacjentów. Jednocześnie wegetarianizm zostaje w powieści zaprzęgnięty do rozważań na temat powojennych wyborów politycznych. Pajączkowski, wyjaśniając Stefanowi, z jakich powodów zdecydował się — mimo swoich przekonań — współpracować z nowymi władzami, podkreśla: „A wtedy oni powiedzieli, że zaczyna się odbudowa, i o sprawiedliwości społecznej, i o krzywdzie, to co miałem robić, ja, wegetarianin?” (Lem 1957: 637). Urwany, pełen przemilczeń dialog nie prowadzi do konkluzji, jednak wszystko wskazuje na to, że temat wegetarianizmu został tu potraktowany instrumentalnie, by wskazać na decyzje życiowe, które podejmowali protagoniści, gdy nowa władza szukała współpracowników. Pajączkowski, deklarujący się jako wegetarianin, je bowiem podczas rozmowy boczek.
Ten niejasny, ironiczny stosunek pisarza do wegetarianizmu będzie jednak stanowił istotny wątek jego twórczości, także w kontekście porównywania ludzkiego okrucieństwa ze zwierzętami, statusu ontologicznego roślin czy zacierania granic między „naturalnym” a „sztucznym”. Na przykład analizując przyczyny zamachów terrorystycznych, Lem podkreśla:

Nie lubię, gdy nazywa się to zezwierzęceniem. Zwierzęta nie robią takich rzeczy, zwierzęta zachowują się stosunkowo przyzwoicie, oczywiście w granicach sobie właściwych; jakby tygrysy się na miłość bliźniego nawróciły, toby z głodu pozdychały. Nie mam nic przeciwko tygrysom. Pająki budziły we mnie pewne obrzydzenie, ale zmieniłem zdanie, kiedy przeczytałem o nich książkę (Lem 1995: 65).

Lem występuje przeciwko antropomorfizowaniu zwierząt oraz zrzucaniu odpowiedzialności za ludzką agresję na dziedzictwo genetyczne. Nie bez znaczenia jest też felietonowa wskazówka, że w wyzbyciu się fobii związanych ze zwierzętami pomocna jest rzetelna wiedza.

EKOLOGIA

Zainteresowanie naukami biologicznymi i ścisłymi zaowocowało w przypadku twórczości autora Solaris lękiem przed nadmiernym wzrostem liczby ludności, ale też świadomością wielorakich konsekwencji tego faktu. Na przykład W pracowni rusznikarza Lem przedstawił klęskę ekologiczną, do jakiej doprowadziła nadmierna eksploatacja biosfery, uniemożliwiająca regenerację i powrót do stanu poprzedniego. Pisarz podkreślał, że rozwój technologiczny stwarza ogromne pole dla działalności kapitału, który zachłannie i bez opamiętania czerpie zyski z niszczenia środowiska, niezbędnego do życia nie tylko ludzi. Ekolodzy są skazani na porażkę, ponieważ nie mają środków, by przeciwstawić się korporacjom, które wynajmują ekspertów zaświadczających o słuszności ich działań (zob. Lem 1995: 103). Nie sposób nie czytać tych fragmentów, nie myśląc o ofiarach związanych z uchodźctwem ekologicznym (Termiński 2012) czy skutkach handlu kwotami emisji gazów cieplarnianych (zob. Isla, Kto płaci za protokół z Kioto?).
Protagoniści prozy Lema także nie mają złudzeń co do ludzkiej ekspansji. W Głosie Pana jeden z bohaterów mówi: „Gdybyśmy wiedzieli, że z jakichś powodów sygnalizacja z Kosmosem koniecznie wymaga zagłady ziemskich mrówek, na pewno uznalibyśmy, że ‘warto’ poświęcić mrówki. Otóż my, na naszym szczeblu rozwoju, możemy być dla kogoś mrówkami” (Lem 2002: 190). Konwencja science fiction pozwala obnażyć szowinizm gatunkowy, który staje się czytelny dopiero wtedy, gdy obraca się — dzięki domniemanym mieszkańcom kosmosu — przeciwko ludziom.
Na podstawie publikowanych przez Lema w ostatnich latach życia felietonach można postawić tezę, że zgodziłby się on z badaczami, którzy twierdzą, iż działalność człowieka zmienia strukturę planety w tak dojmujący sposób, że można ją nazwać antropocenem (zob. Bakke 2015: 47–51). Dotyczy to ocieplenia klimatu, klęsk żywiołowych, jak i ingerencji w rozmieszczenie poszczególnych gatunków. W felietonie z 2001 roku Globalna globalizacja pisarz podkreślał, że w kontekście rozważań o globalizacji zbyt rzadko rozważa się konsekwencje związane z inwazją obcych gatunków, które niszczą ekosystemy w sposób tyleż niewidoczny, co systematyczny:

Globalizacja skutkuje wędrówkami roślin i zwierząt, wskutek czego uchodzą one z krajów, w których stanowią normalną część flory i fauny, i dostając się tam, gdzie nigdy ich nie było — okazują się nowymi odmianami niszczącej zarazy. […] Światowy Związek Zachowania Przyrody w Szwajcarii twierdzi, że ekspansja obcych gatunków może rychło urosnąć do jednego z większych zagrożeń równowagi w przyrodzie, uszkadzając tak zwane żywieniowe łańcuchy. Naukowcy stojący na czele tej organizacji utrzymują, że należy walczyć z inwazjami obcych nie z jakiegoś Marsa, ale z naszej własnej planety (Lem 2003: 124).

Publikowane pod koniec życia felietony mają właśnie taki, alarmistyczny ton, stanowią przy tym sprawozdanie z lektur z zagranicznych pism naukowych, których Lem był namiętnym czytelnikiem przez całe życie. Inną wersję przyszłości świata odnaleźć można w pisanej przez niego przed stanem wojennym i emigracją Prognozie rozwoju biologii do roku 2040, w której konsekwentnie starał się zachować narzucony sobie optymistyczny nastrój: „Wydaje mi się niezrozumiałe, czemu futurologowie — zwłaszcza orientacji ekologicznej — pomijają możliwości nowej biologii, kiedy zapowiadają w swych prognozach koniec świata wywołany zapaścią biosfery” (Lem 2000: 17). W dalszej części wyjaśnia jednak, że problemem nie jest rozwój nauki, który mógłby efektywnie, w skali globalnej, wpłynąć na stan biosfery za pomocą biotechnologicznych wynalazków, ale polityczny układ światowy, skupiony na doraźnych profitach państw narodowych i osiąganiu przewagi militarnej:

Elementy sztucznej biocenozy muszą być wprowadzone w biosferę na skalę ponadpaństwową. Nie znaczy to, że tak skierowanym działaniem musi być objęta cała powierzchnia planety, lecz prowadzić zarazem wyścig zbrojeń biologicznych i brać się do leczenia biosfery to tyle, co zarazem gasić pożar i dolewać oliwy do ognia (tamże).

Kpiąc z katastroficznych wizji na temat „nowego człowieka”, wynikających z lęków przed technologiami naukowymi, Lem nie ignoruje historycznych i politycznych uwarunkowań, w których owa nauka się rozwija. Zbyt dobrze znał siłę burzenia fundamentów życia społecznego w czasie okupacji sowieckiej, niemieckiej i w czasach stalinizmu, by ignorować ten aspekt przyszłości.

***

Zarysowana powyżej próba przyjrzenia się posthumanistycznym implikacjom twórczości Stanisława Lema ani nie jest pierwszym opracowaniem, mającym umiejscowić jego pisarstwo w tym nurcie filozoficznym, ani nie wyczerpuje tego zagadnienia, które wymaga po prostu rozbudowanej monografii. (Trudno za taką monografię uznać książkę Pawła Majewskiego, Między zwierzęciem a maszyną: utopia technologiczna Stanisława Lema, Wrocław 2007, z uwagi na ironiczny stosunek autora do badań posthumanistycznych.) Zarówno rozpiętość dorobku autora Niezwyciężonego, jak i przemiany zachodzące w jego poglądach w kolejnych dziesięcioleciach wymagają pogłębionych studiów literackich, uwzględniających współczesne Lemowi odkrycia naukowe, opracowania, na podstawie których konstruował on swoje tezy oraz jego kontakty z uczonymi po obu stronach żelaznej kurtyny. Osobne rozdziały w tej monografii można by poświęcić korespondencji pisarza, w swoich listach wielokrotnie relacjonował bowiem spostrzeżenia dotyczące relacji z rozlicznymi zwierzętami pojawiającymi się w jego willi. Nie można też pominąć roli żony pisarza, Barbary Lem, która należała do Towarzystwa Ochrony Zwierząt. Kolejne rozdziały należałoby poświęcić artystom związanym ze sztuka bio-robotyczną, gdyż wielokrotnie przyznają się oni do inspiracji prozą Lema. Jedno z trudniejszych zadań polegałoby na konfrontowaniu neologizmów Lema ze współczesnymi terminami naukowymi. Być może po tak szeroko zakrojonych badaniach moglibyśmy zobaczyć w pełni, co w jego twórczości współbrzmi z ustaleniami posthumanizmu, a co go od tego nurtu odróżnia.


LITERATURA

M. Bakke, Bio-transfiguracje. Sztuka i estetyka posthumanizmu, Poznań 2015.
M. Bakke, Florofilia jest legalna! O międzygatunkowych sympatiach, „Czas Kultury” 2008, nr 5.
M. Bakke, Studia nad zwierzętami: od aktywizmu do akademii i z powrotem?, „Teksty Drugie” 2011, nr 3.
O. Cielemęcka, Angelus Novus spogląda w przyszłość. O antyhumanizmie, który przezwycięża nicość, „Teksty Drugie” 2013, nr 1–2.
A. Isla, Kto płaci za protokół z Kioto? Sprzedawanie seksu i tlenu w Kostaryce, przeł. I. Desperak, http://www.ekologiasztuka.pl/pdf/f0115_isla.pdf.
S. Lem, Czas nieutracony, Kraków 1957.
S. Lem, Człowiek z Marsa. Opowiadania młodzieńcze. Wiersze, Warszawa 2009.
S. Lem, Czy wolno jeść szpinak?, w: tegoż, Lube czasy, ułożył T. Fiałkowski, Kraków 1995.
S. Lem, Geny opatentowane, w: tegoż, Dziury w całym, ułożył T. Fiałkowski, Kraków 1997.
S. Lem, Globalna globalizacja, w: tegoż, Dylematy, posłowie Jerzy Jarzębski, Kraków 2003.
S. Lem, Głos Pana, posł. J. Jarzębski, Kraków 2002.
S. Lem, List z 7 maja 1977, w: tegoż, Sława i fortuna. Listy do Michaela Kandla 1972–1987, Kraków 2013.
S. Lem, Lube czasy, w: tegoż, Lube czasy…
S. Lem, Pod kuratelą podkoszulka, w: tegoż, Dylematy…
S. Lem, Priony, w: tegoż, Dylematy…
S. Lem, Prognoza rozwoju biologii do roku 2040 (w maju 1981 roku ogłoszona), Kraków 2000.
S. Lem, Skąd błąd?, w: tegoż, Dylematy…
S. Lem, Trafione prognozy, w: tegoż, Dylematy…
S. Lem, W pracowni rusznikarza, w: tegoż, Lube czasy…
P. Majewski, Między zwierzęciem a maszyną: utopia technologiczna Stanisława Lema, Wrocław 2007.
B. Termiński, Przesiedlenia inwestycyjne. Nowa kategoria migracji przymusowych, Warszawa 2012.
V. Vesna, Laboratoria naukowe jako pracownie artystów, w: W stronę trzeciej kultury. Koegzystencje sztuki, nauki i technologii, red. R.W. Kluszczyński, przeł. M. Grabarczyk, K. Koriat, Gdańsk 2016.
N. Wiener, Cybernetyka a społeczeństwo, przeł. O. Wojtasiewicz, Warszawa 1961.


STANISLAW LEM AND POSTHUMANIST THOUGHT
In the article I suggest looking at a few paradoxes analyzed by Lem which are connected with human activity focused on destruction and inflicting suffering on other, non-human companions as well as at journalistic articles on the development of technology. It was also Lem’s column articles in which he often used some examples from the evolutionary biology that contributed to my reflections and conclusions. Lem’s interest in the studies on life and the development of biotechnology resulted in numerous alarming articles expressing surprise that so few people take interest in experiments conducted behind the closed doors of laboratories.


AGNIESZKA GAJEWSKA — pracuje w Instytucie Filologii Polskiej UAM w Poznaniu, literaturoznawczyni, autorka książek Zagłada i gwiazdy. Przeszłość w prozie Stanisława Lema (2016) oraz Hasło: feminizm (2008). Redaktorka naukowa antologii przekładów Teorie wywrotowe. Przez jedną kadencję kierowała podyplomowymi gender studies na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, jest sekretarzem naukowym Interdyscyplinarnego Centrum Badań Płci Kulturowej i Tożsamości UAM.

Dodaj komentarz