Urszula Honek | „Zwierzęta nocy” (reż. T. Ford)

Nowy film Toma Forda – „Zwierzęta nocy” – otwiera zapadająca w pamięć scena: chorobliwie otyłe kobiety tańczą w skąpej, erotycznej bieliźnie; zdeformowane ciała, obwisła skóra falują w zwolnionym tempie. Zmysłowość, uwodzicielski wdzięk zamienia się w tej sekwencji w upiorny, przeniesiony z marzeń sennych obraz. Trudno bowiem w zdeformowanych sylwetkach dostrzec ludzkie rysy. Ford inscenizuje diaboliczny spektakl. Znamienne, że na ową scenę decyduje się reżyser, dla którego ciało jest narzędziem pracy – wszak Tom Ford to ceniony projektant mody. Już we wstępie autor „Samotnego mężczyzny” (2009) daje wyraźny sygnał, że interesować będzie go to, co pod cielesną powłoką. Szczególnie kiedy uległa ona emocjonalnemu okaleczeniu.

W swoim debiucie Ford sięgnął po „A Single Man” – powieść angielskiego pisarza i dramaturga, Christophera Isherwooda. Tym razem również skierował się w stronę literatury, a na warsztat wziął „Susan i Tony” Austina Wrighta. W najnowszym obrazie reżysera odnajdziemy wszystko, co najlepsze w jego stylu: długie ujęcia, intensywne kolory, wyestetyzowane kadry, dbałość o szczegóły, a także określone typy bohaterów. Świat Forda zawsze jawił się jako posh, z jednej strony pełen przepychu, nieco barokowy, z drugiej zaś zbyt piękny, aby mógł być prawdziwy. Sztuczność owego świata miała w zasadzie jeden cel: uwydatnić samotność bohatera, wskazać, że ten swoisty estetyczny eskapizm nigdy nie chroni przed realnym bólem. W debiucie Ford wszystko postrzegał oczami melancholika, eksponował i uwydatniał detale, przeszłości nadawał kluczowe znaczenie. Stworzył portret bohatera osamotnionego, który nie jest w stanie żyć bez cienia tego, co minione, i który nieustannie drąży i rozdrapuje to, czego nie jest w stanie przywrócić. W „Zwierzętach nocy” czyni podobnie, ale jednocześnie staje się bardziej precyzyjny, mroczniejszy, a jego filmowa opowieść pełna jest nie tylko ducha, ale też mięsa. W ciele zaczyna krążyć krew.

Zwierzęta nocy rozgrywają się na dwóch płaszczyznach: znanej już z debiutu  przeestetyzowanej formy oraz – co zaskakujące – historii w konwencji thrillera i filmu kryminalnego. Podobnie jak w pierwowzorze literackim przedstawione są tu losy związku Susan Morrow (Amy Adams) i Edwarda Sheffielda (Jake Gyllenhaal). Z krótkich retrospekcji wiadomo, że para rozstała się, ponieważ Edward – jako początkujący pisarz – nie spełnił materialnych oczekiwań Susan. Kobieta wyszła ponownie za mąż za bogatego i przedsiębiorczego partnera, jest cenioną kuratorką sztuki, ma córkę. Żyje w luksusowym świecie, otoczona drogimi przedmiotami, zawsze jest nienagannie ubrana i umalowana. Jednocześnie jej życie wydaje się puste, zamrożone, pełne atrap. Ford często portretuje bohaterkę w domu, w słabym oświetleniu, niekiedy w pracy w sterylnej, rażąco jasnej przestrzeni, wśród ludzi, z którymi nie może nawiązać emocjonalnej więzi. Kobieta wydaje się wyjałowiona z uczuć, jej życie małżeńskie okazało się porażką. Niespodziewanie do głosu dochodzą dawne uczucia. Po kilkunastu latach od rozstania kobieta dostaje od byłego męża maszynopis nowej powieści, która została jej zadedykowana. Reżyser, rozdział po rozdziale, odtwarza powieść Edwarda Sheffielda. Książka okazuje się misternie skonstruowaną historią pełną przemocy i drastycznych wątków. Ford po mistrzowsku rozgrywa owe sekwencje, są realistyczne, pełne napięcia charakterystycznego dla thrillera. Udowadnia tym samym, że również w kinie gatunkowym potrafi swobodnie się poruszać. Wykorzystuje klasyczny wątek winy i kary, typowych bohaterów, jak na przykład szeryfa, który niebawem wybiera się na emeryturę i musi rozwiązać ostatnią sprawę (Michael Shannon). Kino gatunkowe jest tu jednak tylko pretekstem do opowiedzenia osobistej, bolesnej historii. Powieść Edwarda i życie Susan są ze sobą nieustannie konfrontowane. Sheffield, choć nigdy nie zobaczymy go w czasie teraźniejszym, przemawia do Susan coraz wyraźniej i głośniej.

Brutalna historia jest projekcją wewnętrznego stanu autora, który ją stworzył. Bo Forda już od pierwszego filmu interesuje przede wszystkim uwikłanie człowieka w relacje z drugim, poszukiwanie miłości i niemożność jej zrealizowania lub zaprzepaszczenie. Drastyczne sceny są symbolicznie wymierzone przeciw tej, którą się kochało najbardziej – Susan. Nie bez powodu żona z kart powieści jest fizycznie podobna do Susan, a głównego bohatera literackiego – Hastingsa – gra Jack Gyllenhaal. Trudno chyba o bardziej osobiste wyznanie, to gest, który od razu pozwala połączyć autora z bohaterem powieści. Shieffeld pastwi się nad Hastingsem, jest dla niego bezlitosny, wystawia go na okrutne doświadczenia, każe mu żyć ze świadomością, że świat nagle się rozsypał, stał się pusty i martwy. Wyludnione teksańskie szosy, na których rozegrały się koszmarne zdarzenia, są odtąd jego jedyną możliwą drogą: może je przemierzać ze świadomością, że nikt i nic na niego nie czeka. Zarazem poddawanie bohatera psychicznym torturom jest w rzeczywistości znęcaniem się nad jedyną sprawczynią: Susan. Brutalne obrazy są zasłoną, za którą znajduje się stosunkowo prosty komunikat: to wszystko dla ciebie i przez ciebie. Ból natomiast jest tak wielki, że niemożliwy do wypowiedzenia – należy zasłonić się obrazem, pokazać fizyczność owego bólu, krew, okaleczone ciało. Należy pokazać, jak precyzyjnie i sadystycznie zabija się tego, którego miłość została odrzucona. Dlatego też strach, który odczuwa Susan, nie jest jedynie strachem przed zemstą Edwarda. Ford sięga głębiej, tutaj porzuca konwencję thrillera. Susan raczej uświadamia sobie, że jest jedyną przyczyną owej mrocznej fabuły. Jeżeli autor książki mści się na dawnej ukochanej, to tylko w jeden sposób: przypisuje jej rolę oprawcy, każe jej patrzeć, w jaki sposób zniszczyła kogoś, kto obdarzył ją bezwarunkową miłością. Książka Edwarda ożywia również pamięć Susan: do kobiety dociera, że dawny ukochany był dla niej kimś ważnym. Przegląda się we własnych wspomnieniach, w lustrze, które odbija niezrealizowane możliwości. W „Closer” Mike’a Nicholsa jedna z postaci mówi: „kochałabym cię do końca życia”. To samo mógłby powiedzieć Edward Shieffeld. I to właśnie czyni – w podobny sposób, jak główny bohater w debiutanckim filmie Forda: jednym gestem. Susan natomiast pozostaje czekać na kogoś, kto nigdy się już nie pojawi. Jeżeli przyjąć, że winę dopełnia kara, to w tym przypadku tak się właśnie dzieje.


„Zwierzęta nocy”. Reż. Tom Ford. USA 2016.

Dodaj komentarz