Wojciech Wiśniewski | Śniadaniowa historia (Früstück, „Story”)

Są opowieści, których zakończenia wyczekujemy. Są też takie, które na trwałe odciskają się w  pamięci. Najnowszego albumu wrocławskiej grupy nie da się tak łatwo zaklasyfikować. Nie dotyczy go żaden z  tych przypadków. Z  całą pewnością nie jest to nieudana próba zainteresowania słuchaczy. Nie jest to również nagranie mogące pretendować do statusu muzycznej „Dobrej Nowiny”, nie wiadomo nawet czy dobrze się kończy. Czym więc „Story” właściwie jest?

Sporo czasu minęło od wydania debiutanckiego albumu grupy, „Muza” ukazała się w  2000 roku, a  12 lat później – „Quiet”. W  „Story” o  niezbyt grube (jeśli porównać je z  tymi obecnymi na niektórych poprzednich dokonaniach fonograficznych zespołu) ściany dźwięku odbijają się słowa tytułowej opowieści.

„Elevator” to zdecydowany początek, choć nie brak w  nim światłocienia – bardzo interesująca środkowa część kontrastuje tu z  toporną resztą, wyciosaną chropowatymi akordami.

„Rage” zaś okazuje się dobrze wyważonym kawałkiem mięsistego rocka. Nie dziwi fakt, że w  2013 roku muzycy zdecydowali się wydać utwór na singlu.

„Untouchable” – to zdecydowanie mój faworyt na tej płycie. Numer o  wyjątkowej kobiecie (bo według padającej tu dość patetycznej deklaracji ona „jest prawdą, która uwalnia”), pełen przestrzeni wypełnionej pogłosami gitarowego brzmienia i  pulsującym werblem. Nadawałby się co najmniej na stronę B wspomnianego singla.

We współpracy z  Danielem Stańczakiem i  Jackiem Miłaszewskim powstał utwór „Grace”, kończący album. Przykuwa on uwagę zmasowanymi brudnymi gitarami, specyficznym „momentem ukojenia” i  wybuchającym raz po raz charakterystycznym refrenem.

„Passing away”, „Fear Not” czy „Set Me Up” są tylko kolejnymi elementami układanki. Pośród jedenastu utworów na płycie przewijają się powracające motywy, których odnajdywanie sprawia dużą przyjemność. Pojawiają się i  znikają, przeplatają się i  tworzą wariacje, raz są bardziej wyraźne – później znów bledną, żeby po raz kolejny ukazać się, zaznaczając swoją obecność jeszcze mocniej.

Być może niektórym cała ta historia wyda się odrobinę monotonna, a  nawet naciągana. Mnie natomiast niezbyt wielki repertuar środków, pomysłów i  brzmień tym razem nie przeszkadza. Jeśli jest coś, co naprawdę cenię w  tym albumie, to właśnie tę pewnego rodzaju oszczędność, sprawia ona bowiem, że jest płyta jest spójna i  zrealizowana z  konsekwencj¹. Udana, bo oparta na ciekawym i  smacznie podanym temacie, a  o  to przecież w  śniadaniowych opowieściach chodzi.

Früstück: „Story”. Luna Music 2014.


 

Dodaj komentarz