Zalán Serestély | wiersze | przeł. Anna Butrym

apatheia

kiedy babcia ze strony mamy
w domu starców w Gyergyó
w spokoju czy bezgłośnie
wśród grymasów
zapominała
imion wszystkich
wnuków i dzieci
o nas dopytywała się tylko
a chłopczyk jak? a dziewczynka?
— początkowo zawsze
robiła pauzę między nami dwojgiem
żeby i moja mama poczuła
że to tylko język zapomina.
potem
kiedy już i płcie
nie wiązały
pamięci
wyłamującej się z historii
tylko o młodsze
i o starsze wypytywała
mamę czasem
z tą obcością
którą bukareszteńskie lata służebne
rodziny babci naniosły na jej słowa.
kiedy mama
przyniosła wieść o śmierci
skończyłem jeszcze
mecz w tenisa nożnego
potem
z poczucia winy jak sądzę
zapytałem
czy miałaby ochotę
na trochę Beatlesów.
teraz
kiedy wstyd
który czulibyśmy względem
jej niewymownie cielesnej śmierci
znów odkreśla
znamiona jej twarzy
lubię myśleć
że dla kogoś
w wyniku cudu
którym jest sclerosis multiplex
mogłem być więcej
niż tylko imieniem
tym niechcianym dziedzictwem.
wtedy zimą
była już niemal całkiem łysa
ona
moja babcia
i kiedy po miesiącach
odwiedziliśmy jej samotnię
baliśmy się pocałować ją w policzek
a ona raczej
pytała o banany
czy jej przynieśliśmy

 

prześwitywania

nawet jeśli przychodzisz
cofasz się
jakby zacieniony
obszar twojego ciała
pierwszy raz znalazł
ciebie
intymny i obtarty
jeszcze przez krok
niesiesz
jak dzicy
woń prażonego
mięsa
twój głos to schnięcie
na ścieniałych latach
tylko to
prześwituje
tylko głos
mięso
przymus
rosyjskobłękitny
Ararat
w ciemności tyle światła
załamania
i ubywania
czasy
a w czasach
w nich
— chociaż
i to nie jest relacja
tylko błądzenie
powiązanie
ty —
góra
której ubywa
— woda
i w której
— ciemność
w rozluźnionej głębinie
jezioro łyka samowodę
wcześniej
tylko pragnienie
potem już
głód
i krtań
ciągle
śmiertelność —
paznokcie
skóra na pięcie
skorupa
i co jeszcze pogrąża się w spojrzeniu —
oko
pęknięcie wynosisz
na ląd —
pragnienie
głód
swoją chłodną nicość

 

soki w żadnym razie

jeśli grałbym w szachy nie dobrze
a przynajmniej znośnie
opisałbym teraz pusztę
za pomocą kombinacji cyfr i liter
dajmy na to D3 — mogłoby oznaczać
paloną trawę
trawy o całkiem innej
teksturze niż powiedzmy
F4 czy G6
trawy płonące obficie łykowatym dymem
i stałby w nich aż po pierś koń
spragniony i od początku czarny
żeby nigdy nie mógł nosić żałoby
ten który zapragnął białej królowej
jego sierści niech nie chwyta się sadza
i niech tak stanie w płomieniach
żeby nikt nie widział jeśli płonie
i niech tak się spopieli
by w tym popiele pozostał
koniem
na D4 niech zawsze będzie wtorek
mat i a priori
ani część ciała ani współczucie
bóg ani śluz
śluz nie on nie on nie
soki w żadnym razie
wyśliznęłaby się po nich intorsja
a soczewka zarwałaby się do widoku
niech paspartu będzie ziarniste
okruchowe
niemal
cmentarzysko bękartów
i jeszcze jakichś
osłoniętych kobiet
jak tyle brzegów
które stopa bierze za papier
ale nigdy za pismo —
to co przebyć można
piany ciągle popychają
przed cieknące znaki
piany suche jak szkielet
we wtorek niech nie zbiera się
ślina spragnionemu
we wtorek niech będzie tylko wtorek
samowola i schnięcie
we wtorek niech będzie D4
niech zrobi konia w konia
żeby nigdy nie potykała
mu nóg żądza
niech wiąże go tylko
z czego wzięty był
samo przeznaczenie
we wtorek przeczesz jeszcze
po raz ostatni moje ciało
jeśli znajdziesz kroplę wody
będzie już środa
w środę bądź śnieżnobiała
jak dawne ostrza w świetle
i tak samo nieostra


 

ZALÁN SERESTÉLY — ur. w 1988 r., poeta i pisarz. Obecnie przygotowuje rozprawę doktorską na Uniwersytecie w Cluj, poświęconą Jorge Luisowi Borgesowi. Jego debiut poetycki Feltételes átkelés został wydany przez Erdélyi Híradó i Stowarzyszenie Młodych Pisarzy w 2014 roku.

Dodaj komentarz