Zofia Diamant | Świat w roli świata (Marcin Ryczek „The Moment”)

Marcin Ryczek należy do pokolenia młodych fotografów, którzy wydają się coraz bardziej znudzeni spektakularnością opartą na najnowszych technologiach manipulacji i wyrafinowanych efektach wizualnych. Nie jest przy tym jedynie zafascynowany procesem utrwalania rzeczywistości sauté – to świadomy obserwator, który wie, że na dobre zdjęcie trzeba umieć poczekać – tak jak czeka się na „odpowiednie światło” i wypracowuje pożądaną kompozycję w malarstwie.

Marcin Ryczek wyznaje zasadę, w myśl której, aby zrobić dobre zdjęcie, trzeba wyczuć daną scenę, wyobrazić sobie, jak mogłaby wyglądać na konkretnym ujęciu. Potem wystarczy nacisnąć spust migawki – ten jeden moment to decyzja poprzedzona oczekiwaniem wymagającym niezwykłej cierpliwości. Pod tym względem Ryczka można uznać za bardzo sprawnego reżysera, który wie, kiedy zrobić ostateczny ruch. Jest on zatem doskonałym dokumentalistą; od totalnej przypadkowości woli jednak przewidywalne scenariusze – takie, które w wyniku wyjątkowego splotu okoliczności doprowadzają do wyczekiwanych układów kompozycyjnych i symbolicznych. To także niezwykle wrażliwy artysta, zdolny uchwycić to, co piękne, bez uciekania się do fotograficznych sztuczek. Jego zdjęcia mają dzięki temu dużą wartość estetyczną – przyjemnie jest na nie popatrzeć, a jednocześnie niosą ze sobą cały wachlarz możliwości interpretacyjnych. Ryczek ze swoim doskonałym warsztatem daleki jest od afirmacji dosłowności świata – co czyni wielu młodych fotografów uciekających się do bardziej spontanicznych kreacji (mam tu na myśli artystów z kręgu środowiska wrocławskiego, ale także tych prezentowanych chociażby na niedawnym Salonie Nowej Fotografii w Galerii Raster).

Ryczek skupia się na ciekawych geometrycznych zestawieniach, grze z formą. Jego zdjęcia są formalnie minimalistyczne, a przy tym nasycone symboliką i odniesieniami do różnorodnych kodów wizualnych. Sam artysta twierdzi, że człowiek jest w jego fotografii najważniejszy – i rzeczywiście, choć pojawia się jakby przypadkowo, to jest najistotniejszym elementem kompozycji. Niewątpliwie ogromną rolę odgrywa w jego twórczości również sam widz – ostateczna instancja, dzięki której fotografie Ryczka są tak rozpowszechnione w sieci.

Intrygujące w swojej prostocie fotografie autorstwa Ryczka zostały zaprezentowane w czerwcu 2016 roku w galerii Limited Edition, z którą artysta współpracuje. Tytuł wystawy, którą można oglądać na stronie internetowej, to „The Moment” – słowo-wytrych kilkuletniej twórczości fotografa. Niecodzienne rozwiązanie polegające na rezygnacji z białej ściany galerii na rzecz wirtualnej przestrzeni internetu ma swoje uzasadnienie nie tylko w chęci dotarcia do szerokiego grona odbiorców i spełnienia mitycznego przesłania o demokratyzacji sztuki, ale również w historii zdjęcia, które otwiera prezentację. Chodzi o fotografię „Człowiek karmiący łabędzie”, której obecność w licznych mediach społecznościowych zapewniła Ryczkowi możliwość rozwoju artystycznego, a także ogromną rozpoznawalność. Fotografia wykonana w 2013 roku z Mostu Grunwaldzkiego w Krakowie (to rodzinne miasto artysty), jest kompozycją opartą na równowadze dwóch przeciwstawnych sił. Po lewej stronie ukazuje miniaturową postać na białym, śnieżnym tle, po prawej zaś – zmąconą powierzchnię wody z łabędziami i kaczkami podpływającymi do karmiącego je człowieka.

Na podobnej zasadzie zbudowanych jest większość kompozycji Ryczka: na geometrycznym tle przedstawiony jest człowiek czy też zwierzę, a całość uchwycona jest tak, by budzić bliższe i dalsze skojarzenia z ulotnością życia. Fotografowi zależy na utrwalaniu na kliszy tego, co pozornie nudne i nieciekawe – a następnie wydobywaniu z tych sytuacji piękna. Jest to piękno dnia codziennego, piękno zwyczajności, która okazuje się pełna znaczeń i odniesień. Zdjęcia Ryczka powiązać można z poetyką „decydującego momentu” Henriego Cartier-Bressona. Ryczek jest jak poeta wyłuskujący ze świata jego esencję. Na jego zdjęciach panuje zawsze doskonałość chwili, taka, o jakiej w jednym z wierszy pisała Wisława Szymborska. 1

Jego fotografie trudno na pierwszy rzut oka uznać za malarskie – zwłaszcza że są to w większości czarno-białe, dość surowe kadry ukazujące sytuacje, których świadkami może być każdy z nas. Jeśli już kojarzą się z obrazami, to wyłącznie z opartymi na chłodnej kalkulacji, gdzie postać ludzka zdaje się odgrywać rolę sztafażu w niezmierzonej przestrzeni architektury czy zjawisk przyrody. Oglądając fotografie Ryczka, z jednej strony przepełnione melancholią, a jednocześnie pełne matematycznego dystansu do uchwyconych sytuacji, trudno uciec od skojarzeń z twórczością Edwarda Hoppera czy Gerharda Richtera. Malarskość należy bowiem w przypadku tych zdjęć definiować nie w kontekście barw czy przejść tonalnych, ale jako przemyślane zestawianie kontrastów, zmiękczanie niektórych elementów kompozycji, wydobywanie akcentów.

Zuzanna Krajewska pisze w tekście towarzyszącym wystawie, że dążenie Ryczka do osiągania jak najdoskonalszych efektów formalnych oraz ukazywania piękna pozwala ulokować młodego twórcę wśród takich artystów polskiej fotografii jak Zbigniew Dłubak, Bogdan Łopieński i Tadeusz Rolke. Powrót do klasyki, a jednocześnie inspiracja estetyką konstruktywistyczną świadczą o ogromnej świadomości artystycznej krakowskiego fotografa, który każde swoje dzieło traktuje bardzo osobiście i wyjątkowo, czyniąc z niego osobną opowieść –bardzo subtelną, nienarzucającą się, wymagającą od patrzącego chwili na refleksję, stanowiącą kontrę wobec krzykliwych obrazów, jakie otaczają nas na co dzień. Podczas gdy te ostatnie w przyjmują postać reklam i zdjęć prasowych, oczekując naszej reakcji, wzbudzając pożądanie, odrazę czy niechęć. Czarno-białe kompozycje Ryczka mówią do nas szeptem.

Interesujący jest fakt, że w epoce kultury obrazkowej taki rodzaj zdjęć mimo wszystko prezentowany jest w medium, które Marshall McLuhan określiłby jako gorące – w galerii internetowej. Z jednej strony, nie jest zaskoczeniem poszukiwanie innowacyjnych form prezentacji i dotarcia do odbiorcy, z drugiej jednak należy zadać sobie pytanie, czy taki zabieg ma dzisiaj jakikolwiek sens. Wydaje się, że największą wartością wystawy „The Moment” jest jej tło merytoryczne, które dostarcza widzowi informacji potrzebnych do zrozumienia intencji artysty i pozwala wejść na głębszy, metaforyczny poziom jego fotografii. Sposób oglądania wystawy wirtualnej wymusza ponadto skupienie uwagi na konkretnym, widocznym w danym momencie zdjęciu oraz samodzielne konstruowanie powiązań pomiędzy następującymi po sobie obrazami. Zwiedzanie zaczynamy od najbardziej znanej fotografii – wspomnianego wyżej „Człowieka karmiącego łabędzie”; następnie przechodzimy przez serię geometrycznie skomponowanych, czarno-białych zdjęć: „Hiroshima – Feniks powstający z popiołów” ukazuje białego żurawia stojącego na tle wyłaniającego się z oddali miasta; w „Wyzwoleniu” ponownie pojawia się motyw wolności i jej symbol, gołąb przelatujący ponad drucianym ogrodzeniem. Na fotografiach „Sekretne Okno” i „Horyzonty”, które podziwiać możemy w kolejnym ciągu prezentacji, widoczny jest lubiany przez Ryczka motyw ptaka rozkładającego skrzydła do lotu. „Ścieżka życia”, „Gra w szachy”, „Myśli” i „Przestrzeń” łączą się ze sobą poprzez usytuowanie postaci ludzkiej w niezwykle minimalistycznej, wręcz ascetycznej przestrzeni. Na sam koniec, niejako na deser, pozostawione zostały fotografie barwne, takie jak „Zjednoczone stany Indii” czy „Poza stadem”. Podczas kolejnych etapów oglądania wystawy – bo ten proces w świecie wirtualnym rozłożony jest w czasie bardziej niż w przestrzeni – koncepcyjne i kompozycyjne powiązania pomiędzy poszczególnymi pracami narzucają się same jako konsekwencja określonego ułożenia zdjęć w ramach całości. Warto jednak również spróbować dostrzec relacje pomiędzy fotografiami zaprezentowanymi z dala od siebie – tak jak ma to miejsce podczas ekspozycji w realnej przestrzeni galeryjnej. Mimo że całościowa percepcja w namacalnej przestrzeni wystawienniczej wydaje się zabiegiem prostszym niż w obrębie wystawy wirtualnej, to jednak taki eksperyment wzrokowy i myślowy może okazać się wciągający i otwierać nowe ścieżki interpretacyjne. Analiza formy i treści zdjęć przebiega wszak w obydwu przypadkach w ten sam sposób. Dzięki wystawie na stronie Limited Edition, zrealizowanej w sposób przemyślany i spełniający zarówno standardy projektowania witryn internetowych jak i ekspozycji, możemy podziwiać fotografie Ryczka zaopatrzone w estetyczną oprawę i w interesujący komentarz samego autora – bez potrzeby wychodzenia z domu lub wyszukiwania ich w wyszukiwarce.


„The Moment” – wystawa fotografii Marcina Ryczka w Limited Edition

Wystawę można zwiedzać w internecie na stronie: www.limitededition.pl do 15 października 2016.


[1]
„Jest dziewiąta trzydzieści czasu lokalnego.
Wszystko na swoim miejscu i w układnej zgodzie.
W dolince potok mały jako potok mały.
Ścieżka w postaci ścieżki od zawsze do zawsze.
Las pod pozorem lasu na wieki wieków i amen.
a w górze ptaki w locie w roli ptaków w locie.

Jak okiem sięgnąć, panuje tu chwila.
Jedna z tych ziemskich chwil proszonych, by trwały”

Szymborska: Chwila. W tejże: Chwila. Kraków 2002.

Dodaj komentarz