Zostaje jeszcze teatr

Kiedy przygotowujemy ten numer „Opcji”, w mediach — niespełna miesiąc po zakończeniu Ogólnopolskiego Festiwalu Sztuki Reżyserskiej „Interpretacje” — pojawia się informacja o zmianie formuły festiwalu, który odtąd ma odbywać się co dwa lata. Na razie nic nie wiadomo o założeniach programowych „Interpretacji” ani kto będzie „rozgrywającym”. Z całą pewnością zakończenie współpracy z dotychczasową dyrektorką artystyczną Katarzyną Janowską dla wielu osób było zaskoczeniem, zwłaszcza że kierowane przez nią trzy edycje były różnorodne i interesujące pod względem artystycznym. Oczywiście można się spierać o sens odejścia od pierwotnej idei festiwalu. Koncepcja Jacka Sieradzkiego, pomysłodawcy „Interpretacji”, zakładała zapraszanie do Katowic reżyserów ze stosunkowo małym stażem zawodowym, co dawało pewna wiedzę — wówczas unikatową w skali kraju — na temat młodego teatru. Janowska postawiła na edycje tematyczne, a twórcy, którzy w przeszłości otrzymali nagrodę główną, Laur Konrada, ponownie mogli zaprezentować się w katowickim konkursie.

W sytuacji gdy bez wyraźnego powodu organizator nie przedłuża współpracy z dotychczasową dyrektorką, nietrudno posądzić katowicki magistrat o swoiście rozumiany pragmatyzm. Kiedy Janowska była szefową TVP Kultura, zaproponowano jej tworzenie „Interpretacji” w nowej formule. Odkąd odeszła z telewizji, przestała być atrakcyjnym partnerem dla miasta. Drugim dnem tej sprawy są zapewne pieniądze. Miejskie kalkulatory szybko policzyły, że bardziej opłaca się organizować festiwal co dwa lata, nawet jeśli władze jako wątpliwą rekompensatę obiecały przegląd teatrów amatorskich, organizowany naprzemiennie z „Interpretacjami”. Takie myślenie nie świadczy o poczuciu odpowiedzialności katowickiego ratusza — uspokajanie opinii publicznej mglistymi obietnicami nie usprawni zorganizowania następnej edycji. Dowodzi również, że decydenci nie dostrzegają znaczenia tego flagowego śląskiego festiwalu, którego markę budowano przez lata i dobrze byłoby ją utrzymać zarówno w świadomości mieszkańców regionu, jak i na arenie ogólnopolskiej. Ostatnie posunięcia urzędników tylko utwierdzają w przekonaniu, że nie rozumieją oni specyfiki tego typu wydarzeń kulturalnych, co zresztą od pewnego czasu wydaje się niezmienne. Już podczas kadencji poprzedniego dyrektora artystycznego pojawiały się sygnały świadczące o trudnościach porozumienia z miastem w kwestiach organizacyjnych i finansowych. Mam nadzieję, że XVIII — całkiem udana — edycja „Interpretacji” nie będzie ostatnią odsłoną tego festiwalu.

„Interpretacje” roku 2016 zapiszą się jako wydarzenie szczególne nie tylko z powodów wyżej wymienionych. Po raz pierwszy w historii festiwalu pięcioosobowe jury, w składzie: Roman Dołżański (rosyjski krytyk teatralny i publicysta), Adam Ferency, Agnieszka Glińska, Lech Majewski i Paweł Mykietyn, podjęło jednomyślną decyzję o przyznaniu głównej nagrody przedstawieniu Janusza Opryńskiego Punkt Zero: Łaskawe (Teatr Provisorium z Lublina) na podstawie książki Jonathana Littella Łaskawe. Kontrowersyjną powieść historyczną o oddziałach specjalnych Einsatzgruppen, dokonujących eksterminacji Żydów w czasie drugiej wojny światowej, reżyser wzbogacił o cytaty z książek Wasilija Grossmana Życie i los oraz Wszystko płynie, a także wprowadził fragmenty Orestei Ajschylosa, do której pośrednio odwołuje się tytuł powieści. Z ponadtysiącstronicowej fabuły amerykańskiego autora reżyser wybrał główne wątki i sytuacje, które składają się na biografię Maksa Auego, miłośnika muzyki, literatury i filozofii, który pod wpływem agentów SS — wykorzystujących jego skłonności homoseksualne — przeobraził się w zaangażowanego w niemiecki przemysł zagłady prominentnego oficera III Rzeszy.

Aue po wojnie uniknął kary za popełnione zbrodnie i z tej perspektywy snuje swoje wspomnienia w książce Littella. Opryński podążył tym tropem. Monolog głównego bohatera (Jacek Brzeziński), w którym konstatuje on, że każdy może zostać zbrodniarzem, spina niczym klamra epizody z drugiej wojny światowej. Obok doświadczeń seksualnych, w tym kazirodczej miłości do siostry Uny (Eliza Borowska), Aue zdradza kulisy działania represyjnego państwa, które metodycznie, niczym sprawnie zarządzana korporacja, wciąga jednostki w mechanizmy przemocy. W tle konfesji pojawiają się też autentyczne wydarzenia, jak ludobójstwo w Babim Jarze w okolicach Kijowa, oblężenie Stalingradu czy upadek Berlina. Konstruując tę historiozoficzną opowieść, Opryński skoncentrował się na wyeksponowaniu tego, co w człowieku mroczne. Odwołał się tym samym do Imrego Kertésza, który w wykładzie wygłoszonym dla niemieckich studentów zagładę Żydów nazwał „etycznym punktem zero” kultury zachodniej.

Przestrzenią, w której zachodnia cywilizacja zderza się z metodycznym zabijaniem ludzi jest monumentalna scenografia Jerzego Rudzkiego, na której wyświetlane są obracające się wokół własnej osi nagie sylwetki aktorów. Towarzyszący im opis parametryczny i nakładane na zdjęcia linie geometryczne przywołują skojarzenia z eksperymentami nazistów i antropologicznym archiwum. Surowe ściany w kolorze betonu bywają salą obrad aparatu partyjnego, udają francuską plażę, ale też stają się miejscem egzekucji i wnętrzem komory gazowej, w której raptownie zatrzaskują się za ofiarami ciężkie drzwi. Szczelina w tyle sceny jest nie tylko wejściem do krematoryjnego pieca, staje się również przejściem w ciemność.

Tegoroczna edycja została podporządkowana tematowi „Przemoc.Stop!”, który pojawiał się w festiwalowych prezentacjach w różnych odsłonach: jako nienawiść do Żydów i osób o ciemniejszym kolorze skóry (Biała siła, czarna pamięć w reżyserii Piotra Ratajczaka z Teatru Dramatycznego im. A. Węgierski w Białymstoku), przemoc wobec kobiet i krzywdzące dla obu płci pułapki patriarchatu (Kumernis, czyli o tym, jak świętej panience broda rosła z Teatru Muzycznego im. D. Baduszkowej w Gdyni w reżyserii Agaty Dudy-Gracz, Krzywicka/krew w reżyserii Aliny Moś-Kerger z Teatru im. H. Modrzejewskiej w Legnicy) czy cierpienie, jakie ludzie zadają sobie w codziennych sytuacjach (Nieznośnie długie objęcia w reżyserii Iwana Wyrypajewa z Teatru Powszechnego im. Z. Hübnera z Warszawy). Wreszcie przemoc, która  ujawnia się w społeczności w najbardziej kanonicznej formie, a więc w figurze kozła ofiarnego, którą we Wrogu ludu rozpracował Jan Klata (Narodowy Stary Teatr w Krakowie). Zrobił to na tyle skutecznie, że przedstawienie otrzymało zarówno nagrodę publiczności, jak i dziennikarzy akredytowanych przy festiwalu.

W spektaklu na podstawie sztuki Ibsena reżyser nie tylko zastanawia się nad mechanizmami społecznej przemocy i istotą współczesnej kapitalistycznej demokracji, która prowadzi do populizmu. Porusza również temat odpowiedzialności elit za prowadzenie polityki opartej na konflikcie i zaspokajaniu partykularnych interesów, co okazuje się niezwykle aktualne w kontekście zmian  politycznych w Polsce. We włączonym do spektaklu improwizowanym fragmencie aktor Juliusz Chrząstowski, grający małomiasteczkowego lekarza Doktora Stockmanna, wychodzi z roli, prowokuje publiczność i pyta ją o poglądy polityczne. W swoim monologu nawiązuje zarówno do problemu zanieczyszczenia powietrza na Górnym Śląsku, jak i kryzysu uchodźczego, który rozpala dzisiaj emocje i nierzadko prowadzi do samosądów i antyimigracyjnych marszy w niektórych miastach. W ostatniej scenie odrzucony przez lokalną społeczność za niepopularne poglądy poważany kiedyś Tomas Stockman ucieka na łódce uchodźcy.

Scena z Wroga ludu, w której aktor wchodził w interakcję z publicznością, można uznać za reprezentatywną dla całego festiwalu, który w tym roku poruszał drażliwe społecznie kwestie. Część widzów słowa aktora zbywała śmiechem, bo przekonywał do swoich racji już przekonanych. Co ważne — udało się tu chyba stworzyć rodzaj wspólnoty ludzi, którzy myślą podobnie. W czasie radykalnych podziałów politycznych w Polsce, gdy brunatna fala zalewa Europę, wydaje się to niezwykle potrzebne, a teatr znowu okazuje się idealnym miejscem do mówienia o rzeczach ważnych.


XVIII Ogólnopolski Festiwal Sztuki Reżyserskiej „Interpretacje”, Katowice, 5–13 listopada 2016.

Dodaj komentarz