Zuzanna Sokołowska | Ciało, sztuka i medycyna

Bez wątpienia jest coś pociągającego w serialach medycznych, skoro cieszą się one wciąż niesłabnącą popularnością. Oprócz obyczajowych wątków, które widzowie śledzą z wypiekami na twarzy, scenariusze obfitują w aspekty ściśle związane z kwestiami klinicznymi. W serialach tych krew leje się strumieniami, przypominając o kruchości egzystencji. Obrazy dekompozycji ludzkich narządów wydają się pozornie czymś odrażającym. Nie zmienia to jednak faktu, że obserwacja ludzkiego ciała od środka, jego wewnętrznej aparatury jest jednocześnie na tyle interesująca, by widzowie wciąż ulegali uwodzącej mocy seriali oswajających śmierć.

Medycyna, podobnie jak i sztuka, eksploruje zagadnienia związane z ludzką fizycznością, otwarcie analizując to, co jest zarazem tak obce i oczywiste. W krakowskim MOCAK-u można właśnie oglądać ekspozycję, która prezentuje sztukę wykorzystującą wątki medyczne. Wystawa została pomyślana jako pewnego rodzaju konfrontacja pojęć medycznych z ich wizualnymi reprezentacjami – ciało, choroba, terapia czy śmierć zostały zdefiniowane przez artystów, którym wątki wanitatywne nigdy przecież nie były obce. Jednakże ekspozycja może być miejscami trudna w odbiorze, zwłaszcza dla widza o słabych nerwach i zbyt bujnej wyobraźni. Wystawę „Medycyna w sztuce” otwierają obrazy Marka Gilberta, który za pomocą medium malarskiego dokumentuje przebieg operacji chirurgicznych. Artysta maluje resekcję obszaru twarzoczaszki, przecięcie kości jarzmowej czy maksylektomię całościową (usunięcie fragmentu bądź całości kości szczękowej, najczęściej w wyniku nowotworu). Gilbert skrupulatnie odzwierciedla tok zabiegu – maluje tkanki, krwawiące naczynia, widoczne kości. Nie poprawia nadmiernie oglądanej przez siebie fizyczności, brutalnie poddaje za to widza testom na wrażliwość.

Podobnie dzieje się w przypadku serii obrazów dokumentujących leczenie operacyjne twarzy pacjentów. Współautorem projektu jest chirurg twarzowy prof. Iain Hutchinson, który postanowił w ramach pewnego rodzaju terapii rejestrować wizerunki swoich pacjentów. Chorzy chętnie pozowali do serii portretów, tymczasowo „zawieszając” swoje kalectwo. W wymiarze estetycznym nabrało ono innego znaczenia – stało się tematem głębokiej analizy artystycznej, z empatią obrazowane przez Marka Gilberta, który po operacjach obserwował nie tylko cielesne, ale i mentalne zmiany pacjentów, zaczynających swoje życie od nowa. Pracą nawiązującą bezpośrednio do tematu kalectwa jest również hiperrealistyczna rzeźba Joanny Pawlik. Jest to niezwykle osobista, intymna i przejmująca realizacja, odwołująca się do przykrych wydarzeń z przeszłości autorki – artystka w dzieciństwie straciła nogę. To wydarzenie odbiło się na całym późniejszym życiu Pawlik, która postanowiła stworzyć rzeźbiarski fantom utraconej kończyny. Dla niej praca ta nie tylko stanowi próbę odzyskania własnego ciała, ale podkreśla sprawczą mocy sztuki. Przyglądając się kończynie spoczywającej w ciszy w galeryjnej przestrzeni, widz doświadcza sprzecznych uczuć – od dławiącego strachu, przez obrzydzenie i ból, aż po fascynację i silną empatię. Wzrok potrzebuje czasu, aby oswoić się z pracą artystki. Nie od razu można zacząć się jej intensywnie przyglądać. Osobność rzeźby, która przecież stanowi fantomowy element żywego ciała, przypomina o nieustannym zmaganiu się z fizycznością, nad którą człowiek nie ma bezpośredniej kontroli.

Konrad Kuzyszyn w swoim poruszającym cyklu dokumentuje za pomocą fotografii ludzkie preparaty z Collegium Anatomicum Akademii Medycznej w Łodzi. Są to realizacje prezentujące tak obecność, jak i powolne znikanie. Dla artysty fotografowanie ciał, których status ontologiczny uległ zmianie, było granicznym, trudnym do zapomnienia przeżyciem. „Nic nie zastąpi tego, co można zobaczyć w Collegium Anatomicum. To inny rodzaj obcowania. Zupełnie nieprzekładalna intensywność «bycia» tych ludzi w gablotach – inna niż na zdjęciach czy sztychach. Dwa światy – konkretny i zapośredniczony” (Żmijewski 2006: 205) – opowiada o swojej realizacji Kuzyszyn. Doświadczenie skończoności ciała, jego mięsności, jest –  jak pisała Jolanta Brach-Czaina – tym, „czego nie można odrzucić, pozbyć się, od czego nie można się uwolnić, co nie może być od istnienia odłączone. […] Mięsne jest to, co dane jest nam w życiu tak mocno, że aż drżymy, i czego nie możemy się zaprzeć” (Brach-Czaina 2006: 163).

Na krakowskiej wystawie nie mogło też oczywiście zabraknąć wątków wanitatywnych – myślę o „Akcie ze szkieletem” (2005) Mariny Abramović. To niemal 24-minutowe wideo nawiązuje bezpośrednio do sztuki końca XIX i początku XX wieku, zderzających ze sobą antynomie: młodość i starość, życie i umieranie. Abramović wykorzystała symbol śmierci, ludzki szkielet, kładąc go delikatnie na swoim nagim ciele. Artystka przedstawiła codzienny spektakl życia i umierania. Zasygnalizowała problem upływu czasu, który poddaje każde istnienie nieuchronnej zmianie. Jej praca wyraża próbę pogodzenia się z losem, nieodwołalnie naznaczonym przez śmierć.

Tymczasem Daniele Buetti w swoich fotografiach odniósł się do problemu infekcji będącej znakiem naszych czasów – fetyszyzacji marek firmowych. W swoim cyklu „W poszukiwaniu miłości” (1996–1998) twórca kadruje modelki oszpecone przez blizny w kształcie rozmaitych logotypów. W ten sposób artysta mierzy się z powszechnym przekonaniem, że luksus gwarantują pełnię szczęścia.

Edith Micansky w swojej instalacji z 2004 roku „OB| ESR (BSG)” traktuje z kolei człowieka jako nośnik informacji i zarazem obiekt badawczy. Krew stanowi jedno z najbardziej wiarygodnych źródeł danych. Tytuł tej realizacji odnosi się do badania wskaźnika opadania erytrocytów, które informują lekarza o stanach zapalnych organizmu, sugerujących obecność choroby. Micansky, która sama jest lekarzem, pobrała krew od niemal 3800 pacjentów. Zamknięte szczelnie w małych fiolkach materiały unaoczniają różnorodność ludzkiej krwi, a także jej zmienność – z czasem kolor krwi ulega modyfikacjom w związku z rozpadem krwinek.

Na wystawie nie brak też odwołań do chorób psychicznych czy obrażeń ciała w wyniku ran wojennych. Obecne są również wątki dotyczące pobytu w szpitalu i jego drobnych rytuałów, na przykład związanych z posiadaniem własnej szafki (Piotr Blamowski, wzorując się na szpitalnych meblach, tworzy obiekt, na którym odciska się ślad obecności, za każdym razem zostawiony przez innego pacjenta) albo z niekończącymi się rozmowy o chorobach i przebytych operacjach. Marcin Maciejowski w swoim obrazie „Lekarz powiedział” (2001) nawiązuje do trudnych rozważań na temat własnego zdrowia, które w warunkach pozaszpitalnych nie miałyby racji bytu. W podobnym kontekście został umieszczony list Aliny Szapocznikow, która opowiada w nim swojej przyjaciółce o warunkach życia w szpitalu. Na ekspozycji jest także obecna Orlan, której realizacje odwołują się do bezpośrednich ingerencji w ciało i zachodzących w nim regeneracyjnych procesów.

Dzięki niezwykłemu wyczuciu kuratorów, wystawa jest udaną analizą związków medycyny i sztuki. Prace wybrano w taki sposób, by nie szokowały one widzów za sprawą wizualnych reprezentacji zdekomponowanej cielesności, z którą kojarzyć się może chirurgia czy preparowanie ludzkich narządów. To przede wszystkim ekspozycja proponująca terapeutyczne spojrzenie na związek twórczości i medycyny. Co istotne, wystawa została zaaranżowana w taki sposób, że przypomina swoją atmosferą szpital – miejsce  powolnego dochodzenia do zdrowia, odzyskiwania kontroli nad własnym ciałem, ale też powolnej jej utraty. „Medycyna w sztuce” staje się egzystencjalnym traktatem o nieskończoności ludzkiej wyobraźni, stwarzającej nieustannie nowe metody leczenia i nowe formy estetyczne, dla której jedyną barierą są ograniczenia ciała. Ciała, nad którym nigdy nie zapanujemy w pełni.


„Medycyna w sztuce”. Muzeum Sztuki Współczesnej MOCAK, Kraków. 22.04.2016–02.10.2016.


LITERATURA:

Brach-Czaina: „Szczeliny istnienia”. Kraków 2006.

Żmijewski: „Drżące ciała. Rozmowy z artystami”. Bytom–Kraków 2006.

Dodaj komentarz