Zuzanna Sokołowska | Cyfrowa tożsamość („Ego Update. The Future of Digital Identity”, NRW Forum, Düsseldorf)

Selfie to słowo, które bez wątpienia zrewolucjonizowało podejście do współczesnej fotografii. Odmieniane przez wszystkie przypadki, zawładnęło całkowicie zbiorową wyobraźnią, stając się nieodzownym elementem internetowego życia, zwłaszcza portali społecznościowych. Autorstwo pierwszego w historii selfie przypisuje się Robertowi Corneliusowi, który w 1839 roku, siedząc wygodnie w fotelu, wykonał sobie zdjęcie, specjalnie zakrywając przy tym obiektyw. Późniejsza popularność fotograficznych autoportretów związana była z powstaniem w 1900 roku przenośnego aparatu Kodak Brownie. ówczesne metody uwieczniania własnego wizerunku opierały się przede wszystkim na fotografowaniu swojego odbicia w lustrze lub ustawianiu aparatu w pobliżu (na przykład na statywie) oraz kadrowaniu przez wizjer w górnej części okna. Dziś nie jest konieczna aż tak skomplikowana gimnastyka, by wykonać sobie zdjęcie – wystarczy cyfrowy aparat lub smartfon.

Słowo selfie po raz pierwszy zostało użyte w 2002 roku na australijskim forum internetowym przez upojonego alkoholem użytkownika. Z czasem stało się ono na tyle popularne, że jedenaście lat później zostało ogłoszone „słowem roku” przez Oxford English Dictionary. Choć trzeba zauważyć, że selfie uległo pewnej lingwistycznej proliferacji na potrzeby użytkowników internetu. Relfie to zdjęcia zakochanych par, welfie to kadry, które dokumentują pięknie wyrzeźbione ciała, najczęściej na tle ćwiczących w pocie czoła osobników lub lustra w siłowni, helfie tymczasem to próba uchwycenia swoich włosów, a legfie to po prostu ujęcie nóg.

Wpływ, jaki selfie wywarło na współczesną rzeczywistość, prezentuje wystawa „Ego Update. The Future of Digital Identity”, pokazywana w NRW Forum w Düsseldorfie. Bez wątpienia jest to jedna z ciekawszych ekspozycji poruszających problem ludzkiej tożsamości, odkrywanej właśnie za pomocą tego typu fotografii, trafnie przy okazji diagnozująca zmianę paradygmatu myślenia jednostek o samych sobie. Kartezjańskie „myślę, więc jestem” zostało według artystów biorących udział w wystawie zastąpione konstatacją: „fotografuję, więc jestem”. Także fundamentalne pytanie: „kim jestem?” nie pozostaje bez zmian. Pomysłodawca ekspozycji, Alain Bieber zauważa, że również ono uległo przekształceniu – nie przestaje odnosić się bezpośrednio do tożsamości, ale dziś brzmi: „kim powinienem być?”. Poczucie zagubienia zmusza do nieustannego potwierdzania własnej obecności, własnego „ja”, w tym przypadku za pomocą migawki. Psycholodzy uważają, że popularność fotograficznych autoportretów to zwykłe promowanie narcyzmu, przyczyniające się do rozwoju zaburzeń lękowych związanych z własnym wizerunkiem, w tym dysmorfofobii. Trudno się nie zgodzić z tego typu uwagami. Instagram i Facebook pękają w szwach od zdjęć twarzy, nóg, makijażu czy pocztówkowych selfie z zagranicznych wojaży. Ta niewinna z pozoru zabawa staje się pewnego rodzaju pornografią, a nawet egopornografią, w której somatyczność zostaje wyparta przez cyfrowość. Status ciała, fizyczności, a przede wszystkim własnego ego określany jest przez fotograficzne odbicie oraz ilość zdobytych „lajków”. To natrętne wystawianie własnego ciała na widok publiczny nie ma nic wspólnego z autentycznością, staje się ekshibicjonizmem, graniczy z obscenicznością. Można też zauważyć, że selfie to pewnego rodzaju cyfrowa autoagresja – ciało jest przycinane, fragmentaryzowane, od formowane na potrzeby kadru. Ogromna popularność i nieustanne zapotrzebowanie na tego rodzaju fotografie wynika oczywiście również z przyjemności oglądania, jak i podglądania, na które tak zachłanne jest ludzkie oko.

Zaproszeni do wzięcia udziału w wystawie twórcy zastanawiają się, jakie miejsce może zająć selfie w sztuce, i czy spojrzenie na nie z tej perspektywy jest w ogóle możliwe. Czy ten rodzaj zdjęć rzeczywiście należy traktować jako nowe zjawisko, dyktujące zmianę w podejściu do fotografii? Ekspozycja „Ego Update” nie udziela jeszcze jednoznacznej odpowiedzi. Sygnalizuje jedynie zmiany, jakie zaszły w rozumieniu fotografii i w sposobie jej traktowania, będące efektem swoistego selfietsunami.

Widz rozpoczynający swoją wędrówkę po wystawie zostaje zbombardowany niesłychaną wręcz ilością zdjęć pornograficznych (na których nagie ciała kobiet, przytulone mocno do siebie, symulują erotyczne zbliżenie), podróżniczych (gdzie ludzkie stopy dotykają najbardziej egzotycznych miejsc na świecie) czy imprezowych, z których uśmiechnięte twarze spoglądają na widza. Jedną z najbardziej zapadających w pamięć fotografii jest żartobliwe zdjęcie Martina Parra z 1997 roku, na którym jego własna głowa tkwi w paszczy rekina. Guido Segni natomiast próbuje nakreślić multikulturowe znaczenie gestu „fuck you”, prosząc ludzi różnych ras, aby dziarsko wystawili środkowy palec w kierunku obiektywu.

Amalia Ullmann na swoich fotografiach z cyklu „Excellences and Perfections” (2014) przedstawia młode kobiety starające się odkrywać własną seksualność. Widzimy tu na przykład dziewczynę, która próbuje zrobić idealne selfie, wdzięcząc się do obiektywu w swojej komórce – mruży oczy niczym rozleniwiony kot, wydyma pomalowane różową szminką usta w słynny „dzióbek”, spoglądając z nieukrywaną fascynacją i podnieceniem na własne odbicie w aparacie. Kolejna postać uchwycona przez artystkę pręży zgrabne ciało, delikatnie kierując wzrok w stronę swojej waginy. Nie krępuje jej obecność aparatu, wręcz przeciwnie – to właśnie on wyzwala w młodej kobiecie chęć zaimprowizowania erotycznego spektaklu, w którym główną rolę gra ona sama, a właściwie jej ciało, zachęcające do natychmiastowej wzrokowej konsumpcji. W podobnym, tonie utrzymany jest cykl Arvidy Byström „Instagram Sculptures”. Bohaterki jej zdjęć, eteryczne blondynki o świetlistej cerze, przypominają żywe rzeźby – są piękne, chłodne i wyniosłe, a ich wdzięki dostępne są jedynie obiektywowi aparatu. Podglądają własne ciała za pomocą smartfonu: jedna z nich delikatnie ściąga bieliznę, próbując zrobić zdjęcie swojej waginie, kolejna zasypia razem z telefonem, którego ekran delikatnie rozjaśnia jej bladą twarz. Ostatnia z nich zakopuje się w pościeli, spod której tli się światło aktywnego aparatu. Nie pozwala odpocząć swojemu ciału, które nieustannie znajduje się pod ostrzałem migawki.

Na wystawie nie zabrakło też ironicznych zdjęć, w subtelny sposób pokpiwających z selfie, traktujących je jako efekt nadmiernej technologizacji świata; są to, przykładowo, ujęcia autorstwa Davida Slatera z wizerunkami roześmianych małp, które bezwzględnie zawłaszczają niemal całe kadry, czy fotografie Erika Kesselsa z cyklu „24 Hours of Photos”, dokumentującego miejsca dosłownie zasypane przez zatrważającą ilość fotografii. Artysta kadruje wnętrza muzeum i kościoła, w których nie ma ludzi – są jedynie fotografie, które sygnalizują cyfrową, a nie duchową czy cielesną obecność człowieka.

Trzeba przyznać, że ekspozycja „Ego Update” to doskonały bodziec do podjęcia dyskusji i badań dotyczących mentalnych zmian, które nastąpiły w wyniku nadmiernej reprodukcji cielesności za pomocą selfie. To także wyraziste ostrzeżenie, które skierowane jest do widzów poszukujących własnej tożsamości, własnego „ja” przy użyciu technologii, deprecjonującej tak naprawdę to, czego poszukują – autentyczność, ujawniającą się przecież poza aparatem smartfonu, poza Facebookiem, poza Instagramem. Pomimo że ekspozycja uwydatnia cienką granicę między tym, co realne a iluzoryczne, daje ona jednocześnie niezwykłą wzrokową przyjemność, której trudno jest się oprzeć, a jeszcze trudniej zaprzeczyć. Dlaczego? Bo to właśnie selfie stało się idealną, wręcz wzorcową egzemplifikacją podświadomego pragnienia bycia nieustannie oglądanym i podziwianym. Nie tylko przez siebie samego.

„Ego Update. The Future of Digital Identity”. Autor koncepcji wystawy: Alain Bieber. NRW Forum, Düsseldorf. 19.10.2015–17.01.2016

Dodaj komentarz